Kraj

Golgota i Gomora

Jak ojciec Rydzyk walczy o TV Trwam

Marsz widzów Telewizji Trwam w Szczecinie. Marsz widzów Telewizji Trwam w Szczecinie. Wojciech Królak / Agencja Gazeta
Multipleks ojca Rydzyka jest dla Kościoła i prawicy bezcenny. Służy jako koronny dowód dyskryminacji katolików przez ekipę Tuska.
Ojciec Rydzyk na Placu Trzech Krzyży w Warszawie podczas tzw. Marszu dla Życia.Adam Chełstowski/Forum Ojciec Rydzyk na Placu Trzech Krzyży w Warszawie podczas tzw. Marszu dla Życia.
Manifestacja „obrońców” TV Trwam w Białymstoku.Marcin Onufryjuk/Agencja Gazeta Manifestacja „obrońców” TV Trwam w Białymstoku.

Do połowy 2014 r. w całej Europie analogowy sygnał telewizyjny zastąpiony zostanie cyfrowym, którego zaletą jest ogromna pojemność: na jednej częstotliwości pozwala zmieścić nawet 8 różnych kanałów. W Polsce sygnał analogowy zostanie wyłączony 31 lipca 2013 r. Kto do tego czasu nie wymieni telewizora na nowszy typ, ten przestanie odbierać sygnał telewizyjny za pomocą zwykłej anteny.

KRRiT postanowiła, że stworzy trzy tzw. multipleksy cyfrowe. Dwa niejako automatycznie zostaną zajęte przez kanały stacji, które już wcześniej miały ogólnopolską koncesję na analogowe nadawanie naziemne (TVP, Polsat, TVN, PULS, TV4). Trzeci – MUX-1 – miał zostać podzielony pomiędzy nowych nadawców w celu wzmocnienia konkurencyjności na rynku medialnym. Do konkursu, ogłoszonego 5 stycznia 2011 r., zgłosiło się 17 podmiotów.

Decyzję o tym, że TV Trwam nie dostanie miejsca na cyfrowym multipleksie, Rada podjęła już 29 lipca 2011 r. KRRiT uznała, że TV Trwam nie wykazała, iżby sposób jej finansowania był pewny i przejrzysty. A naziemne nadawanie cyfrowe to droga rzecz. Na same opłaty trzeba mieć 7 mln zł rocznie. Właściciel stacji, fundacja Lux Veritatis, chciał pokryć te koszty z pożyczki od warszawskiej prowincji redemptorystów. Jednak powołując się na poufny charakter tej umowy, nie przekazała Radzie jej kopii, a zaledwie jednopunktowy wyjątek. Przepychanka w sprawie ujawnienia umowy trwała kilka miesięcy. Tym razem KRRiT postanowiła nie ulegać presji, potraktować Lux Veritatis jak każdy inny podmiot ubiegający się o koncesję i ojciec Rydzyk nie dostał, czego chciał.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Do Wydziału Skarg i Wniosków przy KRRiT przychodzi około 2 tys. skarg rocznie, tylko 24 stycznia 2012 r. listonosz przyniósł 3280 listów. Wszystkie w sprawie TV Trwam. Zaledwie osiem dni wcześniej KRRiT ostatecznie odmówiła koncesji na cyfrowym multipleksie MUX-1.

Listonosz, żeby wtaszczyć kosze z listami po wąskich schodach siedziby przy ul. Sobieskiego 101, musiał chodzić kilka razy. Listy były ciężkie, bo większość zawierała co najmniej kilka kartek. Na każdej kilka rzędów podpisów i numerów PESEL, z których łatwo się zorientować, że silnie dominują ludzie starsi. Pudła w ciągu tygodnia zajęły cały pokój wydziału. Później zastawiono nimi pomieszczenie socjalne, na koniec zaczęto znosić do piwnicy.

Rada nie ma fizycznych możliwości policzenia podpisów. Skrupulatnie liczą je za to w TV Trwam. To jeden z elementów przygotowań do sobotniego marszu. 3 kwietnia 2012 r. Tadeusz Rydzyk poinformował triumfalnie, że za przyznaniem koncesji podpisały się 2 mln 126 tys. 603 osoby. Podpisy 2 mln i 2 mln jeden złożyli Agata i Marcin Walkowiakowie ze Złotowa. W KRRiT do tych liczb podchodzą z dystansem. – Dzwonią do nas ludzie i pytają, dlaczego my tej koncesji nie dajemy, skoro oni sami przysłali już cztery listy – mówi Krzysztof Luft, członek KRRiT. W wielu przypadkach widać, że ludzie nie bardzo rozumieją, w czym rzecz z tą koncesją; jedni wypowiadają się „za licencją”, inni piszą: „Nie dla niszczenia TV Trwam”. Tak jakby nieprzyznanie koncesji miało spowodować, że stacja ta po prostu za chwilę przestanie nadawać. – Co, oczywiście, nie jest prawdą. Dostęp do TV Trwam ma ok. 10 mln odbiorców. Większość za pośrednictwem sieci kablówek, a pozostali dzięki zestawom satelitarnym. I tu się nic nie zmieni – tłumaczy Krzysztof Luft, członek KRRiT. – A jednocześnie z niezależnych badań wynika, że w 2011 r. średnia oglądalność tej stacji wahała się w zależności od pory dnia od 6 do 50 tys. osób. To nie nasza wina, że pozostałe 9 mln 950 tys. potencjalnych widzów nie ogląda tej stacji – dodaje Luft.

Polska ginie!

Z listów słanych do Rady wynika, że sprawa TV Trwam jest tylko symbolem. Korespondentom chodzi przede wszystkim o „ojczyznę i wiarę”. Na kopertach pieczątki parafii mieszają się z tymi stowarzyszeń katolickich. Ale są też pieczęcie gmin, nawet powiatów. Wszystkie przesyłki wysyłane są listami poleconymi (to dokument). Niektóre dodatkowo ubezpieczono.

Ojciec Rydzyk dokonał mobilizacji, którą najstarsi pracownicy KRRiT kojarzą z inną akcją: na początku lat 90. redemptorysta z Torunia wywalczył zwalniane częstotliwości dla swojego Radia Maryja. Pomogło 10 tys. listów i stały dyżur różańcowy pod siedzibą KRRiT.

Od tamtego czasu język listów się nie zmienił. Począwszy od skrajnie agresywnego: „Okurwieńcy”, „Skurwiałe bydlaki! Agenci Moskwy zainstalowani w Polsce, wrogowie Narodu”. Poprzez tony nieco łagodniejsze: „Ta haniebna decyzja mną wstrząsnęła do szpiku kości do jakiego stopnia polscy bolszewicy (krrit) są w stanie się posunąć. Ile żalu i bólu wyrządzacie polskiemu narodowi, wy czerwona bolszewicka hołota, nie długo zaczniecie kościoły palić, mordować księży a nas Polaków katolików wywozić na Sybir” (pisownia oryginalna). Aż po wynurzenia osobiste: „Obecne traktowanie, złe traktowanie TV Trwam, tzn. nie umieszczenie TV Trwam na cyfrowym multipleksie doprowadza mnie i moich znajomych do stresu, do nerwicy”. „Mam 86 lat i teraz przy końcu mego życia płakać mi się chce, że Polak Polakowi potrafi tak strasznie szkodzić”.

Redemptorysta nieustannie ten nastrój podsyca, podsuwa stosowną retorykę: „Dziś wykluczają nas, a jutro innych. To jest śmierć TV Trwam, a potem Radia Maryja” – ostrzegał w styczniowym wywiadzie dla „Naszego Dziennika”. W kwietniu na tych samych łamach dodawał, że w Polsce może być tak jak na Zachodzie: „Polska ginie! To jest działanie zaplanowane. […] Kradzione są dzieci, rodzina niszczona, zmienia się znaczenie słów. To eksterminacja kulturowa, ale i biologiczna. Wskazuje na to polityka zdrowotna, utrudnianie leczenia starszych i chorych”.

Operacja Naród

Tadeusz Rydzyk nie jest już sam. Przekaz płynący z jego mediów wydaje się elementem wielkiej operacji wizerunkowej, odbywającej się właśnie w polskim Kościele. Abp Józef Michalik, szef episkopatu, nazywa to „walką o zdrowy chrześcijański patriotyzm”. Jej celem jest przedstawienie Kościoła jako prześladowanego obrońcy praw obywatelskich katolików i zdrowia moralnego społeczeństwa, a także wartości patriotycznych i polskości – ostatnio najpełniej ucieleśnionych w obozie braci Kaczyńskich. Z akcentem na prześladowanie i antykościelne ataki. Ta narracja przybiera na sile systematycznie, odkąd premier Tusk powiedział w Sejmie, że nie będzie klękał przed księdzem.

„Możemy przegrać z politykami –mówi abp Michalik – ale nie możemy przegrać z Narodem”. Wiadomo, Kościół z Narodem, Naród z Kościołem.

10 kwietnia w Archikatedrze Warszawskiej bp Antoni Dydycz opisał Polskę jako „słabą, na własnej ziemi bezdomną”, skąd setki tysięcy ludzi wędrują za chlebem. „Gdzie się podziały cnoty narodowe? – pytał. – Czy tego, co się dzieje, nie można nazwać imperium kłamstwa?”. I puentował: „Wszelkie formy prześladowania Kościoła są równoznaczne z walką z narodem”.

W Szczecinie bp Marian Kruszyłowicz dodawał: „Znowu pojawiły się głosy, które znam z propagandy komunistycznej w Polsce, czyli poniżanie kraju, ojczyzny, wyśmiewanie Polski przedwojennej, manipulacja historią, przedstawianie naszego narodu jako nacjonalistycznego, antysemickiego, skłóconego, który umie kłócić się tylko z sąsiadami”. Kropkę nad i postawił w Gnieźnie ks. Andrzej Grzelak: „Modlimy się o to, aby katolicy nie byli w swojej ojczyźnie obywatelami drugiej kategorii”.

Specyficzne miejsce w tej narracji Kościoła zajęła sprawa smoleńska – wielkanocne kazania wielu duchownych krążyły częściej wokół niej niż Zmartwychwstania Pańskiego. W patriotyczno-religijnym ferworze pewien kapucyn w Warszawie brnął w porównanie męki smoleńskiej z Męką Pańską.

Stacja męki

Pod Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu jest znów dokładnie tak jak przed dwoma laty. Pani W. (na tekturze wypisane: Zabrze, Śląsk, narodowość polska) wsiadła w pociąg o godz. 20, żeby zdążyć 10 kwietnia przed 8 rano rozstawić autorski ołtarz. Na stelażu emeryckiego wózka w kratę zawiesiła ubłocone ulotki, nadpalone zdjęcia śp. prezydenta, papieża. To pamiątki historyczne, uratowane przez walczących o krzyż w 2010 r. Pani W. była jednym z rzeczników krzyżowych, którzy obecnie witają się jak starzy znajomi, związani wspólną sprawą i językiem („Tusk – komendant obozu, nie myśli, bo trzyma mózg w prezerwatywie; szczury z PO; ściek Palikota; menele chodzący na ruskiej smyczy”). Zdjęła buty, włożyła zielone papucie z pluszu, dla wygody, gdyby protestowanie się przedłużyło. Weźmie ICH na cierpliwość.

Tłum intonuje wielkanocną pieśń „Chrystus zmartwychwstał jest”. Z lewej strony Pałacu – ścieżka pamięci poległego prezydenta (na stelażach zdjęcia, wedle okresów życia: dzieciństwo, młodość, lata nauki itd.). Rozmowy o smoleńskiej golgocie: „ONI bezczeszczą zwłoki 96 rodaków. Jak Jezusa. ONI brudne nagie ciała włożyli do worków i zalutowali w trumnach, w jamach brzusznych zaszywając rękawiczki, gazy, kawałki drewna. Dlaczego nie mówią o tym te Lisy, Durczoki, Olejniki?”.

Krążą te same, co przed dwoma laty, kserowane cytaty z Herberta, Miłosza, Mickiewicza. I zaktualizowane ulotki: „Zbutwiała tama z coraz większym trudem powstrzymuje napór piętrzącej się wody, lada moment ją przerwie i zatopi tę nadwiślańską Sodomę i Gomorę”; „Gdy rozejrzysz się, to kogo zobaczysz? Zniewolonych biznesmenów, nauczycieli, prawników, stolarzy – umysły, które chcemy uratować”.

W namiotach można poprzeć liczne petycje: „Żądam smoleńskiej prawdy; Przystępuję do duchowej walki w ramach Narodowej Różańcowej Krucjaty za Ojczyznę”.

Ludzie prezydenta

W tym kontekście Multipleks ojca Rydzyka jest dla Kościoła i prawicy bezcenny. Służy jako koronny dowód dyskryminacji katolików przez ekipę Tuska.

Zasada przyjaznego współistnienia Kościoła i państwa została pogrzebana przez PO, która zaczęła licytować się z Palikotem na gesty wrogie wobec Kościoła – mówi Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej. – Może i były pewne uchybienia formalne, ale Rada nie powinna szukać pretekstów do udzielenia odmowy. Skoro nie ma innej stacji katolickiej, to powinniśmy popierać tę, która jest.

Charakterystyczne, że ostrze ataku jest bardzo precyzyjnie, personalnie skierowane na dwie osoby spośród pięcioosobowego składu KRRiT. To prezes Jan Dworak i jeden z członków Krzysztof Luft. Oni najczęściej atakowani są w artykułach „Naszego Dziennika”, programach Radia Maryja. Stefan Pastuszka (wstrzymał się od głosu przy odmowie przyznania koncesji TV Trwam), Witold Graboś i Sławomir Rogowski (głosowali za odmową) właściwie nie są nawet tam wymieniani.

„Trzeba wiedzieć, kto jest w Krajowej Radzie, jakie owoce wydaje. To są ludzie prezydenta, przez niego naznaczeni” – mówił ojciec Rydzyk w styczniowym wywiadzie dla Radia Maryja.

Atakując prezydenckich nominatów, osłabia się w oczach wyborców samego Bronisława Komorowskiego. Jeśli zestawimy to z deklaracją Jarosława Kaczyńskiego, że wystartuje w wyborach prezydenckich, to sprawa jest jasna. Zaczęliśmy przygotowania do kampanii wyborczej – objaśnia Jacek Żalek, poseł PO. Kilka tygodni temu opublikował on w „Rzeczpospolitej” duży artykuł o nieprzyznaniu TV Trwam koncesji na nadawanie cyfrowe. – Krytykowałem tę decyzję, bo uważam, że Rada podjęła ją bez jasnych kryteriów. W efekcie staliśmy się celem politycznego ataku.

Ludzi teraz wcale nie trzeba do niczego nawoływać. Sami widzą, co się dzieje i w którym kierunku zmierza kraj. Zaprosili mnie na marsz do Wejherowa na 15 kwietnia, który spontanicznie tam organizują – mówi Jarosław Sellin, poseł PiS. Ci sami ludzie z pewnością przyjadą też na sobotni marsz do Warszawy. Posłów też na nim nie zabraknie.

Przekaz katastroficzny

Co dalej z przekazem, który płynie dziś z katolickich mediów i kościelnej ambony? W listach, w emocjonalnych wypowiedziach słuchaczy Radia Maryja, w prywatnych rozmowach, na forach internetowych trudno uchwycić jakikolwiek rzeczowy argument za tym, że wolność wyznawania religii i swoboda jej praktykowania jest zagrożona w wymiarze indywidualnym. Nikt się nie uskarża: w naszej osiedlowej szkole zdejmują krzyże, likwidują katechezę, w naszej parafii władza świecka wtrąca się w sprawy kościelne... Lud mówi specyficznie przetworzonym językiem hierarchów. Oni rzucają słowa wielkie, patetyczne, lud je okrasza agresywnym, wulgarnym tonem. Obelgi bez problemu sąsiadują z dewocyjnymi wyznaniami wiary.

Język dewocji, zdaniem filozofa religii prof. Zbigniewa Mikołejki, doskonale opisuje to, co polityczne czy historyczne. Jest nośny, łatwo nazywa, działa przez analogię i nie wymaga prób zrozumienia, analizy. – Dla pewnej grupy ludzi jest to jedyny język, w jakim potrafią opisywać emocje. Katolicyzm jest tu tylko medium wszelkich lęków społecznych.

Czarna wizja narodowego kataklizmu, w jego opinii, trafia na podatny grunt. Lęk i poczucie dyskryminacji mogą u części katolików być autentyczne, co nie wiąże się w prosty sposób z religijnością. Dotyczy całego splotu czynników ekonomicznych, społecznych, politycznych.

Wielu z tych ludzi kurczowo trzyma się tego, co znane i bezpieczne – tłumaczy. – To jest atawistyczny niemal lęk przed zmianą. Wszystko powinno zostać, jak jest; nawet przesądy. Świat utrwalony jest łatwiejszy. Obecność innego traktowana jest jako wyzwanie i zagrożenie. Manifestowanie swojskości, czyli katolickości i polskości, ma tego obcego odsunąć jako łże-katolika czy nieprawdziwego Polaka.

Polska religijność jest często dziedziczna, przyjmowana bezrefleksyjnie, nieprzemyślana, nieprzepracowana, a co za tym idzie, pozbawiona intelektualnych narzędzi obrony. A laicyzacja jednak postępuje. – Świat daje tym ludziom do zrozumienia, że coś z ich wiarą jest nie tak – mówi prof. Mikołejko. – A oni reagują histerycznie, bo odbierają to jako uderzenie w ich tożsamość. Innej nie mają.

Czy Kościołowi w Polsce coś realnie zagraża? Z mowy ambon wynika, że zagraża, ale Kościół się nie lęka. I walczy. Z faktów wynika coś wręcz przeciwnego. Katecheza jak była, tak została w szkołach publicznych, państwo, jak płaciło na Kościół (1,6 mld zł rocznie), tak obiecuje płacić, a nawet dołożyć jeszcze jakąś część odpisu podatkowego. Ustawa antyaborcyjna ani drgnie, in vitro ciągle w zamrażarce, duchowni przychodzą na uroczystości państwowe i publiczne wszystkich szczebli, pod znakiem krzyża, jak się obrażało premiera i prezydenta, tak się obraża. Kościół jako instytucja i społeczność wierzących ma się dobrze, a nawet coraz lepiej. Pełnymi garściami czerpie z dobrodziejstw demokracji i kapitalizmu. Nawet ataki, jak te Janusza Palikota, w istocie mu służą, bo mobilizują emocjonalnie część katolików.

Wizje zagłady wiary i katolików w Polsce są klerykalną fikcją. Skąd się biorą? Być może z poczucia, że dla Kościoła nadchodzą ciężkie czasy wraz z pełzającą, ostatnio coraz szybciej, laicyzacją społeczeństwa. Nie bez trwogi hierarchowie patrzą na destrukcję wizerunku Kościoła na świecie, mocno naruszonego skandalami pedofilskimi. W Polsce zwłaszcza do młodszych pokoleń styl duszpasterski Kościoła – obecny choćby na marnych, szkolnych katechezach – po prostu nie trafia. Wzruszają ramionami i odchodzą.

Polityka 16.2012 (2855) z dnia 18.04.2012; Temat tygodnia; s. 10
Oryginalny tytuł tekstu: "Golgota i Gomora"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak rozpoznać depresję u dzieci?

Niedawno pisaliśmy o niewydolnym systemie pomocy dla najmłodszych, którzy coraz częściej zmagają się z problemami psychicznymi. Jak działać, gdy system nie działa? – pytamy Lucynę Kicińską z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, koordynatorkę telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111.

Joanna Cieśla
09.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną