PiS wyhodował własny „układ”

Pisoklatura
Prezes Kaczyński nie po raz pierwszy zarządził walkę z „układem” i nie po raz pierwszy okazało się, że to „układ” z logo PiS. Choć prezes wskazał winnych, to trudno oczekiwać poprawy, skoro sam ten układ hoduje.
Od lewej: M. Morawiecki, D. Jackiewicz, B. Misiewicz, A. Macierewicz, Adam Hofman i P. Szałamacha.
Polityka

Od lewej: M. Morawiecki, D. Jackiewicz, B. Misiewicz, A. Macierewicz, Adam Hofman i P. Szałamacha.

Jarosław Kaczyński stworzył system podobny do nomenklatury z czasów PRL, gdy o obsadzie stanowisk nie decydowały kompetencje, ale partyjna przynależność i lojalność wobec władzy.
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński stworzył system podobny do nomenklatury z czasów PRL, gdy o obsadzie stanowisk nie decydowały kompetencje, ale partyjna przynależność i lojalność wobec władzy.

Michał Krupiński – polski ekonomista, od 2006 r. do 2007 r. podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, od 2016 r. prezes zarządu PZU.
Bartosz Bobkowski/Agencja Gazeta

Michał Krupiński – polski ekonomista, od 2006 r. do 2007 r. podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, od 2016 r. prezes zarządu PZU.

audio

AudioPolityka Grzegorz Rzeczkowski - Pisoklatura

Oddajmy na chwilę głos szefowi PiS: „Zagrożenie, które jest przed nami: możemy się potknąć o własne nogi. Najwyższy czas kończyć »bankietowanie« i świętowanie po zwycięstwie. Jesteśmy pod szczególnym nadzorem. Musimy być jak żona Cezara”. To słowa Jarosława Kaczyńskiego z wyjazdowego posiedzenia klubu PiS w Jachrance pod Warszawą. Prezes mobilizował partię kilkanaście godzin po tym, gdy Beata Szydło zapowiedziała rekonstrukcję rządu i ogłosiła, że „czas złotych chłopców w spółkach Skarbu Państwa się skończył”. Słowa, które trudno interpretować inaczej niż przyznanie, że „dobra zmiana” w kadrach okazała się zmianą złą. Jeden z byłych posłów PiS określił rzecz dosadnie: „zrobił im się gnój”.

Jak duży, pokazuje historia z państwowej spółki EuRoPol Gaz, która zarządza gazociągiem jamalskim. Jej władze dzieliły niedawno 2 mln zł w ramach nagrody za zysk z 2015 r. Po kilkaset tysięcy złotych – co ujawniła „Rzeczpospolita” – trafiło do prezesów i członków rady nadzorczej. Zupełnie zrozumiałe, gdyby nie to, że prezesi zostali powołani na początku tego roku, a członkowie rady przepracowali w 2015 r. ledwie kilka dni. Ich poprzednicy, którzy wypracowali zysk firmy, nie dostali złotówki. Ta historia wywoła poruszenie na samym szczycie Prawa i Sprawiedliwości, stając się kolejnym argumentem za rozprawą z odpowiedzialnymi za błędy i wypaczenia. Gdy sprawa dotarła do samego prezesa, nagrodzeni zdecydowali się oddać pieniądze na cele charytatywne.

„Złoci chłopcy” i ich „brudne sieci”

Kaczyński domaga się zdecydowanej korekty, więc nowa fala czystek sięga od stanowisk ministerialnych, przez wojewodów, po menedżerów państwowych firm. Fala zwolnień już dosięgła protegowanych zawieszonego rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza pracujących w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Według „Rz” pracę w PGZ z powodu „restrukturyzacji” straci około 40 osób, których rekomendował. Ze stanowiska wiceprezesa zwolniony został już Radosław Obolewski, czyli związany z klubami „Gazety Polskiej” mąż właścicielki słynnej apteki Aronia w podwarszawskich Łomiankach, gdzie pracował wcześniej i on, i sam Misiewicz.

Jednak lista z nazwiskami osób, których dosięgnie karząca ręka partii, obejmuje głównie ludzi związanych z odwołanym ministrem skarbu Dawidem Jackiewiczem. A więc m.in. prezesów paliwowego Lotosu, energetycznego Tauronu i Energi czy zakładów azotowych w Kędzierzynie-Koźlu. Zagrożony ma być też prezes Lotu. W sumie kilkanaście osób na wysokich stanowiskach. Jest na niej także bliski Jackiewiczowi Adam Hofman, który choć nie zajmuje żadnego stanowiska z nadania partii, uważany był do niedawna za „głównego kadrowego”, za zgodą ministra skarbu obsadzającego państwowe stołki swoimi ludźmi. To na niego spadło największe odium za „złotych chłopców” i – znów oddajmy głos prezesowi – „cwaniaczków”, którzy opletli partię „brudnymi sieciami”.

Usunięty z PiS za „aferę madrycką” po ubiegłorocznych wyborach wrócił do gry. Założył firmę PR i rozpoczął współpracę ze spółką R4S, stworzoną przez byłego rzecznika policji i asystenta Jarosława Kaczyńskiego z czasów jego premierowania. Korzystając z bliskiej znajomości z ministrem Jackiewiczem – obaj m.in. zakładali PiS we Wrocławiu (Jackiewicz był też w grupie „madryckiej”, ale poleciał za własne pieniądze) – Hofman zyskał znaczny wpływ na obsadę najważniejszych stanowisk. Jego bliskimi kolegami są m.in. prezes Lotosu Robert Pietryszyn (mieszkali razem podczas studiów) i Energi Dariusz Kaśków, ale też kolejny uczestnik wyprawy do Madrytu, dziś członek zarządu Orlenu Paliwa Adam Rogacki. Hofman zyskał także dostęp do państwowych zleceń. R4S – jak ustaliła „Gazeta Wyborcza” – po przejęciu władzy przez PiS nawiązała współpracę z ośmioma spółkami Skarbu Państwa.

Teraz miałby być pierwszym, który położy głowę w imię walki z wypaczeniami, jakie na polecenie rządu tropi Centralne Biuro Antykorupcyjne w największych spółkach: Lotosie, Orlenie, PGZ, KGHM i Grupie Azoty (w kolejce do sprawdzenia czekają następne). Nie jest pewne, czy jedynym. Na pewno Hofman nie ma zamiaru bezczynnie czekać, aż do drzwi zapukają agenci. Dotychczas unikający dziennikarzy, nagle zaczął rozmawiać z każdym. Onetowi powiedział, że raport z kontroli CBA „wykaże rzeczywiste powiązania i afery, które będą dopiero poważnym problemem dla PiS”. Co były rzecznik miał na myśli? Może związki innej firmy PR z wicepremierem Mateuszem Morawieckim, największym konkurentem Jackiewicza w rządzie? Według „Gazety Wyborczej” spółka Pracownia (należąca m.in. do rzecznika warszawskich wodociągów z czasów stołecznej prezydentury Lecha Kaczyńskiego) realizowała projekty dla banku BZ WBK, gdy jego prezesem był Morawiecki. Dziś Pracownia współpracuje m.in. z PWPW i PKO BP. Także powiązana z senatorem PiS i założycielem SKOK Grzegorzem Biereckim Apella miała realizować wspólne projekty m.in. z PGNiG.

Hofman kropkę nad i postawił w rozmowie z „Super Expressem”, gdzie wskazał tych, którzy jego zdaniem za to wszystko odpowiadają: „minister skarbu nie podejmuje ważnych decyzji personalnych (...) bez konsultacji z najważniejszymi ludźmi w państwie”. A więc nie on ani nawet nie Jackiewicz, tylko Beata Szydło i Jarosław Kaczyński. Uderzył celnie i w sumie zgodnie z prawdą.

– Bo nawet jeśli nie wiedzieli, co się dzieje w spółkach, to i tak ich to nie tłumaczy, bo każdy, kto tylko orientuje się w pisowskich układach, zdaje sobie sprawę, że tam gdzie Jackiewicz, tam i Hofman. A tam gdzie Hofman, tam kłopoty – mówi polityk prawicy, który przyznaje, że do dziś zachodzi w głowę, dlaczego mimo to Kaczyński zgodził się wpuścić Jackiewicza do resortu skarbu. Rezultat jest taki, że PiS przeżywa największy kryzys od chwili objęcia władzy, który można porównać z sytuacją, w jakiej po ujawnieniu nagrań z rozmów w restauracjach znalazła się PO. Tyle że PiS pogrąża się na własne życzenie.

Prezes czerpie z własnego zasobu

Zagadkę przynajmniej częściowo można rozwiązać, sięgając do wypowiedzi prezesa PiS, który w sprawach polityki personalnej wszystko powiedział i przewidział już trzy lata temu. De facto była to zapowiedź stworzenia systemu podobnego do nomenklatury z czasów PRL, gdy o obsadzie stanowisk nie decydowały kompetencje, ale partyjna przynależność i lojalność wobec władzy. „Nie wszyscy będą geniuszami, nie wszyscy będą nadzwyczajnie zdolni, ale będą musieli być zdyscyplinowani, uczciwi i muszą wiedzieć, czego chcą” – te słowa padły w wywiadzie, którego Jarosław Kaczyński udzielił „Rzeczpospolitej” w 2013 r. Przypomniał je niedawno wicenaczelny „Rz” Michał Szułdrzyński, podobnie jak inne słowa prezesa: gdy pytany przez „Do Rzeczy” o obsadę stanowisk w spółkach państwowych, odpowiedział tak: „Kogo my tam mamy brać? Mamy brać ludzi, którzy nie mają z nami nic wspólnego?”. Oczywiście, że nie. Bo przecież „fachowcy z rynku” nie są wiarygodni, gdyż „szybko wchodzili w układ i żadna polityka ogólnopaństwowa ich nie interesowała”, a „my chcemy prowadzić politykę gospodarczą. (...) Musimy wobec tego czerpać z własnego zasobu personalnego”.

Najwięcej kontrowersji wywołało obsadzanie spółek Skarbu Państwa i rządowych agencji, co jest zrozumiałe, tam najwięcej jest dobrze płatnych stanowisk, ale też w których – w przeciwieństwie do posad politycznych – wyborcy oczekują wyższych kompetencji i mniejszego upartyjnienia. Spółki Skarbu Państwa to duży tort. Ministerstwo Skarbu ma udziały w prawie 400 (w 47 pakiet większościowy, w pozostałych mniejszościowy). Przyjmując wariant superminimalistyczny, że każda spółka musi mieć przynajmniej jednego członka zarządu plus trzyosobową radę nadzorczą, daje to 1,6 tys. stanowisk. Jak wyliczyło money.pl, w 2014 r. członkowie zarządów 10 największych firm państwowych zarobili średnio ponad 1,5 mln zł brutto na głowę (bez premii i nagród). Nawet przy założeniu, że ich uposażenia po niedawnej zmianie ustawy kominowej spadną, to i tak są to pieniądze, którymi mało kto pogardzi.

Zarządy i rady to jednak nie wszystko. Pod nimi są jeszcze stanowiska dyrektorów i ich zastępców – także obsadzane z klucza partyjnego. Znów minimalistycznie zakładając, że w każdej jest tylko 15 dyrektorskich stołków do obsadzenia (w firmach z mniejszościowym udziałem Skarbu Państwa jest ich zdecydowanie mniej niż w tych, gdzie państwo ma większość), daje to w sumie liczbę kolejnych 6 tys. posad. Synekury łatwo też znaleźć w setkach, jeśli nie tysiącach, firm kooperujących z gigantami, które są uzależnione od ich zamówień.

Można się było spodziewać, że PiS po objęciu władzy zacznie wymieniać zarządy i rady spółek, dziwi tempo i zakres tej zmiany. O tym, jak to „czerpanie z własnego zasobu” wygląda w praktyce, media – w tym POLITYKA i portal OKO.press – informowały od pierwszych dni nowej władzy. Prezes PiS, autor najsłynniejszego w III RP opisu mechanizmu przejmowania stołków przez polityków, powinien jednak wiedzieć, czym grozi TKM.

Długo szło w miarę gładko, jeśli nie liczyć kilku potknięć, na które przyzwyczajeni, ale i zobojętnieni wyborcy niespecjalnie zwracali uwagę. Skandale w stadninach w Janowie i Michałowicach są dobrym przykładem. Jeśli już ktoś lub coś wywołało reakcję alergiczną w kierownictwie partii, szybko zastosowane antidotum przywracało właściwy porządek, jak w przypadku kolejnego kolegi Hofmana, również bohatera z Madrytu Mariusza A. Kamińskiego, który po wyborach dostał stanowisko prezesa Polskiego Holdingu Obronnego. Ale ponieważ reakcja była silna, zaledwie dzień po nominacji Kamińskiego zmuszono, by podał się do dymisji. Dzień dłużej wytrwał w fotelu prezesa grupy PKP Bogusław Kowalski, o którym od dawna wiadomo było, że SB zarejestrowała go jako współpracownika. Więcej szczęścia ma żona ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry Patrycja Kotecka, która w marcu została szefową marketingu w firmie Link4, spółce-córce PZU. Nieprzypadkowo tam właśnie. Prezes PZU Michał Krupiński uchodzi za przyjaciela brata Ziobry, Witolda. Oboje pracują tam nadal i nic nie wskazuje na to, by to się zmieniło.

Z sieci wzajemnych powiązań między zatrudnionymi a zatrudniającymi lub rekomendującymi widać wyraźnie, że w podział stanowisk zaangażowało się wielu prominentnych polityków PiS, z samym prezesem na czele. Jarosław Kaczyński w ręce jednego ze swoich najbardziej zaufanych współpracowników Wojciecha Jasińskiego oddał Orlen, czyli perłę w państwowej koronie (jest również członkiem rady nadzorczej PKO BP). Że Jasiński ma nikłe doświadczenie menedżerskie, a zerowe w branży paliwowej i bankowości? Nie szkodzi.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną