Jerzy Baczyński: Mam dość tej kampanii
Czuję podskórnie, że politycy wszystkich opcji mają obywateli za debili – mówił Jerzy Baczyński w Poranku Radia TOK FM.
niyazz/PantherMedia

Janina Paradowska
Tadeusz Późniak/Polityka

Janina Paradowska

– Referendalna cisza ma zapaść jutro wieczorem. Nie wiem po co, bo chyba jest cisza? – pytała Janina Paradowska.

Goście audycji zgodzili się, że poza nielicznymi wyjątkami kampanii referendalnej w zasadzie nie było. – Mam odruch odrzutu, kiedy widzę zapowiedzi audycji referendalnych. To mi się wcześniej nie zdarzało, mimo że ich jakość zwykle jest dość marna – mówił Jerzy Baczyński.

Redaktor naczelny POLITYKI odesłał też do tekstu Anny Dąbrowskiej o tych audycjach: – To istny kabaret. Przypomina czasy początku lat 90., tę ówczesną kampanię osławionego kandydata na prezydenta od wkładek do butów. W tej występuje sto kilkadziesiąt zarejestrowanych komitetów, a to, co przekazują, nie ma nic wspólnego z referendum. Odbywa się jakaś promocja lokalnych biznesów, jakichś przedsięwzięć filantropijnych, padają numery kont na 1 procent… W tę pustkę, która zieje wokół pomysłu referendalnego, weszły rozmaite organizacje, które kręcą własne lody. PKW jest wobec tego bezradna, czemu się zresztą trudno dziwić – stwierdził Baczyński.

Redaktor naczelny POLITYKI miał problem z napisaniem komentarza w sprawie referendum, bo jak przyznał, „nie mógł odnaleźć w sobie dostatecznego stopnia powagi”. – To fundamentalnie niepoważne przedsięwzięcie – skomentował.

Prof. Radosław Markowski przyznał, że nie pójdzie na referendum, bo uważa, że „nie można obywatela traktować niepoważnie”. – Pierwsze, drugie, a zwłaszcza trzecie pytanie jest nielogiczne. Nie wiadomo, o czym mamy decydować. Nie wolno takich rzeczy w takiej procedurze wprowadzać na wokandę. To kompromitacja referendum jako takiego i idei. Są elementy jednomandatowych okręgach wyborczych w wersji niemieckiej, jako uzupełniające do systemu proporcjonalnego, które można by sensownie rozważyć – uważa prof. Markowski.

Janina Paradowska przyznała z kolei, że nie może się zdobyć, by poważnie traktować to referendum.

Partie listy piszą

Publicystka POLITYKI pytała również swoich gości o listy wyborcze poszczególnych ugrupowań i ruchy na scenie politycznej przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Platforma jest jak wszechświat – wiecznie się rozszerza i oscyluje między Romanem Giertychem a Grzegorzem Napieralskim mówił Paweł Wroński. Publicysta „Gazety Wyborczej” uważa, że obecność na listach szefów dwóch partii, które dawniej tworzyły koalicje rządowe, „wygląda imponująco”.

Zdaniem Jerzego Baczyńskiego proces tworzenia list przez Platformę zakończył się „spektakularnie”, odnosząc się do prezentacji Ludwika Dorna i Grzegorza Napieralskiego: To było mocne uderzenie  stwierdził Baczyński. Jego zdaniem budowanie list w PO było też testem przywództwa dla Ewy Kopacz. Mogło być różnie. Przypadek Pawła Zalewskiego pokazuje, jak różnie – dodał. Baczyński uważa, że proces budowania list nie spowodował rozłamu w Platformie, co jest niewątpliwie sukcesem Ewy Kopacz, a test przeszła dosyć pomyślnie. Jak przyznał, wzmocnienie Dornem i Napieralskim może jednak wywołać w konfuzję w elektoracie, któremu różne rzeczy i słowa się pamięta. Trzeba będzie, nie wytrzeszczając oczu, połknąć ten suchy kęs  uważa Baczyński.

Kukiz słabnie

Goście Janiny Paradowskiej odnosili się też do sytuacji w formacji Pawła Kukiza. Publicysta „Gazety Wyborczej” uważa, że Kukiza zniszczyła sama polityka.

Jerzy Baczyński mówił, że historia Kukiza to historia roztrwonienia osobistego kapitału politycznego. Zastrzegł jednak, że kiedy pojawił się na scenie politycznej, był enigmą, teraz wiemy więcej, a to, czego się dowiedzieliśmy, jest „zatrważające”. Ta antysystemowość zwróciła się przeciwko wszystkim, a na końcu, tak jak skorpion, zaczął kąsać też sam siebie – mówił Baczyński. Redaktorowi naczelnemu POLITYKI odpowiada interpretacja, w której Kukiz, „to bardziej przedsięwzięcie artystyczne niż polityczne”.

Baczyński przyznał szczerze:  Mam tej kampanii dość. Czuję podskórnie, że politycy wszystkich opcji mają obywateli za debili, może słusznie. Intensywność głupstw, które słyszymy jest niebywała. Choćby sprawa manipulacja partii idącej do władzy, która pochowała gdzieś całe swoje kierownictwo, demonstrując, że się go wstydzi. Jeśli chowa szefa, wiceszefów partii, nie wystawia ich w kampanii, to znaczy, że uważa, że partię obciążają – mówił redaktor naczelny POLITYKI. Odniósł się też do obietnicy Beaty Szydło „500 złotych dla każdego”: –  To brzmi jak klasyczna propozycja korupcyjna. Kto zagłosuje na nas, dostanie 500, 1000, może 1500 złotych. A to będzie kosztowało ponad 20 mld w kraju, który i tak ma deficyt budżetowy...

Posłuchaj całej rozmowy w TOK FM»

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną