Kraj

Donald Trump umiejętnie grał na nastrojach Polaków. To gorzka pigułka dla opozycji

Donald Trump umiejętnie grał na nastrojach Polaków. To gorzka pigułka dla opozycji

Echo słów wypowiedzianych przez Donalda Trumpa w Warszawie brzmieć będzie jeszcze długo, ale głośno raczej głównie w Polsce. Echo słów wypowiedzianych przez Donalda Trumpa w Warszawie brzmieć będzie jeszcze długo, ale głośno raczej głównie w Polsce. MSZ / Flickr CC by 2.0
Echo słów wypowiedzianych przez Donalda Trumpa w Warszawie brzmieć będzie jeszcze długo, ale głośno raczej głównie w Polsce.

W przesyconym religijnymi akcentami przemówieniu Donald Trump wezwał do wspólnej obrony zachodniej cywilizacji. Na reducie razem z NATO i Unią Europejską miałby stanąć nawet Putin. Ale pierwszy zgłosił się Antoni Macierewicz.

Według Donalda Trumpa wspólnota transatlantycka znajduje się w oblężeniu. Stanęła przed wyzwaniem równym z bohaterską obroną powstańczej barykady w czasie powstania w Warszawie. Kilka minut swego przemówienia Trump poświęcił barwnemu opisowi epizodu powstania – obronie barykady w Alejach Jerozolimskich, którą dzięki ofiarności powstańców udało się utrzymać od pierwszego do ostatniego dnia walk.

Dzięki temu przez kluczową arterię stolicy nie przejechał żaden niemiecki czołg. Ale według prezydenta USA teraz z taką samą determinacją trzeba bronić „cywilizacji Zachodu” przed rozmaitymi wrogami, często nieznanymi. Wprost nazwał tylko kilku: radykalny islamski terroryzm (sformułowanie, którego unikał w czasie wizyty w Brukseli) i jego wcielenie w postaci ISIS. I Rosję w odniesieniu do Ukrainy.

Reszta opisanych zagrożeń była mniej oczywista. Były wśród nich biurokracja dławiąca indywidualną wolność (bez wskazywania, czy ta unijna czy waszyngtońska), propaganda, cyberataki i przestępstwa finansowe (nie wiadomo, czy rosyjskie czy chińskie), a także bliżej nieokreślone zło wszelkiego typu, które zresztą zdaniem prezydenta USA ostatecznie przegra.

Czego dowiedzieliśmy się o NATO?

Na zapowiadaną i bardzo oczekiwaną wzmiankę o artykule 5. Traktatu Waszyngtońskiego o kolektywnej obronie w przemówieniu Trumpa trzeba było czekać długo, choć w końcu padła. To wielka ulga dla polskiego rządu, bo po porannym rozczarowaniu – kiedy Trump odmówił Warszawie specjalnych gwarancji bezpieczeństwa – swoje wsparcie dla NATO wyraził jasno i bez dwuznaczności.

A to oznacza, że jako członek Sojuszu, i to taki, który spełnia wszystkie wymagane obligacje, również Polska może liczyć na Amerykę w razie ataku. Donald Trump słusznie wskazał przy tym, że nie słowa mają znaczenie, ale czyny, a praktyczne działania USA na rzecz polskiego i regionalnego bezpieczeństwa są przecież widoczne każdego dnia.

Trump podkreślił – nie bezpośrednio, ale wystarczająco wyraźnie – że nie zaoferuje sojusznikom zbrojnego wsparcia i gwarancji bezpieczeństwa bez konkretnych inwestycji. Zachęcał wprost do zakupów amerykańskiej broni i gazu, chwalił Polskę za deklarację o podtrzymaniu wcześniejszych planów zakupu Patriotów. Nawet jednak taka deklaracja, która łącznie z wcześniejszą o wybraniu rakiet ziemia-ziemia Himars daje amerykańskiemu przemysłowi około 10 mld dol., nie skłoniła go do deklaracji o bezterminowym przedłużeniu stacjonowania w Polsce amerykańskich wojsk.

Widać, że Trump w roli negocjatora jest twardy i wysoko wycenia potencjalne ryzyko. Polska musi się zadowolić „poklepaniem po ramieniu” i ogólną gwarancją bezpieczeństwa w ramach Sojuszu, co zresztą dobrze, bo zachęci nas do większej interoperacyjności, szerszego włączania w operacje i wielonarodowe projekty NATO, w końcu do rozbudowy własnego potencjału obronnego. Czyli do tego wszystkiego, do czego zobowiązuje nas i tak art. 3. Traktatu Waszyngtońskiego, niesłusznie pozostający w cieniu art 5.

Donald Trump o Rosji

Wyraźne było potępienie Rosji za jej „destabilizujące działania” i jasne wskazanie Ukrainy, Syrii i Iranu jako miejsc, gdzie te działania Rosja prowadzi. Trump nie odszedł tutaj na szczęście od oficjalnej linii amerykańskiej dyplomacji, która na arenie ONZ i poprzez Departament Stanu stanowczo komunikuje Moskwie, że nie będzie mowy o normalizacji stosunków z Waszyngtonem, dopóki Krym nie zostanie oddany Ukrainie i Rosja nie wycofa wojsk z Donbasu.

Jednak krytyka Rosji nie była totalna, bo Trump wezwał ją, by powróciła do „wspólnoty odpowiedzialnych narodów” i by razem podjęła walkę ze wspólnymi wrogami cywilizacji. Choć wielokrotnie nazywał tę cywilizację „zachodnią”, to najwyraźniej uznał, że wschodnie mocarstwo może być jej pełnoprawnym obrońcą, oczywiście jak tylko porzuci agresywną politykę. I tu nastąpiło największe zaskoczenie, bo zdawał się traktować Rosję na równi z Europą, którą nazwał (pewnie ku zaskoczeniu części słuchaczy) błogosławieństwem zachodniego świata.

Nie jest jasne, czy na tej reducie Trump widziałby obok siebie równie chętnie Angelę Merkel, Emmanuela Macrona, Theresę May i np. Władimira Putina. Nie określił wyraźnie, kto jest obrońcą Zachodu. Nie sądzę też, by pytał o to w czasie rozmów w Hamburgu z liderami G-20, to nie ta retoryka i nie ten styl. Mimo zapowiedzi Białego Domu z zeszłego tygodnia w przemówieniu nie było wielu akcentów odnoszących się do polityki zagranicznej USA.

Co z przemówienia Trumpa zapamiętają Polacy?

Orędzie warszawskie było napisane wybitnie dla Polaków i „pod Polaków”. Bardzo umiejętnie używało akcentów religijnych, historycznych, patriotycznych i martyrologicznych, skierowanych do polskiej publiczności i wyraźnie pochodzących z warszawskiej ambasady USA. Stąd przywołanie pierwszej pielgrzymki do Polski papieża Jana Pawła II w 1979 r., stąd Kopernik, Chopin i – co niestety zostało wybuczane przez tłum – Lech Wałęsa.

Stąd przypomnienie powstania warszawskiego i tego w getcie warszawskim, wojennej, podwójnej, nazistowsko-sowieckiej okupacji, Holokaustu i czterech dekad komunizmu. Trzeba zaznaczyć, że pośród tych historycznych nieszczęść prezydent USA docenił wytrwałość, odwagę i ofiarność Polaków, którzy przetrwali wbrew wszystkim przeciwnościom. Stąd wreszcie zawołanie „my chcemy Boga”, podchwycone od razu przez Antoniego Macierewicza. Minister obrony, który jako pierwszy z polskiego rządu skomentował przemówienie Trumpa, oświadczył, iż cywilizacji zachodniej będą bronić wspólnie stacjonujący w Polsce żołnierze USA i NATO.

Reakcje uczestników wydarzenia na pl. Krasińskich pokazywane w telewizjach nie pozostawiają złudzeń, że Trump trafił w punkt i pozostawił niezapomniane wrażenia. Wznoszone okrzyki (np. „Platforma: złodzieje”) nie pozostawiają wątpliwości, że i publiczność była dobrze dobrana pod głównego aktora. Wielu z nich potem dotarło autokarami na organizowany przez MON piknik pod Stadionem Narodowym, gdzie wśród okrzyków „gdzie są czołgi” zbierali marketingowe podarunki od państwowych firm i fotografowali się z polskim, rumuńskim, brytyjskim i amerykańskim sprzętem wojskowym. Te kraje tworzą natowską batalionową grupę bojową w Polsce i zarówno Amerykanom, jak i Polakom zależało na ich sprowadzeniu do Warszawy w dniu tak ważnej wizyty.

Echo słów wypowiedzianych przez Donalda Trumpa w Warszawie brzmieć będzie jeszcze długo, ale głośno raczej głównie w Polsce. PiS wykorzysta je dla podkreślania jedności poglądów i oceny zagrożeń z najpotężniejszym człowiekiem świata. Opozycja będzie musiała przełknąć, że sam fakt wizyty, jej oprawa i rezonans, jaki wywołała, były sukcesem rządzącego obozu. Nawet Donald Tusk, uznawany czasem za męża opatrznościowego opozycji, przyznał, że sukces dyplomatyczny PiS jest bezdyskusyjny.

Zachodnie media mniej skupiają się na emocjach brzmiących w wystąpieniu, a akcentują przede wszystkim wsparcie przez Trumpa art. 5, kolektywnej obrony w ramach NATO, oraz stanowczość wobec Rosji. Obie kwestie grają na korzyść Warszawy, bo kojarzona będzie z „powrotem Trumpa do NATO” i próbą odsunięcia podejrzeń o spiskowanie z Kremlem.

Niesmak mogą pozostawić komentarze, zresztą obu prezydentów, na temat mediów. Ale w Stanach Trump już wszystkich przyzwyczaił do brutalnych ataków na nieprzychylne gazety i telewizje, a poza Polską pewnie mało kto poświęci uwagę skargom polskiego prezydenta na pominięcie w relacjach jego wizyty w Chorwacji.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wojciech Marczewski o wolności od kina

Moje pokolenie nie sprawdziło się. To, co zaproponowało, jest odrzucane – mówi reżyser filmowy Wojciech Marczewski w przeddzień swojej retrospektywy na łódzkim festiwalu Transatlantyk.

Janusz Wróblewski
07.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną