Co premier Szydło chciała osiągnąć, grożąc, że nie podpisze Deklaracji Rzymskiej?

Krajobraz z broszką
Pani premier Szydło nie jest Żelazną Damą europejskiej polityki i nigdy nią nie będzie.
Beata Szydło
Adam Chełstowski/Forum

Beata Szydło

Co chciała osiągnąć pani premier Beata Szydło, grożąc buńczucznie, że nie podpisze Deklaracji Rzymskiej na święto 60. urodzin Unii, jeśli nie będą uwzględnione polskie żądania? Zwłaszcza że tekst dokumentu był negocjowany od tygodni i polscy negocjatorzy przyjęli i zaakceptowali go już wiele dni temu. Premier musiała o tym wiedzieć. Dziennikarze szybko dotarli do dokumentu i poznali szczegóły, zawierał wszystko, o co obiecywała dzielnie walczyć.

Co się takiego wydarzyło, że dziś, przed wylotem do Rzymu, z równie jasnym czołem premier Szydło oświadczyła, że jednak dokument podpisze? Choć żadnych zmian do niego nie wprowadzono. To taktyka, przewidziana na potrzeby wewnętrzne, krajowe czy kreowanie się na najsilniejszą osobowość europejskiej polityki.

Szydło zazdrości władzy Kaczyńskiemu

Czy szło o pokazanie pisowskiemu elektoratowi, że jest twardą negocjatorką, o zatarcie przykrego wspomnienia po słynnej już porażce 27 do 1?

A może chodziło o wyprowadzenie z równowagi opozycji, która oczywiście natychmiast zareagowała na wyznanie premier Szydło? O budowanie dramatycznego napięcia, podkręcanie niepewności? Może chodziło o uszczypnięcie Donalda Tuska, który nie ma już prawa identyfikowania się z polską flagą, ale wciąż jest Polakiem i brak polskiego podpisu w Rzymie byłby z pewnością dla niego kłopotliwym zdarzeniem?

A może zabiegała pani premier o zepsucie atmosfery uroczystości. Bo Unia ją irytuje i wciąż nie może pojąć, na czym polega Wspólnota.

Unia pewnie ma wady, ale jej idea dała powojennym pokoleniom prawdziwe, największe szczęście życia i rozwijania się w pokoju, bez obawy, że znów przyjdzie ginąć na frontach wojny i umierać bez sensu. Już samo to wystarczy, by świętować sukces i cieszyć się z powodzenia projektu europejskiego, a także modlić o jego dalsze powodzenie (Jan Paweł II zapewne wspiera Europę z całych sił swej świętości).

Może wreszcie pani premier pozazdrościła Jarosławowi Kaczyńskiemu londyńskiej wizyty i też chciała się znaleźć na pierwszych stronach gazet, w centrum zainteresowania? Jeśli tak, to się akurat udało. Wszystkie ważne europejskie gazety napisały o Polsce, nazywając zapowiedź protestu niezrozumiałym zachowaniem dziecka w piaskownicy, obwiniając Warszawę o brak solidarności, egoizm, przysparzanie kłopotów Europie, wytykając przywary, jakich przecież nam nie brakuje.

Pani premier Szydło nie jest Żelazną Damą europejskiej polityki i nigdy nią nie będzie. Choćby nie wiadomo jak i czym próbowała szantażować Brukselę. Ale jeśli chce być witana z uśmieszkiem politowania, traktowana na politycznych salonach jak histeryczna kobieta z notoryczną skłonnością do zmiennych nastrojów, w żakiecie z broszką – to niech to robi na własny koszt. Nie na koszt większości Polaków, którzy Unię Europejską szanują i cenią sobie polską obecność w gronie europejskich państw.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną