Młodzi Polacy w obronie demokracji

Bunt klas
Rozmowa z prof. Tomaszem Szlendakiem, socjologiem z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, o powodach i skutkach przyłączenia się młodzieży do protestów
Blokada wyjazdu z gmachu Sejmu, którą ustawili protestujący w obronie niezależności sądów.
Dawid Żuchowicz/Agencja Gazeta

Blokada wyjazdu z gmachu Sejmu, którą ustawili protestujący w obronie niezależności sądów.

Marcin Rotkiewicz: – Młodzież rzeczywiście masowo ruszyła bronić demokracji i praworządności?
Tomasz Szlendak: – Twardych danych nie mamy, ale na podstawie wielu pierwszych analiz, przybliżonych danych i obserwacji widać, że w obronie niezależności sądów demonstrowało mnóstwo młodych ludzi.

Tylko że określenie „młodzi ludzie” jest nieprecyzyjne. Dziś młody jest i 18-latek, i 35-latek, a nawet 40-latek.
Ale raczej wiadomo, o jaką młodzież chodzi. Demonstrowali głównie licealiści i studenci z przedziału 18–24 lata. Wyglądało to dość niezwykle, bo ulice zdominowały osoby bardzo młode oraz w wieku ich rodziców i dziadków, czyli na oko 50 plus. Natomiast raczej słabo zmobilizowało się pokolenie 30- i 40-latków.

Co można powiedzieć o protestujących poza tym, że są bardzo młodzi?
Przyglądając się dotychczasowym badaniom tej kategorii wiekowej, da się pewne rzeczy stwierdzić. Otóż im niższy, mówiąc językiem socjologii, kapitał kulturowy ludzi, tym mniejsze zainteresowanie polityką i życiem społecznym na makropoziomie. Czyli tym więcej postaw „trudno powiedzieć” lub „mnie polityka w ogóle nie interesuje”. A ponieważ do największych wybuchów protestu doszło w dużych miastach, więc mamy do czynienia nie tyle z buntem pokoleniowym, co klasowym. Na ulice wyszli reprezentanci dobrze sytuowanej klasy średniej wielkomiejskiej lub nowych mieszczan.

Czyli duża część młodzieży była na tych protestach nieobecna.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj