Tajemniczy pasjans Roberta Biedronia
Jeszcze niedawno Robert Biedroń uchodził za największą nadzieję na odnowienie polskiej polityki. Ale te czasy chyba, niestety, minęły.
Robert Biedroń chce być inny, osobny, kontrastujący z tłem. I coraz mocniej się w nie wtapia.
Ryszard Nowakowski/Forum

Robert Biedroń chce być inny, osobny, kontrastujący z tłem. I coraz mocniej się w nie wtapia.

I paradoksalnie najlepiej widać to akurat teraz, gdy wreszcie zechciał ogłosić wyjście na szerokie wody – za cenę opuszczenia słupskiego ratusza. W tym, jak nieznośnie celebruje z tej okazji samego siebie, jak prowadzi niby uwodzicielską, a w rzeczy samej irytującą jak diabli gierkę w chowanego z opinią publiczną. Jak się od miesięcy kryguje, hamletyzuje i puszcza oczko, odsłaniając kolejne karty tajemnego pasjansa i czyniąc przy tym efektowne pauzy, strojąc szelmowskie miny. Przeciągnął już tę zabawę ponad wszelką miarę i – co widać już wyraźnie po reakcjach w sieci – przez wielu niedawnych zwolenników został wzięty za kolejnego politycznego ściemniacza.

Czytaj też: Brutalny język władzy

„Bądźmy poważni”

Z każdym takim numerem Biedroń coraz bardziej pospolicieje. Za wszelką cenę chce być inny, osobny, kontrastujący z tłem. I coraz mocniej się w nie wtapia. Jest jak hollywoodzki aktor, który zaczynał ambitnymi rolami w niszowych produkcjach i zbudował swoją markę na tym, że nigdy nie szedł na łatwiznę. Aż kiedyś zdarzył się pierwszy kompromis. Jedna lżejsza rólka, żeby zadrwić z własnego wizerunku. Ledwo zauważalna korekta nosa i jeszcze ociupinkę botoksu, aby uwydatnić naturalność oblicza. Niezobowiązująca ustawka z brukowcem, oczywiście z podtekstem ironicznym. A dalej samo już poszło i publiczność wkrótce zaczęła się gubić, gdzie żywa tkanka, a gdzie plastik.

Kiedyś naprawdę było widać, jak w sejmowych kuluarach cierpiał, obcując z freakami Janusza Palikota. Tam ciągle ktoś knuł przeciwko komuś. Albo ganiało zwariowane towarzystwo z tabletami, ekscytując się słupkami poparcia z jakiegoś supertajnego sondażu i snując przy tym wyrafinowane polityczne scenariusze. „No wie pan co, panie redaktorze... Bądźmy poważni” – ucinał próby wrzucenia go w ten kanał. Taka polityka w ogóle go nie interesowała. Do powinności poselskich miał podejście staroświeckie i wolał czytać nie sondaże, lecz projekty ustaw. Gdy więc wylądował na politycznym aucie i z tą samą prostolinijnością jako singiel ruszył do Słupska kandydować na prezydenta, było w tym coś poruszającego. Niby od czapy, choć zarazem trudno przecież wymyślić sobie mniej prestiżową miejscówkę.

Czytaj też: Widok na Słupsk z okien pewnej jadłodajni

Ile Biedronia, ile kreacji

I o dziwo wygrał. Co niezamierzenie stało się zaraz elementem poważnego zjawiska. Właśnie weszły na scenę ruchy miejskie. Obiecująca nowa siła, która dawała nadzieję nadkruszenia stęchłego monolitu sceny politycznej podzielonej na dwa wielkie bloki. Ryjąc od samego dołu, w miejskim konkrecie, bez wielkich ideologicznych westchnień oraz inscenizacyjnego badziewia.

Problem w tym, że aktywni mieszczanie na razie nie mieli rozpoznawalnej twarzy. Deficyt wypełnił więc Biedroń. I najwyraźniej sam tę swoją twarz wówczas polubił. Zaraz zrobiło się bowiem milusio, co rusz zjeżdżali do Słupska szacowni goście oraz zaprzyjaźnieni żurnaliści, robiąc za każdym razem fajne rozmowy z fajnym prezydentem. Medialny botoks coraz mocniej uwydatniał więc naturalność prezydenckiego oblicza, a bańka oczekiwań pęczniała. I gdy nastał teraz czas odkryć karty, okazało się, że pod wizerunkiem trudno już dojrzeć żywego człowieka.

Tylko że atutem Roberta Biedronia akurat było to, że był Biedroniem – a nie jego kreacją. Facetem, który reanimuje konkret i zrywa z dominacją „narracji” w polskiej polityce. Dawnym aktywistą społecznym i spełnionym samorządowcem, umiejącym wykorzystać te doświadczenia w zbożnym dziele odnowy życia publicznego i przywrócenia elementarnych standardów. Ale teraz nie bardzo już wiadomo, czy to aby nie była tylko poza? W każdym razie zrobił Biedroń (zwłaszcza w ostatnich miesiącach) bardzo wiele, aby jego zwolennicy nabrali co do tego wątpliwości.

Progresywny Kukiz?

I niestety dziś nie jest to już tylko problemem Roberta Biedronia. Bo wchodząc do ogólnopolskiej polityki, wziął na siebie odpowiedzialność za przyszły jej kształt. Gdyby więc udało mu się odegrać rolę progresywnego odpowiednika Kukiza z 2015 r. – czyli zachęcić do oddania na siebie głosu wyborców dziś odrzucających „dobrą zmianę”, ale i niewyobrażających sobie poparcia PO bądź SLD – mógłby stać się mężem opatrznościowym nowego układu politycznego pozbawiającego Kaczyńskiego władzy. Tylko że od realizacji takiego scenariusza Biedroń oddala się z każdą kolejną marketingową błyskotką, w których tak się rozsmakował. Chodzi wszak o pozyskanie wyborców szczególnie wyczulonych na fałsz, poszukujących w życiu publicznym autentyzmu i szczerej intencji.

W przeciwnym razie pozostanie Biedroniowi jedynie walka o podział obecnego tortu. Trochę poparcia uszczknie wtedy Czarzastemu, trochę Schetynie. I jakoś się pewnie wciśnie pomiędzy nich. Realia naszej ordynacji wyborczej są jednak nieubłagane: im większa różnica pomiędzy dwiema głównymi siłami, tym więcej mandatów bierze zwycięzca. W wariancie z wysokim słupem poparcia dla PiS i wieloma spłaszczonymi słupkami opozycji – choćby miały się razem sumować porównywalnym wynikiem – „dobra zmiana” raz jeszcze bierze więc pełną pulę. Może nawet konstytucyjną.

I tak kolejny raz trafiamy do świetnie już znanego ślepego zaułka. Sama PO z „nowoczesną” przystawką na dziś nie ma szans pokonać PiS. Lecz jeśli ktokolwiek inny postanowi wtrącić swoje trzy grosze, to sprawa zrobi się beznadziejna. Odwodzić od wystawiania konkurencyjnych list też jednak nie sposób, gdyż jeszcze bardziej umacnia to ogólną frustrację oraz wewnętrzne podziały w obozie antypisu. I tak więc źle, i tak niedobrze.

Dla Roberta Biedronia to twardy orzech do zgryzienia. Na dobry początek może jednak warto po prostu zmienić doradcę od wizerunku?

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną