Władza chce ustawiać sądy

Sądy: być albo nie być
Demokracja w państwie PiS to przemoc większości wobec mniejszości. I wobec prawa.
Minister Ziobro mówi o potrzebie „odmłodzenia kadr”. Krajowa Szkoła, która je wykształci, ma w znacznie większym niż dziś stopniu podlegać ministrowi sprawiedliwości.
Adam Chełstowski/Forum

Minister Ziobro mówi o potrzebie „odmłodzenia kadr”. Krajowa Szkoła, która je wykształci, ma w znacznie większym niż dziś stopniu podlegać ministrowi sprawiedliwości.

Mianowanie przez prezydenta Andrzeja Dudę Julii Przyłębskiej na prezesa Trybunału Konstytucyjnego.
Mateusz Włodarczyk/NurPhoto/Forum

Mianowanie przez prezydenta Andrzeja Dudę Julii Przyłębskiej na prezesa Trybunału Konstytucyjnego.

Dzieląc KRS na dwie izby o równorzędnym głosie, PiS sprawia, że ośmiu polityków zdominuje siedemnastu sędziów.
123 RF

Dzieląc KRS na dwie izby o równorzędnym głosie, PiS sprawia, że ośmiu polityków zdominuje siedemnastu sędziów.

Ta demokracja ma teraz dotknąć sądownictwo. Demokracja przedstawicielska. Oto posłowie wybrani bezpośrednio przez naród oraz rząd wybrany przez naród pośrednio, za pomocą posłów, będą wybierać sędziów. Można się spierać, czy tak wybrani sędziowie będą reprezentować w sądach obywateli, czy raczej rządzącą partię. Pytanie, kto będzie reprezentował prawo i sprawiedliwość (te tradycyjne, z małych liter)?

Według konstytucji o nominacjach sędziowskich decyduje Krajowa Rada Sądownictwa, stojąca na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Najnowszy projekt rządowy przewiduje, że sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa wybiorą posłowie spośród kandydatów wyselekcjonowanych przez marszałka Sejmu. Ten, kto dobiera sędziów i decyduje o ich awansach – ma władzę sądowniczą. Teraz będzie ją miała Partia Zupełnie Polską Rządząca. Tak jak ma już władzę ustawodawczą (opozycja w parlamencie nie może już nawet sobie „pogadać”) i wykonawczą: rząd i prezydenta.

Projekt, który ujawniło Ministerstwo Sprawiedliwości, przewiduje podział Krajowej Rady Sądownictwa na dwie izby: „polityczną” i „sędziowską”. Aby KRS zaakceptowała kandydaturę na wolne stanowisko sędziowskie, musiałyby wyrazić zgodę obie izby. W ten sposób politycy będą mogli zablokować każdą kandydaturę, która im się nie spodoba. Projekt przewiduje też przerwanie kadencji obecnej Krajowej Rady i wybranie nowej.

Sędzia na próbę

Przywracamy uczciwość i służbę w sądownictwie – mówił minister sprawiedliwości prokurator generalny Zbigniew Ziobro, przedstawiając projekt reformy KRS. Dodał, że dziś to „kasta sędziowska” powołuje sędziów do KRS i decyduje o sędziowskich awansach. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł tłumaczył zaś, że politycy są wybierani przez naród, a więc jeśli oni będą wybierać sędziów, to tak, jakby sędziów wybierał naród.

PiS nie mógł zmienić składu KRS np. tak, by składał się z samych polityków, bo konstytucja opisuje dokładnie skład Rady: Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, „piętnastu członków wybranych spośród sędziów Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych”, czterech posłów wybranych przez Sejm, dwóch senatorów wybranych przez Senat, minister sprawiedliwości i przedstawiciel prezydenta. Dzieląc KRS na dwie izby o równorzędnym głosie, PiS sprawia, że ośmiu polityków zdominuje siedemnastu sędziów. Litera konstytucji zostanie zachowana. Za to jej duch – podeptany. Bo ciało polityczne nie może gwarantować niezależności sądów i niezawisłości sędziów.

Kadry decydują o wszystkim. Także o wyrokach. Razem z projektem zmian w ustawie o KRS PiS ogłosił plan zmiany w ustawie o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury i w ustawie o ustroju sądów powszechnych. Pierwszeństwo w dostępie do urzędu sędziego będą mieli absolwenci Krajowej Szkoły. Nie ma więc szans, by zawód sędziego stał się „koroną zawodów prawniczych”, do którego idą doświadczeni adwokaci, radcy prawni czy prokuratorzy. Minister Ziobro mówi o potrzebie „odmłodzenia kadr”. Krajowa Szkoła, która je wykształci, ma w znacznie większym niż dziś stopniu podlegać ministrowi sprawiedliwości. A więc będzie on kontrolował także dobór wykładowców i treści nauczania. Trudno uniknąć skojarzeń z Centralną Szkołą Prawniczą im. Teodora Duracza działającą w PRL do lat 50.

Od listopada do sądów wrócą asesorzy. Minister Ziobro już chomikuje dla nich etaty: wstrzymał ogłoszenie konkursów na 500 wolnych stanowisk sędziowskich. Zapewne w odpowiedniej chwili przekształci je w asesorskie.

A asesor to „sędzia na próbę”. Na jego powołanie KRS praktycznie nie będzie miała wpływu. PiS chce, by minister sprawiedliwości przedstawiał Radzie listę asesorów, już po ich powołaniu. Rada będzie mogła jedynie wyrazić sprzeciw wobec któregoś z nich. Teoretycznie. Bo praktycznie do wyrażenia sprzeciwu potrzebna byłaby uchwała obu „izb” KRS. A izba polityczna dopilnuje, żeby jej nie było.

Asesor mianowany ma być na cztery lata, a potem oceniany przez ministra. A więc przez te cztery lata opłaca mu się orzekać tak, by podobało się to partii rządzącej. Co zresztą może być zgodne z jego sumieniem, bo dzięki odpowiedniemu wykształceniu asesorów w Krajowej Szkole Sądownictwa i dzięki skrupulatnemu ich doborowi przez ministra sprawiedliwości prawdopodobieństwo, że wśród asesorów zdarzą się osoby o poglądach niezgodnych z linią partii nie jest duże.

By przejąć władzę sądowniczą, nie trzeba zresztą mieć wszystkich swoich sędziów. Wystarczy – jak w PRL – obsadzić właściwe osoby na stanowiskach przewodniczących wydziałów i prezesów sądów. One już będą pilnowały, żeby sprawy szczególnej troski trafiały do sędziów dających gwarancje ich osądzenia zgodnie z oczekiwaniami władzy. PiS zapowiada weryfikację stanowisk kierowniczych w sądach. I odebranie Krajowej Radzie Sądownictwa prawa sprzeciwu wobec powołania i odwołania prezesa sądu. Zaś na stanowiska przewodniczących wydziałów będą mogli być powoływani także asesorzy. I będą mogli decydować o przydzielaniu spraw.

PiS osiągnął to już w Trybunale Konstytucyjnym. Mianowani przez prezydenta Andrzeja Dudę prezes Julia Przyłębska i wiceprezes Mariusz Muszyński przeglądają sprawę po sprawie, zmieniając składy sądzące. Taki poprawiony skład osądzi np. skargę senatorów PO na tzw. małą ustawę medialną (chodzi o wymianę zarządów w mediach publicznych). Sprawozdawcą został Muszyński, dokooptowano też trzech innych sędziów z PiS i skład został przez PiS zdominowany.

Tak się ustawia składy. I tak będzie je można ustawiać w sądach. Żeby nie było niespodzianek, jak ta uczyniona ostatnio przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, który, wbrew woli PiS, wstrzymał połączenie muzeów Westerplatte i II Wojny Światowej.

Kilka dni później Sąd Okręgowy w Warszawie przyznał odszkodowanie Ryszardowi Boguckiemu za okrutne traktowanie podczas dziewięcioletniego aresztu tymczasowego: trzymanie w celi, gdzie nie mógł się wyprostować, brak spacerów na powietrzu, dręczenie głośną muzyką i światłem. Dla PiS to aberracja: Bogucki, choć nie zabił generała Papały, jednak jest gangsterem. A to znaczy, że nie należy mu się humanitarne traktowanie. Jednak wobec prawa wszyscy powinni być równi, a konstytucja zakazuje tortur i okrutnego traktowania. Nakazuje poszanowanie godności przynależnej z urodzenia każdemu człowiekowi. Na straży prawa, w tym konstytucji, stoją sądy. Sędzia Igor Tuleya, uzasadniając wyrok w sprawie Boguckiego, powiedział: „Sąd nie może ulegać presji, bo gdyby do tego doszło, skończyłaby się jego niezależność i niezawisłość sędziów”.

Dzięki zmianom zapowiedzianym przez PiS wywieranie presji nie będzie konieczne. Politycy nie tylko będą mieli decydujący wpływ na to, kto będzie sędzią i czy będzie awansować, ale także, kto zostanie usunięty z zawodu. A to dzięki stworzeniu specjalnej Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym, do której politycy dobiorą sędziów i ławników. A oskarżycielami będą prokuratorzy podlegli prokuratorowi generalnemu-ministrowi sprawiedliwości.

W takiej sytuacji wstrzymanie połączenia muzeów wbrew woli ministra kultury będzie aktem heroizmu. Ilu będziemy mieli heroicznych sędziów? Jaka będzie szansa, że nasz spór, np. z urzędem podatkowym, trafi do takiego sędziego? I na to, że sędziowie w sądzie odwoławczym będą równie heroiczni?

Władza PiS tłumaczy, że to właśnie polityczny nadzór nad sądami ma gwarantować sprawiedliwość. Przykład daje minister-prokurator Ziobro: dziennikarze średnio raz na tydzień dostają rozsyłane przez biura prasowe ministerstwa lub Prokuratury Krajowej notatki, że oto minister-prokurator wytropił w jakimś sądzie niesprawiedliwość i posłał tam człowieka, żeby zrobił porządek.

Proponowane rozwiązania są standardem w krajach Europy Zachodniej – zapewnia minister-prokurator Ziobro. A Ministerstwo Sprawiedliwości umieściło na stronie internetowej notki o trybie wybierania sędziów w wybranych krajach Europy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną