Magdalena Kołodziej – wzorowa prokurator PiS

Bezkarność plus
Awansowana za czasów „dobrej zmiany” prokurator Magdalena Kołodziej umarza kolejne sprawy, w których obywatele próbują bronić fundamentów demokratycznego państwa prawa. Jej uzasadnienia są doskonałym przykładem służalczości obecnej prokuratury.
Uzasadnienia prokurator Kołodziej są doskonałym przykładem służalczości obecnej prokuratury.
Przemysław Pokrycki/Reporter

Uzasadnienia prokurator Kołodziej są doskonałym przykładem służalczości obecnej prokuratury.

O skandalicznych konkluzjach prokurator Magdaleny Kołodziej, która umorzyła śledztwo w sprawie pobicia kobiet protestujących podczas ubiegłorocznego Marszu Niepodległości, informował kilka dni temu Piotr Pytlakowski. Uzasadnienie jej decyzji to czytelny dowód na to, że część obywateli nie może dziś liczyć na ochronę państwa – dziwnym trafem dotyczy to tych, którzy upominają się o poszanowanie zasad państwa prawa i wolności obywatelskich. Jak wspomniane protestujące, członkinie Obywateli RP i Strajku Kobiet.

Prokurator bez skuteczności

Według prokurator Kołodziej lżenie i pobicie aktywistek, które w proteście przeciwko brunatnym hasłom propagowanym przez narodowców usiadły na trasie ich przemarszu z transparentem „Faszyzm Stop”, nie narusza interesu społecznego. Co więcej, mężczyźni, którzy „zadawali kopnięcia, popychali, po czym szli dalej”, w opinii prokurator robili to nieumyślnie, nie w celu pobicia, ale „okazania swego niezadowolenia”. A umiejscowienie i charakter obrażeń „wskazują, iż przemoc ze strony napastników nakierowana była na mniej newralgiczne części ciała”. Stąd konkluzja prokurator, iż przestępstwo powinno być ścigane nie z urzędu, ale z oskarżenia prywatnego. Tym bardziej że pokrzywdzone są „osobami dorosłymi i wykształconymi” i „z uwagi na wykonywaną w większości przez nie aktywność zawodową, jak również pozazawodową nie sposób im przypisać jakichkolwiek ułomności, nieporadności w dochodzeniu swoich praw. (...) Fakt podejmowania przez pokrzywdzone inicjatyw społecznych wskazuje na to, że potrafią skutecznie dochodzić swoich praw”.

Czytaj także: Prokuratura ma większy budżet, ale działa mniej sprawnie

Skuteczności zabrakło natomiast prokurator Kołodziej. Jak ustalili reporterzy RMF FM, nie udało się jej ustalić personaliów napastników, nie zostali zatem przesłuchani. Reprezentujący kobiety mec. Krzysztof Stępiński przytoczone uzasadnienie uznał za „obrzydliwe” i złożył zażalenie na decyzję prokuratury. W sprawę zaangażował się również Rzecznik Praw Obywatelskich.

„Chyba nigdy nie czułam się aż tak wykluczona przez moje państwo, które »nie widzi interesu społecznego« w ściganiu tych, co lżą, kopią, szarpią i opluwają swoich współobywateli pod flagą biało-czerwoną” – komentowała na łamach OKO.press jedna z pokrzywdzonych Elżbieta Podleśna.

Nikt nic nie utrudnia, nie tłumi

Prokurator Kołodziej ma na swoim koncie więcej kuriozalnych uzasadnień. Także w innych sprawach wykazała się daleko idącą obojętnością na wolości obywatelskie i aprobatywnym stosunkiem do poczynań władzy ograniczającej prawa opozycji i wolnych mediów.

To Magdalena Kołodziej pod koniec czerwca odmówiła wszczęcia śledztwa po zawiadomieniach złożonych przez publicystkę POLITYKI Ewę Siedlecką, dziennikarza OKO.press Daniela Flisa oraz Press Club Polska dotyczących przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez marszałka Marka Kuchcińskiego. Chodziło o wydanie zakazu wstępu do Sejmu osobom, które nie posiadają stałych przepustek, w czasie gdy w głównym gmachu trwał protest niepełnosprawnych i ich opiekunów. Uniemożliwiło to pracę dziennikarzom, którzy nie są reporterami sejmowymi i nie bywają na Wiejskiej na tyle często, aby móc ubiegać się o stałą lub okresową kartę wstępu. Jak to się ma do prawa do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz do krytyki prasowej?

I tu prokurator popisała się swoistą ekwilibrystyką prawną – zbieżną z narracją władzy. Jak można przeczytać w uzasadnieniu: „Kancelaria Sejmu znalazła się w nadzwyczajnej sytuacji, gdyż jako administrator obiektu, w którym odbywa się akcja protestacyjna, zobowiązana była podjąć wszelkie działania, by pobyt osób niepełnosprawnych i ich opiekunów był dla nich możliwie nieuciążliwy, zaś z drugiej [strony] – spoczywał na niej obowiązek zapewnienia w tym czasie prawidłowego i sprawnego funkcjonowania parlamentu”. PiS oficjalnie tłumaczył zakaz troską o bezpieczeństwo.

Pytanie tylko, kto bardziej zagrażał protestującym: zainteresowani ich losem dziennikarze czy szykanujący ich przedstawiciele Straży Marszałkowskiej (zabraniający im wyjść na spacer, odganiający od okien, straszący ewakuacją itd.)? „Działania podjęte przez Komendanta Straży Marszałkowskiej oraz marszałka Sejmu nie mogą być w żadnej mierze nakierowane na utrudnianie lub tłumienie krytyki prasowej” – podkreślała Kołodziej. Choć parę linijek wyżej przytaczała definicję „tłumienia krytyki” w rozumieniu prawa prasowego – czyli „stawiania przeszkód dziennikarzowi w zbieraniu krytycznych materiałów”. Z pewnością uniemożliwienie dziennikarzom wejścia na teren Sejmu, gdzie odbywał się uderzający w rzekomo prospołeczny rząd protest, nie mieści się w kategorii utrudniania krytyki prasowej...

Obstrukcja i żarty

Magdalena Kołodziej podpisała się również pod decyzją o ponownym umorzeniu sprawy dotyczącej głośnego protestu opozycji, do którego doszło na przełomie 2016 i 2017 r. (słynna „okupacja Sejmu”). Prokurator z dużą wyrozumiałością podeszła do oceny działań marszałka Sejmu, który wykluczył z obrad posła Michała Szczerbę, a następnie – na skutek blokady mównicy sejmowej – przeniósł obrady do sali kolumnowej, do której Straż Marszałkowska utrudniała wejście posłom opozycji (bo chwilę wcześniej trwał tam klub PiS). Kołodziej nie tylko usprawiedliwiała działania podjęte przez Kuchcińskiego, ale i krytykowała opozycję. Gwoli przypomnienia: wszystko zaczęło się od pomysłu PiS ograniczenia dziennikarzom dostepu do Sejmu. W proteście wiele redakcji zorganizowało „Dzień bez polityków”, natomiast przedstawiciele opozycji parlamentarnej w ramach poparcia występowali na mównicy sejmowej z kartkami: „#WolneMediawSejmie”. To i zwrot Szczerby: „Panie marszałku kochany, muzyka łagodzi obyczaje” (miał się akurat wypowiadać w sprawie rozbudowy siedziby Sinfonia Varsovia) wyprowadziło z równowagi Kuchcińskiego.

Czytaj także: Prokuratura umiera w ciszy

Prokurator nazwała to „praktyką obstrukcji parlamentarnej i zakłócania prac Sejmu”, pisała o „zaczepce wobec marszałka” i tym, że „charakter tej wypowiedzi nie licował z powagą funkcji, jaką pełni Marek Kuchciński”. Kołodziej bagatelizowała również utrudnianie posłom opozycji dostępu do sali kolumnowej. Jej zdaniem „podjęto działania zmierzające do takiego urządzenia sali, by zabezpieczyć obrady Sejmu przed ewentualnymi próbami blokady stołu prezydialnego (...). Działania takie należy uznać za uzasadnione, gdyż przyjęty przez część posłów PO, Nowoczesnej i PSL sposób protestu nie był zgodny ze standardami demokratycznymi”. Natomiast nagrania, na których słychać, jak posłowie mówią m.in., że „my żeśmy tam się pomylili w głosowaniu” oraz „mógł nas dwa razy policzyć”, śledcza uznała za żarty dla „rozluźnienia atmosfery”. Według Kołodziej „treść nagrań (...) wydaje się mieć charakter luźnej rozmowy, a podnoszone w niej wątpliwości co do przebiegu głosowania nie mają charakteru kategorycznego i są utrzymane w raczej żartobliwym tonie”.

Umarzarka

Opozycja nazywa ją „umarzarką” i mówi, że w przywołanych sprawach nie ma przypadku. Magdalena Kołodziej do warszawskiej Prokuratury Okręgowej trafiła na początku 2016 r. – awansowała z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów; obecnie jest naczelnikiem I Wydziału Śledczego. Uchodzi za „ziobrystkę”. Ma 43 lata, pochodzi z Hrubieszowa. W swoim oświadczeniu majątkowym złożonym dwa lata temu wykazywała, że nie ma żadnych oszczędności, jedynie kredyt i pożyczki.

Jak ustalili przywoływani przez „GW” prokuratorzy ze stowarzyszenia Lex Super Omnia, w ubiegłym roku dostała nagrodę w wysokości 10 tys. zł. Zwróciliśmy się do Prokuratury Okręgowej w Warszawie z wnioskiem o udostępnienie wykazu spraw prowadzonych przez prokurator Kołodziej. Czy i w innych przypadkach jej opinie były równie zbieżne z narracją rządzących, a jej decyzje uderzały w tych, którzy nie boją się otwarcie protestować przeciwko polityce PiS?

Minister sprawiedliwości i zarazem prokurator generalny Zbigniew Ziobro powinien odnieść się do sprawy. Czy to tylko nadgorliwość podwładnej, która chce się przypodobać szefostwu, czy przejaw bezpardonowego sterowania prokuraturą?

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną