Bezpartyjny protest studentów. Dlaczego postanowili wyjść na ulice?

Bezpartyjny protest studentów
Od kilku tygodni studenci zwoływali się na portalach społecznościowych na Ogólnopolski Protest Studentów i Studentek. Maszerują dziś, 25 stycznia, m.in. we Wrocławiu, Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Toruniu, Opolu, Lublinie i w Brukseli.
Studenci mają protestować w kilku dużych miastach Polski i w Brukseli.
PantherMedia

Studenci mają protestować w kilku dużych miastach Polski i w Brukseli.

Zaczęło się od Marii Iwanickiej, studentki budownictwa z Wrocławia. – W połowie grudnia skończyłam semestr, miałam trochę wolnego czasu i włączyłam telewizor. Akurat pokazywali sceny z Sejmu: blokada mównicy, przegłosowanie budżetu, protesty przy Wiejskiej – opowiada. – Wtedy zdałam sobie sprawę, że to czas, aby młodzi zabrali głos. Choć nigdy wcześniej nie była na żadnym proteście, postanowiła zebrać studentów na Facebooku i razem z koleżanką z uczelni Natalią Kwaśnicką ogłosiły protest. Potem z grupą kilkunastu znajomych z prawa, ekonomii i z kierunków humanistycznych dogadali się co do tego, w jakim kraju chcą żyć.

Spisali 14 punktów mówiących m.in., że chcą żyć w państwie, w którym przestrzegane są przepisy konstytucji i prawo w ogóle; w którym instytuty badawcze i instytucje kultury są niezależne, a programy nauczania szkół i uczelni oparte na wiedzy naukowej; państwie świeckim, które realnie chroni ofiary przemocy, gdzie istnieją wolne media, a te publiczne nie są jedynie tubą propagandową partii rządzącej; w którym stanowiska obsadzane są na podstawie umiejętności, kompetencji i doświadczenia, a nie przynależności partyjnej; którego rząd nie izoluje Polski od Unii Europejskiej i nie ośmiesza kraju na arenie międzynarodowej.

Protestują studenci – wyborcy PiS, PO, Nowoczesnej, Kukiz'15, Partii Razem czy PSL. – A także ci, którzy na wyborach nie byli, i ci, którzy stoją teraz przed możliwością wyjazdu za granicę, ale wolą zainwestować w swój kraj – dodaje Iwanicka. – My nie chcemy obalać rządu, tylko głośno mówimy, w jakim kraju chcemy żyć – mówi 25-letni Łukasz Stawecki, student Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki, który zbiera studentów na protest w Toruniu.

Studenci mówią, że to wydarzenie NO LOGO. Nie chcą wsparcia od samorządów, partii czy organizacji o politycznych afiliacjach. Nagłośnienie pożyczają z klubów studenckich, choć mieli ofertę od KOD, ale nie chcieli. Chodzą po prośbie po drukarniach. Kilka zgodziło się wydrukować ulotki i transparenty za darmo. Studenci budownictwa załatwiają z budów kamizelki odblaskowe. Chcą, by było ich widać, bo będą protestować od późnego popołudnia.Wszystkich studentów mają połączyć postulaty i symbol protestu: okulary z pękniętym jednym szkłem. – Niech każdy przyniesie okulary, symbol nauki i na jednym szkle wymaluje markerem pęknięcie, symbol naszego rozczarowania i niepokoju – mówi Maria Iwanicka.

Ideę marszu zaatakowała Krystyna Pawłowicz (PiS) w swoim stylu: „część wykładowców dla obrony swoich niezlustrowanych interesów, zainspirowała do antyrządowych protestów niezorientowanych politycznie w sprawach swego kraju studentów kłamstwami i szczuciem na legalne, demokratycznie wybrane polskie władze”. 21-letnia Barbara Wachnik, studentka Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki na Uniwersytecie w Toruniu, współorganizatorka protestu, odpowiada: – W 1978 r. mój dziadek stworzył podziemną Bibliotekę Społeczną, z księgozbiorem niezależnych publikacji, wykorzystywaną do działań konspiracyjnych. Jej rodzice działali w NZS. Od dziecka słuchała, jak to było w Polsce, kiedy nie było wolności. – I dlatego nie zgadzam się dziś na łamanie zasad demokracji i odbieranie nam wolności. Jako osoba wierząca, praktykująca katoliczka nie zgadzam się też na powoływanie się na Boga w celach politycznych – mówi Wachnik.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną