Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Gorzko, gorzko

Unia odpuszcza?

Premier Mateusz Morawiecki z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claude'em Junckerem. Premier Mateusz Morawiecki z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claude'em Junckerem. Dursun Aydemir/Anadolu Agency / Getty Images
Komisja Europejska chce szybkiej ugody z Polską. I gotowa jest częściowo odpuścić sprawę praworządności, choć Warszawa niewiele ustąpiła.
Timmermans powiedział pozostałym komisarzom UE, że jeśli Polska wprowadziłaby wszystkie zmiany, o których toczą się rozmowy, to ugoda byłaby osiągalna już w połowie maja.Daniel Mihailescu/AFP/EAST NEWS Timmermans powiedział pozostałym komisarzom UE, że jeśli Polska wprowadziłaby wszystkie zmiany, o których toczą się rozmowy, to ugoda byłaby osiągalna już w połowie maja.

W grudniu 2017 r. Jean-Claude Juncker tłumaczył: „Broń nuklearna jest do odstraszania, nie do używania. Nie chciałbym być pierwszym przewodniczącym Komisji Europejskiej, który po nią sięgnie”. W tym samym czasie jego prawnicy szykowali jednak projekt decyzji o użyciu artykułu 7 Traktatu o UE wobec Polski. Stawia on kraj członkowski pod pręgierzem za łamanie podstawowych wartości. I w brukselskim żargonie był od zawsze – ze sporą przesadą – nazywany bronią nuklearną, bo najsilniejszą przewidzianą obecnymi regułami.

„To nie żadna broń nuklearna. Znów zapraszamy do rozmów, ale nie grozimy Polsce sankcjami” – miał polemizować jeden ze współpracowników Junckera. Po tygodniu Komisja sięgnęła jednak po artykuł 7, choć Juncker wahał się ponoć do ostatnich godzin. A podczas ogłaszania tej decyzji Frans Timmermans, odpowiedzialny w Komisji za sprawy praworządności, przestrzegał przed nuklearnymi porównaniami.

Tak Bruksela zaczęła prewencyjną część postępowania, której finałem może być kara prestiżowa – deklaracja o „wyraźnym ryzyku poważnego naruszenia praworządności przez Rzeczpospolitą Polską”. Musi być ona przegłosowana przez przedstawicieli rządów w Radzie UE za uprzednią zgodą Parlamentu Europejskiego. Do zwykłych sankcji trzeba by jednak nieosiągalnej jednomyślności w Unii – sprzeciw zapowiedziały Węgry i kraje bałtyckie, ale takiej eskalacji nie poparłyby też ani Niemcy, ani Francja.

Między Junckerem i Timmermansem od początku kadencji Komisji rysowało się – nasi rozmówcy używają różnych terminów – „napięcie”, „różnica wrażliwości”. Timmermans ma myśleć wartościami, a Juncker – jako stary brukselski wyjadacz – ma być pragmatykiem wobec kłopotliwych krajów.

Polityka 16.2018 (3157) z dnia 17.04.2018; Polityka; s. 19
Oryginalny tytuł tekstu: "Gorzko, gorzko"
Reklama