Kraj

Kto i dlaczego ubiega się o fotel prezydenta Gdańska

Kto i dlaczego ubiega się o fotel prezydenta Gdańska

Od lewej: Marek Skiba, Aleksandra Dulkiewicz, Grzegorz Braun Od lewej: Marek Skiba, Aleksandra Dulkiewicz, Grzegorz Braun KŻ / Polityka
Wycofanie się z wyborów głównych sił politycznych otworzyło pole dla osób, których celem jest publiczne zaistnienie i zyskanie rozgłosu. Ostatecznie do prezydentury w Gdańsku pretendują trzy osoby.

Na fali żałoby po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza prezes PiS zadeklarował, że jego partia nie wystawi własnego kandydata w przedterminowych wyborach zarządzonych na 3 marca. Jednak ledwie kandydaci złożyli wymagane dokumenty i zostali zarejestrowani przez PKW, Kacper Płażyński, szef klubu radnych PiS w Gdańsku, obwieścił w lokalnej rozgłośni Polskiego Radia: „Przyznam szczerze, że mamy dość szczególne okoliczności, które nie powodują, że do wyborów będzie się szło z przyjemnością. Ja oddam głos na Marka Skibę. Poznałem go i zrobił na mnie wrażenie”.

Płażyński podczas jesiennych wyborów był w Gdańsku nadzieją PiS, ale przegrał w starciu z Adamowiczem. Jego publiczna deklaracja to wyraźny sygnał dla wyborców PiS, na kogo powinni głosować.

Troje do wyboru w Gdańsku

Ogłoszenie przez główne siły polityczne, iż w tych wyborach nie będą wystawiały własnych kandydatów, jest o tyle sensowne, że oszczędza gdańszczanom ognia kampanijnej walki. W czasie tak nieodległym od tragedii to ważne. Do tego w zaistniałej sytuacji żadna z partii raczej nie ma kandydata, który z sukcesem mógłby się zmierzyć z Aleksandrą Dulkiewicz, pierwszą zastępczynią Adamowicza, kandydującą jako niezależna (KWW Wszystko dla Gdańska Aleksandry Dulkiewicz).

Wycofanie się partii otworzyło pole dla osób, których celem jest publiczne zaistnienie, zyskanie rozgłosu. Zamiar startu w wyborach zgłosiło włącznie z Dulkiewicz ośmioro kandydatów (m.in. wnuk Anny Walentynowicz oraz człowiek zwany Czerwonym Korsarzem, znany z tego, że zaczepia turystów na ulicach). Ale tylko troje zdołało zebrać na czas 3 tys. podpisów mieszkańców Gdańska wymagane do rejestracji kandydata przez PKW. Zatem o fotel prezydenta miasta będą rywalizować: Dulkiewicz, Grzegorz Braun i Marek Skiba. Braun to publicysta i reżyser filmów dokumentalnych (m.in. serial „Zamach smoleński”), sympatyk monarchizmu, zdeklarowany przeciwnik UE, kandydat na prezydenta RP w 2015 r. Z Gdańskiem nie ma nic wspólnego. Ale próbował już na starcie wyeliminować z gry liderkę wyścigu, zgłaszając do PKW zastrzeżenia formalne (chodziło o nieprawidłową nazwę komitetu wyborczego Dulkiewicz).

Marek Skiba, kandydat pisopodobny

Trzeci pretendent do fotela prezydenta, Marek Skiba, mgr inż. budownictwa, prowadzi firmę z branży budowlanej. Związany jest ze środowiskami okołoparafialnymi. Gospodarczy liberał, przeciwnik interwencjonizmu. Chciałby, aby przedsiębiorcy mieli większy wpływ na kierunek rozwoju miasta. W kwestiach społecznych – bardzo tradycjonalistyczny. Przeciwnik Europejskiej Karty Równości i gdańskiego „Modelu na rzecz równego traktowania”, czyli polityki miejskiej w stosunku do różnych grup, których prawa bywają naruszane (np. kobiet, seniorów, niepełnosprawnych, imigrantów, LGBT). Zwalcza także przygotowany przez samorząd program edukacyjny dla szkół „Zdrowe love”, będący częścią gdańskiego projektu in vitro. Krótko mówiąc, chciałby zawrócić miasto z drogi ku społeczeństwu otwartemu, tolerancyjnemu i nowoczesnemu, na którą to drogę w ostatnich latach wprowadził je Paweł Adamowicz.

Właśnie w ramach sprzeciwu wobec tego wszystkiego powstało stowarzyszenie Odpowiedzialny Gdańsk, do którego Marek Skiba należy. W tej kwestii jego poglądy są zbieżne zarówno z PiS, jak i ze stowarzyszeniem myGdańsk.pl, którego prezesem jest Andrzej Jaworski, były poseł PiS, człowiek ojca Rydzyka, jesienią 2018 r. zawieszony w prawach członka „za nielojalność”.

Zmiana warty w pomorskim PiS

„Nie jesteśmy partią polityczną i nie jesteśmy związani z żadnym środowiskiem politycznym. Nie mamy też poparcia ani z prawej, ani z lewej strony. Reprezentujemy rodziny i gdańszczan” – deklarował na starcie Marek Skiba. Ale teraz, gdy zyskał tak znaczącego fana jak Kacper Płażyński, szef gdańskich radnych PiS, pojawiły się też szanse na fanklub partyjny.

Na Pomorzu w PiS dokonuje się wymiana pokoleniowa. Po śmierci posłanki Jolanty Szczypińskiej, po zastąpieniu Janusza Śniadka w funkcji szefa struktur w Trójmieście Marcinem Horałą, po rozstaniu z partią osób, które naraziły się Śniadkowi, teraz można się spodziewać próby odbudowy szeregów, poszerzenia strefy wpływów, pozyskania ludzi nowych, bliskich ideowo. Poparcie dla Skiby, mimo deklaracji nieangażowania się PiS w te wybory, zdaje się ku temu zmierzać. Może, jak powiedział Płażyński, do tych wyborów nie będzie się szło z przyjemnością, ale żeby tak nic na nich nie ugrać politycznie?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną