Prezydentura zdewastowana

Złomny
Jarosław Kaczyński systematycznie podtapia urząd prezydencki, który dla niego samego był niedostępny. Ale też Andrzej Duda nie chce lub nie potrafi się temu przeciwstawić.
Nie wiadomo do końca, na ile Duda sam zdewastował swoją prezydenturę, a w jakim stopniu zniszczył ją Jarosław Kaczyński.
Adam Chełstowski/Forum

Nie wiadomo do końca, na ile Duda sam zdewastował swoją prezydenturę, a w jakim stopniu zniszczył ją Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS na sto sposobów pokazuje, jaki ma stosunek do swojej premier i do swojego prezydenta.
Jarek Praszkiewicz/Forum

Prezes PiS na sto sposobów pokazuje, jaki ma stosunek do swojej premier i do swojego prezydenta.

Prezydent Duda musi mieć świadomość erozji swojego urzędu. Nie walczy o wizerunek, jest pasywny.
Jacek Turczyk/PAP

Prezydent Duda musi mieć świadomość erozji swojego urzędu. Nie walczy o wizerunek, jest pasywny.

audio

AudioPolityka Mariusz Janicki Wiesław Władyka - Złomny

Nie zmieniają tego faktu liczne ceremonie, w których uczestniczy i przemawia prezydent (ostatnio rocznica chrztu Polski), a inni próbują z jego wystąpień odsączyć odrobinę niezależności od szefa PiS – bez powodzenia. Zwłaszcza że za słowami głowy państwa nie idą żadne działania, które niezależności mogłyby dowodzić. No, może poza listem do marszałka Kuchcińskiego z prośbą o „wyjaśnienie” okoliczności sławetnego głosowania na cztery ręce nad nowym sędzią Trybunału Konstytucyjnego. To na razie maksimum własnej polityki Dużego Pałacu.

Przełomowy moment 

Andrzej Duda robi wrażenie, jakby sam już pojął swoją sytuację, poddał się, powtarza, że wszystko jest w najlepszym porządku. W zaprzyjaźnionym politycznie tygodniku oświadcza: „Jestem absolutnie pewien, że w żadnym momencie nie złamałem prawa, wszystkie moje działania zawsze mieściły się w ramach konstytucji”. Tyle tylko, że słowa prezydenta stają się powoli, ale nieuchronnie, nieważne, a osoba prezydenta staje się, mówiąc eufemistycznie, coraz lżejsza.

Najważniejsze w jego dotychczasowej prezydenturze jawi się nie to, co zrobił, ale czego nie wykonał – nie zaprzysiągł trzech legalnie wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Przełomowym momentem, jak to już dzisiaj dobitnie widać, było za to nocne zaprzysiężenie najpierw czterech, a potem piątego sędziego, wyznaczonych przez PiS, tuż przed wyrokiem Trybunału, który miał rozstrzygać w tej materii. A potem te dość kuriozalne tłumaczenia, że teraz to już na pewno nic nie może, bo Trybunał ma już 15 sędziów, jak stanowi konstytucja. Nie może, bo sam tak zdecydował.

Paradoksalnie jednak prestiżową klęskę uświadamia prezydentowi Jarosław Kaczyński, który chyba celowo czyni to spektakularnie, tak jak podczas obchodów 6. rocznicy tragedii smoleńskiej. Najpierw przemawiał Andrzej Duda, który wzywał do wybaczenia i pojednania, zapewne uważając, że nadal obowiązuje niedawne wezwanie prezesa PiS do prowadzenia dialogu, skierowane nie bez pewnego sukcesu do opozycji. Prezes na oczach milionów widzów po tych słowach przywitał się z prezydentem, jak to ktoś eufemistycznie powiedział, „zdawkowo”, nie patrząc na niego, by za kilka godzin całkowicie zdezawuować przesłanie Dudy. Wezwał nie do pojednania, ale do ukarania. A jeśli wybaczenia, to tylko po pokajaniu się i odbyciu kary. Ustawił prezydenta w szeregu tych, „którzy się mylą” – zbyt łatwo wybaczając. Jarosław Kaczyński był jak gdyby premierem i prezydentem jednocześnie.

Przejmująca jest nawet tzw. mowa ciała prezydenta Dudy, na przykład w towarzystwie Jarosława Kaczyńskiego podczas obchodów, kiedy szedł za nim trochę ukradkiem, zmieniając krok, aby się dopasować do tempa prezesa PiS. Podczas uroczystości w Gnieźnie z okazji rocznicy chrztu, kiedy do katedry wszedł prezydent i wszyscy w tym momencie wstali, Kaczyński, jak to uchwyciły kamery, niemal nie ruszył się z krzesła i patrzył w przeciwną niż Duda stronę. Można było dostrzec, że Duda czuł się nieswojo. Nigdy nie wie, kiedy go może spotkać jakiś despekt. Stara się, a prezes i tak jest zły.

W innej sytuacji, podczas odsłonięcia smoleńskiej tablicy pamiątkowej, stał z brzegu grupy gości, tuż przy krawężniku, niewiele brakowało, aby musiał na niego wejść. To niby drobiazgi, ale w sumie pokazują jakąś niepewność, zagubienie w roli. Duda nadal lubi patriotyczno-historyczne wystąpienia podczas różnych rocznic, bo w tym się czuje najlepiej, ale i podczas nich też nie widać po nim dawnego żaru. Jeden z polityków opozycji określił jego ostatnie przemówienia jako „smutne”, i to celne określenie. Nawet jego sztandarowy projekt pomocy tzw. frankowiczom okazał się niewypałem do tego stopnia, że prezydencka kancelaria musiała powołać nowy zespół ekspertów do opracowania kolejnej wersji ustawy. W Kapitule Orderu Orła Białego poza prezydentem nie zasiada nikt. Rada Bezpieczeństwa Narodowego po wielu miesiącach zebrała się po raz pierwszy dopiero niedawno. O hucznie zapowiadanej Narodowej Radzie Rozwoju słychać głównie przy okazji spektakularnych z niej odejść. Bardzo trudno dostrzec jakikolwiek realny wpływ głowy państwa na polską armię czy politykę zagraniczną.

Niedawno pisaliśmy o tym, jak może układać się trójkąt władzy, którego wierzchołkami były: Pałac Prezydencki, kancelaria Rady Ministrów i siedziba PiS. Czyli Duda, Szydło i Kaczyński. Zdawało się, że mogą się tu kształtować różne warianty polityczne, że mogą powstać jakieś konstelacje personalne, a nawet pojawić się może konkurencja, dynamiczna interakcja, jak w normalnych demokracjach. Że Duda będzie rósł na urzędzie, zdobywał znaczenie. Pewna niezależność głowy państwa byłaby korzystna nawet dla samego PiS, który w osobie prezydenta miałby dodatkowy kanał komunikacyjny ze społeczeństwem na wypadek kryzysu, także w międzynarodowych relacjach rządu. Ale stało się przeciwnie, od czasu kampanii Duda nieustannie maleje. Zwłaszcza że prezydent, jak nikt inny w swoim obozie, zdobył pozycję formalnie niezależną od Kaczyńskiego. Ma przed sobą pięć lat swobody i możliwość wybicia się na własną politykę. Nie tyle wrogą wobec PiS, ile wychodzącą jednak poza przekazy dnia tej partii. Nigdy się na to nie zdobył.

Autonomia Pałacu

A coś takiego obiecywał w orędziu i zapewniał, że swojej niezłomności w szukaniu porozumienia ponadpartyjnego nie porzuci (co zresztą już wtedy budziło ironiczne uśmiechy, zwłaszcza że Duda lubi mówić o sobie w trzeciej osobie). W jednym z wywiadów stwierdził: „Chciałbym, żeby po tych pięciu latach prezydentury jak najwięcej moich rodaków mogło mówić z przekonaniem: Andrzej Duda jest prezydentem wszystkich Polaków. Właśnie w tym słowa znaczeniu, że słucha ludzi, że jest dla nich otwarty, że nikogo nie wyklucza, nikogo nie lekceważy, że robi wszystko, aby nie było podziałów, że robi wszystko, abyśmy rzeczywiście byli wspólnotą”.

A dzisiaj na pytanie, dlaczego bez oporów podpisuje wszystko, co mu PiS przyniesie, każdą ustawę – co budzi liczne protesty, odpowiada: „Dlaczego nie miałbym ich nie podpisywać, skoro się z nimi w pełni zgadzam i uważam je za słuszne?”. Nic więc dziwnego, że ci wymieniani przez prezydenta rodacy pytani na początku kwietnia o to, czy Andrzej Duda jest prezydentem wszystkich Polaków, w 57 proc. odpowiadają, że nie, w 27 proc., że tak, a 16 proc. nie ma zdania. Wychodzi na to, że za prezydentem również i w tym sondażu głosuje mniej więcej tylu Polaków, ilu za PiS. Obieg zamknięty.

Nie wiadomo do końca, na ile Duda sam zdewastował swoją prezydenturę, a w jakim stopniu zniszczył ją Jarosław Kaczyński. Prezes PiS na sto sposobów pokazuje, jaki ma stosunek do swojej premier i do swojego prezydenta. To on mówi dziennikarzom, że tego a tego ministra się nie zwolni, z kolei że inny minister popełnił błąd, co natychmiast wywołuje panikę w resorcie, wreszcie układa się z premierem Węgier Orbánem, wzywając do pomocy wskazanych urzędników rządowych, poza wolą i świadomością pani premier. Wymusza na prezydencie nocne zaprzysiężenia, jak też przerwanie urlopu w celu podpisania wskazanego dokumentu. Wkręca go w afery polityczne, które godzą nie tylko w powagę tego polityka, ale też wiarygodność zawodową, jakkolwiek by było, doktora praw i urlopowanego pracownika naukowego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną