Kongres PiS w Katowicach: Beata Szydło mówiła bez przerwy, sypała liczbami, określała priorytety...

Szydło pnie się w górę
Wystąpienie Beaty Szydło było zręczne, stwarzało pozory, że stoi za nim ogromna praca ekspercka, że ekipa PiS szykująca się do rządzenia jest dobrze przygotowana, ma przegadane tysiące spraw oraz dysponuje planem.
Beata Szydło na kongresie PiS w Katowicach
Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta

Beata Szydło na kongresie PiS w Katowicach

Badania sondażowe przeprowadzone natychmiast po wygłoszeniu przez Beatę Szydło przemówienia na konferencji programowej PiS (i przybudówek) wykazało, że Polacy zdecydowanie woleliby na fotelu premiera ją właśnie, a nie Jarosława Kaczyńskiego.

Ciąg kampanijny prowadzony przez PiS od wiosny – przez wybory prezydenckie aż do teraz – daje niezwykłe efekty. Gdzieś pochowano teorie zamachowe, zapowiedzi rewolucji i zemsty, a na czoło wybito tzw. merytorykę lub jej pozory. Już Andrzej Duda to udatnie jakoś uprawiał, co oczywiście nie przeszkadzało, żeby wszystko posypywać populizmem i ogólnikami. Niemniej mistrzynią tej gry jest kandydatka na premiera Beata Szydło. Beata Szydło rośnie.

Przyznać trzeba, że wystąpienie nominatki było zręczne, stwarzało pozory, że stoi za nim ogromna praca ekspercka, że ekipa PiS szykująca się do rządzenia jest dobrze przygotowana, ma przegadane tysiące spraw oraz dysponuje planem. O tym planie Beata Szydło mówiła bez przerwy, sypała liczbami, określała priorytety, wyliczała, co trzeba zrobić natychmiast, a co trochę później, adresowała swój program do wielu grup społecznych, do wsi, do młodych, do przedsiębiorców, do Śląska, ale i do stoczniowców, do lekarzy i do chorych, do szkół i akademii, do biednych i zapomnianych, w ogóle do ludzi.

Mottem przemówienia było zapewnienie, że nowa władza będzie słuchała ludzi, będzie się z nimi spotykała, co zresztą już czyni, jeżdżąc po Polsce.

I w ogóle robiła Beata Szydło zapewne na odbiorcach dobre wrażenie – skupionej na ważnych sprawach polityczki, odpowiedzialnej, twardej, ale łagodnej w sumie, zwłaszcza na tle innych harcowników PiS, przemawiającej nie tylko do sympatyków jej partii, a do wszystkich, do całej Polski. Ta polskość jako wartość była właściwie jedyną wartością wyższą, do której Beata Szydło się odwoływała, zapewne celowo. Na inne wartości, ich uściślenie i ułożenie w hierarchię przyjdzie jeszcze czas, a już na pewno po ewentualnie wygranych wyborach.

Drugim planem, w którym przebijała się jakaś – powiedzmy – aksjologia, były wszystkie wątki i przykłady, które da się sprowadzić do patriotycznie prowadzonej polityki gospodarczej: wobec kapitałów zagranicznych i wobec przedsiębiorczości rodzimej. Były szczegóły podatkowe, była mowa o zmianie praw mających ułatwiać Polakom prowadzenie interesów. Jakby z tych opowieści nie wyzierały jakieś niejasności czy wręcz strachy, straszenia bezpośredniego jednak nie było.

Na pewno można powiedzieć, że to było udane wystąpienie, tak na oko i na ucho. Teraz fachowcy wezmą się za jego prześwietlanie, wezmą się za wyliczenia, wyjdą jak nic różne rzeczy. Niemniej wyborca miał prawo i okazję zobaczyć w Beacie Szydło poważnego pretendenta do rządzenia.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną