Kaczyński odstawia Szydło na bocznicę. To premier jest największą przegraną kongresu PiS
Premier siedziała w pierwszym rzędzie i z kamienną twarzą słuchała połajanek prezesa.
Premier Szydło na kongresie nie przemawiała.
Prawo i Sprawiedliwość/Flickr CC BY SA

Premier Szydło na kongresie nie przemawiała.

Wszyscyśmy się jakoś przyzwyczaili do z lekka niekonstytucyjnej hierarchii władzy w Polsce, gdzie na samej górze jest prezes – formalnie szeregowy poseł – a potem długo nikogo nie widać. A mimo to przemówienie Jarosława Kaczyńskiego na kongresie w Przysusze mogło zaskoczyć. Nikt nigdy nie zdominował do tego stopnia swojego obozu.

Kaczyński chwalił, Kaczyński beształ. Tu nakazał przyspieszyć, tam przyhamować. Z mównicy partyjnego zjazdu decydował o tempie i kierunku zmian w rządzie. To od niego cała Polska dowiedziała się, że likwidacji NFZ nie będzie w tej kadencji, choć jeszcze w tym roku rząd mówił co innego.

Kamienna twarz premier Szydło

Wszystko wskazuje na to, że jednym z zaskoczonych słuchaczy był minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, któremu prezes polecił przy okazji pilnie zlikwidować nocne kolejki ludzi chorych.

Ma pan dużo złogów w ministerstwie – rzucił z kolei do Witolda Waszczykowskiego, co było komendą do czystki w dyplomacji.

Z ministrów najbardziej oberwał Andrzej Adamczyk za ślimacze tempo wdrażania programu Mieszkanie+. Kaczyński nie dość, że zostawił sobie ministra infrastruktury na deser, to jeszcze tylko jemu wyznaczył deadline na poprawę – listopad.

Zastanawiam się, jak się czuła Beata Szydło, teoretyczna przełożona tych trzech nieszczęśników. Niby to ona powinna ich oceniać, tyle że program nie przewidywał jej wystąpienia. Siedziała więc w pierwszym rzędzie i z kamienną twarzą słuchała połajanek prezesa.

Co prezes miał do przekazania swoim zwolennikom?

Kaczyński kilka razy ją pochwalił, ale premier bez wątpienia była największą przegraną kongresu. Prezes – używając zwrotu „serdecznie proszę”, co zabrzmiało jak drwina – wezwał Szydło do przekazania kolejnej części władzy nad gospodarką Mateuszowi Morawieckiemu. – A jak się premier nie posłucha… No cóż, nie ma ludzi niezastąpionych – usłyszałem w kuluarach.

Mniejsza jednak o gry w obozie władzy. Co tak naprawdę zakomunikował swym zwolennikom (i przeciwnikom) Kaczyński? Wygląda na to, że zamierza toczyć tylko te wojny, które podobają się jego zwolennikom. Krew – to metafora – ma się lać na rubieżach państwa PiS. Ucierpieć mają media (będą zdekoncentrowane, czytaj: zrepolonizowane), sądy (bo są kontynuacją PRL), zmieni się ordynacja wyborcza (w stopniu jeszcze nieznanym). To nie są bitwy, które poruszą miliony Polaków, nawet jeśli będą bardzo głośne i nawet jeśli zezłoszczą Brukselę.

Miliony Polaków mają natomiast mieć coraz lepiej. Na dziś dostają 500+, na bliżej nieokreśloną przyszłość – centralny port komunikacyjny („bijące serce komunikacji Polski”, fraza autorstwa Morawieckiego), dziesięć mostów, pociągi próżniowe, autostrady, ścieżki rowerowe („szlak pierwszej kadrowej”) i internet („sto megabitów na stulecie niepodległości”, znów Morawiecki). Miliony Polaków mają mieć zero uchodźców – ten fragment przemówienia prezesa wzbudził bodaj największy entuzjazm. Iluzję poważania w świecie daje NATO i Donald Trump, Unia jest na drugim planie.

Przemawiali tylko wyznaczeni mówcy

Kaczyński, jak kiedyś Donald Tusk, znakomicie czuje nastroje i mówi to, co suweren (jego istotna dlań część) chce usłyszeć. Smoleńsk, mówiąc brutalnie, nie przyciąga wyborców, więc w Przysusze nie było o nim mowy. Zręczne, ktoś powiedziałby cyniczne, ale wygląda na to, że działa.

Na koniec jeszcze jedna obserwacja. Nie pamiętam kongresu programowego – formalnie tak się ta impreza nazywała – który tak ostentacyjnie rozmijałby się ze swoją zwyczajową definicją. Żadnej maskarady, żadnego udawania. Nie było paneli dyskusyjnych, nie zabrał głosu nikt poza czterema wyznaczonymi mówcami (Kaczyński, Morawiecki, Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro). Z innych zjazdów pamiętam kolejki ludzi do mównicy; nie mieli zwykle wiele do powiedzenia, ale ktoś ich jednak słuchał, jakieś pozory zachowywano. Tu wszystko było jasne. Tysiąc delegatów zjechało na parę godzin pod Radom, by usłyszeć wytyczne od wodza.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj