Zemsta Macierewicza

Obrona przez atak
Wyrównywanie rachunków to jedna z tych specjalności Antoniego Macierewicza, w której nie ma sobie równych. Ostatnio zemsta dosięgła oficerów zasłużonych w tropieniu obcej agentury w Polsce.
Minister Antoni Macierewicz w bazie lotniczej w Janowie, 7 grudnia 2016 r.
REUTERS/Kacper Pempel/Forum

Minister Antoni Macierewicz w bazie lotniczej w Janowie, 7 grudnia 2016 r.

Macierewicz i jego ludzie mogli nabrać przekonania, że w CEK ukryto jakieś dokumenty dotyczące obecnego szefa MON.
REUTERS/Kacper Pempel/Forum

Macierewicz i jego ludzie mogli nabrać przekonania, że w CEK ukryto jakieś dokumenty dotyczące obecnego szefa MON.

Od półtora roku nie widać u wojskowych śledczych chęci sprawdzenia, czy minister obrony nie ujawnił tajemnic polskiej armii.
Leszek Zych, montaż Polityka/Polityka

Od półtora roku nie widać u wojskowych śledczych chęci sprawdzenia, czy minister obrony nie ujawnił tajemnic polskiej armii.

audio

AudioPolityka Grzegorz Rzeczkowski - Obrona przez atak

Skłonność szefa MON do wymierzania sprawiedliwości na własnych zasadach zaczęła przybierać na sile wraz z narastającymi spekulacjami na temat jego dymisji. – Wyraźnie chce się za wszelką cenę wykazać, ale też zdobyć polisę na przyszłość, gdyby jednak został odwołany – twierdzi jedna z osób, która zna kulisy prokuratorskich śledztw prowadzonych przeciwko niewygodnym dla Macierewicza ludziom.

Szarża, która może okazać się jego ostatnią, przyspieszyła 2 grudnia po emisji w „Superwizjerze” w TVN materiału o major Magdalenie E., byłej oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Słynnej z tropienia rosyjskich szpiegów, afgańskich operacji przeciwko talibom, a wreszcie – z zakończonej sukcesem pod koniec 2015 r. operacji uwolnienia polskiego oficera z rąk białoruskiej służby bezpieczeństwa. Za tę ostatnią doczekała się postępowania dyscyplinarnego zakończonego degradacją. Do dziś służby Macierewicza nie dają jej spokoju.

Podręcznik dla Rosjan

SKW, która przez ostatnie dwa lata nie zdemaskowała ani jednego szpiega, jest bardzo aktywna w ściganiu byłych funkcjonariuszy, szczególnie tych aktywnych w neutralizowaniu działań rosyjskiego wywiadu. Warto prześledzić to, co w ostatnich dwóch latach spotkało nie tylko Magdalenę E., ale również byłych szefów SKW za rządów PO – generałów Janusza Noska (2008–13), Piotra Pytla (2013–15) i płk. Krzysztofa Duszę, do grudnia 2015 r. szefa Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, które po aneksji Krymu przez Rosję miało rozpoznawać zagrożenia zza wschodniej granicy. Cała czwórka mocno zaszła za skórę Rosjanom.

Dlaczego Macierewicz i jego ludzie, którzy w każdym zdaniu ostrzegają przed rosyjską infiltracją, z taką zawziętością zwalczają akurat ich? W przypadku E. i jej kolegów wydaje się, że chodzi o coś więcej niż zemstę – o zastraszenie wszystkich, którym kiedykolwiek przyszłaby do głowy ochota, by wziąć pod lupę „dokonania” Macierewicza.

Prokuratura nierychliwa

Aby lepiej zrozumieć genezę poczynań ministra, trzeba cofnąć się do 2006 r. Antoni Macierewicz, wówczas weryfikator Wojskowych Służb Informacyjnych i szef nowo utworzonej SKW, opracował raport z działalności WSI. Ujawnił w nim wiele poufnych informacji dotyczących działalności polskich służb specjalnych. Jak cenne było to źródło dla obcych wywiadów, mówił w „Superwizjerze” gen. Pytel: „Jeden z oficerów będących reprezentantem państwa, które bardzo mocno współpracowało ze stroną rosyjską, podzielił się ze mną następującą refleksją: Nawet pan nie wie, jak dużo zawdzięczamy publikacji tego raportu. A zwłaszcza w języku rosyjskim. To dla nas był rodzaj podręcznika, pozwalający zweryfikować nasze przypuszczenia co do sposobu działania wojskowych służb specjalnych RP”.

Raport został przetłumaczony na język rosyjski, a podjęła się tego znajoma Macierewicza, Rosjanka z pochodzenia, Irina Obuchowa, która przyjechała do Polski pod koniec lat 80. Kilka lat później wyszła za mąż za dyplomatę Marka Zielińskiego – byłego opozycjonistę i osobę z tzw. kręgu Macierewicza. Jeszcze w czasach ZSRR pracowała w biurze Inturist, które opiekowało się zagranicznymi turystami odwiedzającymi Związek Radziecki i dlatego znajdowało się pod kuratelą KGB. Obuchowa dostała zlecenie, choć nie była tłumaczem przysięgłym, a nawet – jak twierdzą ci, którzy ją poznali – nie władała biegle językiem polskim. Dlaczego w ogóle zlecono tłumaczenie na rosyjski? „Raport po publikacji przetłumaczono na wszystkie języki kongresowe, w tym na język rosyjski, lecz najczęściej korzystano z tłumaczenia angielskiego” – oświadczył w grudniu 2013 r. Antoni Macierewicz. Minął się z prawdą.

Gdy sprawa stała się głośna, już za rządów PO, SKW, którą kierowali wówczas Pytel i Dusza, postanowiła bliżej przyjrzeć się swojej byłej współpracowniczce. Wziął ją pod lupę specjalny zespół, w skład którego wchodziła m.in. Magdalena E. Efektem była analiza, która trafiła do sejmowej speckomisji, a potem na biurko premiera. Ówczesny członek komisji, poseł SLD Stanisław Wziątek, po lekturze dokumentu miał stwierdzić, że tłumaczka miała kontakty z rosyjskimi służbami.

Gdy speckomisja zajmowała się sprawą Obuchowej, doszło do wydarzenia, które dziś rzuca trochę inne światło na to, co spotkało oficerów zaangażowanych w wyjaśnienie sprawy tłumaczenia. Piotr Pytel w „Kropce nad i” opowiadał Monice Olejnik, jak po jednym z posiedzeń pewien poseł PiS poprosił go o rozmowę na osobności. „Zaproponował następujący deal: w zamian za nietykalność przestaję »robić sprawę na Macierewicza«” – ujawnił generał. Wiadomo, że chodziło o analizę dotyczącą Obuchowej. Czego jednak obawiał się obecny szef resortu obrony?

Oficjalna wersja MON brzmi: Obuchowa miała poświadczenie bezpieczeństwa i tłumaczyła już opublikowany raport z likwidacji WSI. Nie udało się znaleźć żadnego dokumentu, który by potwierdzał, że tłumaczka została sprawdzona przez służby przed dopuszczeniem jej do pracy. Z ustaleń wynika, że miała też swobodny dostęp do pomieszczeń SKW, w których znajdowały się największe tajemnice wojskowych służb, co więcej – że rozpoczęła tłumaczenie jeszcze przed publikacją raportu. Zastanawiających niejasności jest więcej – przede wszystkim nie było żadnych tłumaczeń na języki kongresowe (oprócz rosyjskiego to hiszpański, włoski, niemiecki, angielski, francuski). Wersja rosyjska była jedynym pełnym tłumaczeniem, na angielski przełożono jedynie fragmenty raportu. Pozostaje pytanie: po co przetłumaczono coś, co Rosjanie mogli zrobić sami i to pewnie szybciej? – A może stworzenie rosyjskiej wersji raportu było tylko przykrywką, która miała wyjaśniać obecność Obuchowej w SKW? Może tak naprawdę chodziło o to, by mogła zyskać dostęp do naszych tajemnic? – zastanawia się doświadczony oficer kontrwywiadu.

Grudzień 2015 r., sobota tuż przed Bożym Narodzeniem. Do siedziby CEK NATO, kierowanego do niedawna przez płk. Duszę, w którym od niedawna pracuje również mjr E., w środku nocy wkraczają żandarmi i funkcjonariusze SKW z Bartłomiejem Misiewiczem na czele. Włamują się do gabinetów, rozpruwają sejfy. Wyciągają dokumenty, ale i rzeczy osobiste – nawet pieniądze. W poniedziałek rano Misiewicz zwołuje konferencję prasową i zdumionym dziennikarzom ogłasza triumfalnie, jak wiele tajnych dokumentów tam przechowywano. Wszystkie rzekomo nielegalnie.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną