Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

O obrotach ciał kolegialnych

Krakowskie wojenki w obozie władzy

Ataki Terleckiego na Gowina są czymś więcej niż tylko przejawem ich personalnego antagonizmu. Ataki Terleckiego na Gowina są czymś więcej niż tylko przejawem ich personalnego antagonizmu. Andrzej Iwańczuk / Reporter
Publiczny spór Ryszarda Terleckiego z Jarosławem Gowinem o reformę szkolnictwa wyższego potwierdza, że obóz PiS nie jest ideowym monolitem. Napięcia i paradoksy trudno wręcz zliczyć. Dla Jarosława Kaczyńskiego to twardy orzech do zgryzienia.
Gowinowi marzy się uniwersytet zorganizowany jak sprawnie działająca korporacja. Z rektorem w roli menedżera oraz wykonującym jego polecenia personelem.Adam Chełstowski/Forum Gowinowi marzy się uniwersytet zorganizowany jak sprawnie działająca korporacja. Z rektorem w roli menedżera oraz wykonującym jego polecenia personelem.

To najbardziej dziś spektakularne zwarcie wewnątrz obozu „dobrej zmiany”. Krucjata Ryszarda Terleckiego przeciwko Jarosławowi Gowinowi łamie elementarne zasady. Bo odbywa się z otwartą przyłbicą, z wykorzystaniem mediów, zamieniając konflikt w widowisko publiczne. I to na wysokim szczeblu. Po jednej stronie mamy wpływowego szefa Klubu Parlamentarnego PiS i wicemarszałka Sejmu, przede wszystkim zaś zaufanego prezesa Kaczyńskiego. A po drugiej – wicepremiera i ministra nauki, ważnego sojusznika premiera Morawieckiego. No i szefa satelickiej partii Porozumienie, której głosy decydują o większości PiS w Sejmie.

Nie mniej istotne jest pole starcia. Przygotowana przez Gowina reforma szkolnictwa wyższego to jeden z najpoważniejszych projektów tej kadencji. Potocznie zwana ustawą 2.0, oficjalnie ochrzczona pompatycznym mianem Konstytucji dla nauki. Na specjalnej stronie internetowej resortu nauki wyeksponowano nawet slogan „Reforma inna niż wszystkie”. Owa odmienność wynikać ma z tego, że konsultacje społeczne nad projektem zajęły całe 574 dni.

Ostentacja Gowina, który na każdym kroku podkreśla konsensualność projektu, może być odebrana przez pisowskie elity jako prowokacyjna. Bo wszystkie inne „reformy” wprowadzone po 2015 r. były przecież brutalnymi aktami politycznego gwałtu. Do tej pory Gowin ich nie kontestował, teraz jednak wyraźnie pokazuje, że można inaczej. Co w twardym jądrze obozu władzy nie może się podobać. Bez wątpienia więc ataki Terleckiego na Gowina są czymś więcej niż tylko przejawem ich personalnego antagonizmu. Choć i on ma swoją krakowską historię i nie sposób go bagatelizować.

Co boli Terleckiego?

Do wielkiej polityki weszli z różnych środowisk. Terlecki ze środowiska drugoobiegowej „Arki”, która w latach 80.

Polityka 10.2018 (3151) z dnia 06.03.2018; Temat tygodnia; s. 15
Oryginalny tytuł tekstu: "O obrotach ciał kolegialnych"
Reklama