Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Sądne dni

Jak wygląda pisowska rewolucja w środowisku sędziów

Zbigniew Ziobro ogłosił projekt zmian w prawie karnym, który przewiduje surowsze kary za korupcję dla sędziów i prokuratorów. Zbigniew Ziobro ogłosił projekt zmian w prawie karnym, który przewiduje surowsze kary za korupcję dla sędziów i prokuratorów. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta
Oddzielić od stada i zagryźć. Najpierw PiS zwalczał prezesa Trybunału Konstytucyjnego Andrzeja Rzeplińskiego. Teraz kolej na rzecznika KRS Waldemara Żurka. I innych niepokornych sędziów.
Sędzia Waldemar ŻurekKrzysztof Żuczkowski/Forum Sędzia Waldemar Żurek

Artykuł w wersji audio

PiS musi „suwerenowi” zohydzić sędziów, by przejąć trzecią władzę. Same zmiany prawne nie wystarczą. „Żądam dymisji sędziego Żurka” – oświadczył wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki w TVN24, gdy „Super Express” „ujawnił” w zeszły wtorek, że rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa nie płaci alimentów. Tak jak prezes Rzepliński symbolizował Trybunał, tak sędzia Żurek jest dziś twarzą sądów powszechnych. Najbardziej chyba znanym sędzią w Polsce dobitnie komentującym kolejne zamachy PiS na niezawisłość sędziowską, niezależność sądów i trójpodział władzy.

Z sądami, tak jak z Trybunałem, PiS toczy walkę kilkoma rodzajami broni. Pierwszy: atak na samą ideę niezależności sądownictwa: to władza niedemokratycznie wybrana, uzurpatorzy, darmozjady, korporacja działająca na rzecz własnych interesów kosztem prawa „zwykłych ludzi” do sprawiedliwości.

Obrzydła kasta

Drugi rodzaj broni polega na przedstawieniu sędziów jako grupy osobników patologicznych. To złodzieje: sędzia kradnący pendrive’y. To alkoholicy: sędzia w stanie spoczynku, która odmówiła dmuchania w alkomat, zasłaniając się immunitetem. To polityczne oszołomy: sędzia Wojciech Łączewski, który najpierw skazał Mariusza Kamińskiego za prowokację CBA w Ministerstwie Rolnictwa, a potem, kontynuując zwalczanie PiS, miał spiskować przez Facebook z szefem „Newsweeka” Tomaszem Lisem w celu obalenia rządu. Zarzuty do konkretnych osób raz są prawdziwe, raz nie. Ale: pars pro toto, więc: sędziowie to złodzieje, oszołomy, alkoholicy.

I alimenciarze. Bo po serii krytycznych wypowiedzi sędziego Waldemara Żurka na temat pisowskich pomysłów na reformę wymiaru sprawiedliwości i Krajowej Rady Sądownictwa czytamy w „SE”, że sędzia miga się od alimentów. Mało tego: pomagają mu w tym inni sędziowie, odrzucając wnioski byłej żony o podniesienie śmiesznie niskich alimentów. A na koniec wyrodny ojciec żąda od własnej córki zwrotu nadpłaconych alimentów. Tak – według tej narracji – wygląda prawdziwe oblicze ikony walki o niezależność sądownictwa.

Sędzia Żurek zapowiedział pozew o ochronę dóbr osobistych. A w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” wyjaśnił, że płacił symboliczne alimenty, bo – zgodnie z umową zawartą z byłą żoną – zrzekł się na jej rzecz swoich praw do domu w Krakowie i spłaca frankowy kredyt, który wziął na jego budowę. Sąd oddalił roszczenie żony o podniesienie alimentów, bo potwierdził te fakty. A pismo komornika do dorosłej córki o zwrot nadpłaconych alimentów (trzeba je płacić w podniesionej wysokości już od momentu, gdy do sądu trafia wniosek) było rutynowym działaniem po tym, jak sąd wydał wyrok, że zwiększone alimenty się nie należały. A sędzia Żurek poinformował córkę od razu, że nie chce od niej zwrotu pieniędzy.

W sprawy rodzinne łatwo człowieka „umoczyć”, bo odpowiadanie na zarzuty zawsze kończy się wyciąganiem wzajemnych żalów. A z tym nikomu nie jest do twarzy. PiS liczy, że zarówno atak, jako obrona sędziego Żurka, w takiej atmosferze magla nieuchronnie „przyprawią mu gębę”. A korzystając z prawa walki w sądzie o swoje dobre imię, pogrąży się jeszcze bardziej: będzie można ogłosić, że wykorzystuje pozycję sędziego. Zaś koledzy i koleżanki sędziowie na pewno będą stronniczy. Do tego, skarżąc gazetę, tłumi wolność słowa. – Patrz, suwerenie, jak obrzydłą kastą są sędziowie! – powie PiS. I zrobi porządek.

Podczas poprzednich rządów PiS rozprawiał się z niewygodnymi osobami za pomocą lustracji. Ale nastąpiła wymiana pokoleniowa – także wśród sędziów. Sędziego Żurka i tak nie da się jednak dopaść za przeszłość, bo za PRL należał do KPN. Dlatego na topie są teraz sprawy kryminalne, obyczajowe czy rodzinne. I pieniądze. Byłego prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego strażnicy sędziowskiej moralności odsądzili od czci i wiary za wzięcie ponad 100 tys. ekwiwalentu za niewykorzystany urlop (od razu zadeklarował utworzenie za nie fundacji).

Szczucie zawsze przynosi efekty. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w czasie wzmożonego zwalczania TK dostawali codziennie hejterskie maile. Takie maile i esemesy dostają też sędziowie powszechni, m.in. Żurek i Łączewski. W aucie sędziego Łączewskiego zaparkowanym pod sądem ktoś przestrzelił szybę. Poluzowano mu śruby mocujące koło. Sędziemu Żurkowi przebito opony w samochodzie. Sprawa strzelania pod budynkiem sądu trafiła do prokuratury – na razie bezowocnie.

Prokuratura interesuje się też sędzią Żurkiem: bez jego zawiadomienia wszczęła postępowanie. Teoretycznie w jego obronie. Ale wszczęcie postępowania w sprawie gróźb i prób zamachu daje prokuraturze możliwość podsłuchiwania telefonu i kontrolowania komputera sędziego. Także kontroli korespondencji. M.in. dlatego nie zgłaszał doznawanego nękania do prokuratury. Jednak ta wszczęła śledztwo z urzędu. „W sprawie stosowania przemocy w postaci ingerencji w elementy jezdne pojazdów samochodowych i formułowania gróźb bezprawnych za pomocą środków komunikacji elektronicznej wobec funkcjonariuszy publicznych”.

I jest pretekst do wzywania sędziego na przesłuchania. Przesłuchiwany w charakterze świadka ma obowiązek współpracować. Żurek odmówił zgody na dostęp do swojego telefonu i komputera i został pouczony o możliwości nałożenia na niego kary porządkowej. Następne przesłuchanie prokuratura, zapewne przypadkiem, wyznaczyła mu na dzień, w którym umówił się na spotkanie z delegacją Amnesty International.

Kolejna broń: skarbówka. CBA zadbało, by sędzia Żurek wiedział, że sprawdzane jest jego zeznanie podatkowe. To czynności rutynowe, ale CBA zamiast zwrócić się do urzędu skarbowego, wystąpiło do prezesa krakowskiego Sądu Okręgowego. I to w taki sposób, żeby się rozniosło. W tym samym czasie minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ogłosił projekt zmian w prawie karnym, który przewiduje surowsze kary za korupcję dla sędziów i prokuratorów. Sugestia: sędziowie to środowisko wyjątkowo skorumpowane. Tymczasem w ciągu ostatnich 15 lat toczyły się postępowania o korupcję w stosunku do 19 sędziów, skazano pięciu, uniewinniono sześciu, jedno postępowanie zawieszono ze względu na stan zdrowia oskarżonego, a w sześciu sądy dyscyplinarne odmówiły uchylenia sędziom immunitetu (dane zebrane przez Stowarzyszenie Iustitia).

Pisowska rewolucja

Sędziemu Wojciechowi Łączewskiemu wspierająca „dobrą zmianę” „Gazeta Warszawska” zarzuciła wspomnianą już próbę spiskowania z szefem „Newsweeka” Tomaszem Lisem. Prokuratura przez rok nie jest w stanie ustalić, czy ktoś włamał się do komputera sędziego. Postępowanie dyscyplinarne w tej sprawie w Krajowej Radzie Sądownictwa jest zablokowane, bo prokuratura nie udostępnia akt.

Sędzia Łączewski jest nadal pod obstrzałem. W grudniu minister Ziobro polecił wszcząć przeciw niemu postępowanie dyscyplinarne za udzielony „Gazecie Wyborczej” w październiku wywiad, w którym powiedział, że wyrok na Kamińskiego i innych zapadł w składzie trzyosobowym, jednogłośnie. Minister uznał, że sędzia popełnił delikt dyscyplinarny, zdradzając tajemnice narady sędziowskiej. Ale nie zareagował na wywiad sędzi TK Julii Przyłębskiej dla „wSieci” (z 10 października), w którym ujawniła, jak głosował sędzia TK Marek Zubik w jednej ze spraw (zarzuciła mu, że jako naukowiec prezentował wcześniej inny pogląd).

Rzecznik dyscyplinarny nie uznał wypowiedzi sędziego Łączewskiego o jednomyślności wyroku za przewinienie dyscyplinarne. Podobnie sąd dyscyplinarny, do którego odwołał się Ziobro.

Kolejna presja to zapowiedzi „reformy” sądownictwa. Jest już projekt nowej ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa rozwiązujący obecną Radę i przekazujący posłom (partii rządzącej) obsadzenie swoimi nominatami nowej. To umożliwi przejęcie sędziowskich nominacji przez polityków. Jest reforma postępowania dyscyplinarnego: o losie sędziów mają decydować podlegli Zbigniewowi Ziobrze prokuratorzy i inni partyjny nominaci zasiadający w specjalnie dobranej Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

Dyrektorzy sądów zostają całkowicie uniezależnieni od prezesów sądów – ich jedynym zwierzchnikiem będzie minister. Ma on też dostać prawo mianowania prezesa sądu mimo sprzeciwu sędziów i KRS. A więc będzie miał posłusznych prezesów.

Od roku PiS zapowiada zmianę struktury sądownictwa: likwidację jednego ze szczebli i powoływanie sędziów nie do konkretnego sądu, tylko w ogóle: na sędziego. To umożliwi weryfikację sędziów. I de facto zniesie konstytucyjne gwarancje niezawisłości, jakimi są nieodwoływalność i nieprzenoszenie bez zgody sędziego. O presji wywieranej na sędziów raportowało miesiąc temu przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce do unijnej komisarz ds. polityki regionalnej Coriny Cretu. Raport jest poufny.

PiS głosi, że polskie sądy są wyjątkowo nieudolne, nieprzyjazne i niesprawiedliwe. Przeczą temu fakty. Według ogłoszonego w 2015 r. Raportu Komisji Europejskiej „Unijna tablica wyników wymiaru sprawiedliwości” polskie sądy cywilne, gospodarcze i administracyjne są w górnych strefach unijnej średniej. Sprawność postępowań – trzecie miejsce w UE po Niemczech i Estonii. Mimo obłożenia pracą ponad średnią: tu mamy czwarte miejsce na 25 zbadanych unijnych krajów. Sędziów wcale nie mamy „najwięcej w Europie”, jak twierdzi PiS (dziewiąte miejsce). Nie mamy też najwyższych nakładów na sądownictwo (mieścimy się w połowie stawki).

Sędziów łatwo atakować, bo nie wypada im wdawać się w polityczną walkę. I nie potrafią komunikować się z opinią publiczną, mówić zrozumiałym językiem. Nie są przyzwyczajeni do „tłumaczenia się”. Panuje przekonanie, że sędzia wypowiada się w wyroku, i to ma publiczności wystarczać. Nie wystarcza, a robi wrażenie arogancji (i arogancją bywa).

Część sędziów liczy, że dzięki pisowskiej rewolucji ich kariera nabierze rozpędu. Ci, którzy dostrzegają zagrożenie niezależności i niezawisłości, zaczynają rozumieć, że jedynymi, którzy mogą ich obronić przed PiS, są ludzie. Ale po to, aby wyszli na ulice przynajmniej tak licznie, jak w obronie Trybunału Konstytucyjnego, sędziowie muszą pokazać, że działają w obronie ich praw przed władzą. Będą skargi na zakazy zgromadzeń, NSA zbada sprawę zarządzenia o wycince w Puszczy Białowieskiej, obywatele będą skarżyć ograniczenie handlu ziemią, do sądów trafią akty oskarżenia za „utrudnianie krytyki prasowej” w czasie demonstracji w obronie parlamentu, może skargi na inwigilację. A także pozwy ludzi wyrzucanych z pracy w ramach „dobrej zmiany”, spory o narzucanie przez kuratoria samorządom łączenia i likwidacji szkół (jest już taka sprawa w Łodzi). I wiele innych. Sędziowie pokażą, czy stać ich na obronę ludzi przy ryzyku narażenia się na szykany władzy.

Polityka 13.2017 (3104) z dnia 28.03.2017; Polityka; s. 24
Oryginalny tytuł tekstu: "Sądne dni"
Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną