Czy potrzebne są nam obowiązkowe karty rowerowe?
Zamiast egzaminowania po komendach przydałyby się porządne akcje edukacyjne, zwłaszcza przed wakacjami.
.
Kuba Bożanowski/Flickr CC by 2.0

.

Ministerstwo infrastruktury przymierza się do wprowadzenia obowiązkowych kart rowerowych. Mieliby je wyrabiać rowerzyści bez praw jazdy, egzaminy odbywałyby się na policji.

To, mówi minister Andrzej Adamczyk, na razie luźny projekt, pomysł do dyskusji. Intuicja – ochrona cyklistów jest jak najbardziej słuszna. Środki? Sporo biurokracji o trudnej do odgadnięcia skuteczności. I sporym potencjale odstraszania nowych rowerzystów.

Czy będzie trzeba mieć zawsze dokument przy sobie? A gdy się nie weźmie? Może spuszczenie powietrza z opon? A co, gdy ma się pompkę? Pewnie powstałaby szara strefa rowerzystów bez uprawnień. Czy ktoś będzie ich ścigał? Łatwo rzecz sprowadzić do absurdu, ale każdej inicjatywie poprawiającej bezpieczeństwo na drogach należy przyklasnąć.

Oto kontekst: w 2014 r. (policja nie ogłosiła jeszcze szczegółowych statystyk za rok ubiegły) na polskich drogach zginęły 3202 osoby. W porównaniu z większością państw UE polskie drogi są nadal niebezpieczne jak strefa działań wojennych, ale z roku na rok liczba wypadków drogowych i ich ofiar spada. Szereg kampanii sprawił m.in., że tabu staje się jazda pod wpływem alkoholu. Ten pozytywny trend jest jedną z miar naszego postępu cywilizacyjnego.

Ale jednocześnie prezydent Rzeczypospolitej nie zapina pasów bezpieczeństwa podczas przejazdu autostradą i zamiast po słynnym incydencie świecić pozytywnym przykładem, np. wystąpić w kampanii wzywającej do zapinania pasów, sprawę bagatelizuje.

Mimo że Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego podpowiada, że połowa ofiar wypadków drogowych mogłaby żyć, gdyby miała zapięte pasy. Głowy państwa z fatalnymi statystykami wypadków za poważne zaniedbanie nie spotkała jakoś szczególnie dotkliwa krytyka ze strony opozycji. Jakby zapinanie pasów, podobnie jak do niedawna jazda pod wpływem alkoholu, były przedmiotem polskiej omerty.

Rowerzyści w 2014 r. uczestniczyli w całej Polsce w 4850 wypadkach. Do większości z nich, dokładnie 4175, doszło w terenie zabudowanym. Przy czym, notuje policja, „na obszarze niezabudowanym wypadki cechowały się wysoką ofiarochłonnością, w 675 wypadkach zginęły 142 osoby”. Śmierć w terenie zabudowanym poniosła podobna liczba rowerzystów.

Ze wszystkich 4850 wypadków z udziałem rowerzystów cykliści przyczynili się do powstania 1786. Pozostałe 3064 to efekt działań innych użytkowników ruchu, w zdecydowanej większości kierowców. Zatem osób, które byłyby zwolnione z obowiązku posiadania kart rowerowych, bo przecież mają prawa jazdy. Znają przepisy. I często przesiadając się na rower, przenoszą nawyki z czterech kółek.

Potrzebne są porządne akcje edukacyjne. Nie tylko o samych zakazach i nakazach, ale także o kulturze jazdy np. na szybko przybywających drogach rowerowych w miastach czy poruszaniu się po drogach publicznych. Przydałoby się to zwłaszcza przed wakacjami, kiedy najczęściej cykliści ulegają wypadkom. To mniej inwazyjne niż egzaminowania po komendach.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną