Kraj

Czy afera taśmowa zachwieje poparciem dla PiS

Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński w kampanii samorządowej Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński w kampanii samorządowej Prawo i Sprawiedliwość / Facebook
A może kluczowe pytanie brzmi inaczej: czy wyborcy PiS mają dokąd odejść?

Od ostatnich miesięcy ubiegłego roku obóz władzy jest w wyraźnym kryzysie. Prawica niby wygrała wybory samorządowe, a w każdym razie głosowanie na radnych sejmików wojewódzkich. Jednak to zwycięstwo nie było tak wyraźne, jak na to liczono w centrali PiS na Nowogrodzkiej. Nieco przyćmiło je także wielkie lanie, jakie kandydaci PiS dostali w miastach, zarówno tych dużych (czego można się było spodziewać), jak i mniejszych (co już było pewną niespodzianką).

Czytaj też: Skończyła się kampania, zaczęła się kampania

Czarna seria skandali

Do tego PiS przydarzyła się czarna seria różnego rozmiaru afer i skandali. Zaczęło się od afery KNF i nagrania sugerującego, iż szef tej instytucji mógł żądać łapówki od prezesa banku. Potem rozpętała się burza wokół zarobków w NBP, którą dodatkowo podsyciła dezynwoltura prezesa banku centralnego Adama Glapińskiego. Prawie niezauważone przemknęły zatrzymania współpracowników byłego ministra obrony Antoniego Macierewicza, bo już „Gazeta Wyborcza” opublikowała „taśmy Kaczyńskiego” związane z planami budowy „srebrnych wież”.

PiS, z lepszym lub gorszym skutkiem, próbuje każdą z tych spraw z osobna wyjaśnić lub przykryć, ale całość wywołuje coraz gorsze wrażenie. Czasem ilość przechodzi w jakość, a liczba sytuacji kryzysowych, z którymi musi się mierzyć obóz władzy, jest rzeczywiście spora. Inaczej mówiąc, nazbierało się i wyborcy na pewno to dostrzegli.

Czytaj też: Dlaczego Kaczyński spotkał się z Ziobrą

Teflonowy PiS? Niekoniecznie

Jednocześnie wszystkie te kryzysy wydają się nie odbijać w partyjnych notowaniach PiS. Partia utrzymuje relatywnie wysokie poparcie, średnia sondażowa wciąż jest niewiele poniżej 40 proc. Wraca teza o teflonowym charakterze PiS: partii, do której żadna afera się nie przykleja, a wyborcy zawsze znajdują sposób na to, żeby wytłumaczyć sobie jej różne słabości.

Pytanie brzmi jednak, czy ta teza jest nadal trafną diagnozą rzeczywistości. Zwłaszcza że zmiany trendu w polityce na początku rzadko znajdują odzwierciedlenie w zwykłych sondażach preferencji partyjnych. Żeby przywołać klasyczne przykłady, ani afera Rywina w 2003–04 r., ani afera taśmowa w 2015 r., które przeorały polską scenę polityczną, w pierwszych miesiącach nie wywołały znaczących zmian w sondażach. Zmiana sposobu myślenia wyborców był widoczna dopiero po czasie.

Czytaj też: Wiosna rośnie na Platformie

Nie widać pomysłu

Symptomy zmiany już widać. PiS od dłuższego czasu zachowuje się reaktywnie: odpowiada na nadchodzące kryzysy. Na razie nie widać cienia nowego pomysłu, na którym można by było oprzeć kampanię w wyborach europejskich i parlamentarnych. PiS próbuje tworzyć nowe projekty na bazie starych, jak zespół muzyczny, który nagrał wielki przebój i komponuje kawałki do niego podobne, z nadzieją na kolejny sukces.

Z obozu PiS dochodzą słuchy, że rząd pracuje nad pomysłami i co tydzień będzie ogłaszał nowy, przykrywając inicjatywy opozycji. Na razie jednak trudno w to uwierzyć, bo kampania samorządowa została poprowadzona bez wyraźnego kierunku. Czy ktokolwiek pamięta jeszcze, jakie obietnice zostały zawarte w „piątce Morawieckiego”? Ostatnio rząd ogłosił nowy program „Dożywianie+”, obejmujący m.in. darmowe obiady dla dzieci w szkołach. Co ciekawe, brzmi to podobnie do jednego z punktów programu samorządowego PO.

Czytaj też: Kulejące prawo i sprawiedliwość

PiS zrobił swoje?

Może więc dotychczasowa rola PiS się wyczerpała? Programy socjalne (500+, płaca minimalna czy obniżenie wieku emerytalnego) straciły polityczną skuteczność. Inaczej mówiąc, wyborcy stwierdzili, że PiS zrobił swoje.

Premier Mateusz Morawiecki zresztą sam niedawno mówił: „Po tych trzech latach, gdy przeprowadziliśmy gruntowny remont naszego domu, jest teraz czas na spokój, stabilność. Jesteśmy po trzech latach, po wszystkich zmianach”. To bardzo ryzykowna metafora: jak ekipa remontowa kończy pracę, to się ją wysyła do domu.

Problem polega na tym, że dla wielu wyborców PiS wciąż nie ma realnej alternatywy, bo opozycja nie była w stanie zbudować wiarygodniej oferty dla elektoratu, który jest już gotowy odejść od partii rządzącej i szuka nowych propozycji. I nie chodzi tutaj o „żelazny elektorat” PiS, a raczej kilka punktów procentowych wyborców, którzy zaczęli głosować na prawicę w ostatnich wyborach, a teraz nie są do tego przekonani.

Być może właśnie o to toczy się dziś gra w polskiej polityce. O to, co jest w stanie przyciągnąć wyborców rozczarowanych prawicą.

Czytaj też: Modernizacyjny pic Morawieckiego

Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Nauki mistrza Kongfuzi

Chiński komunizm chciał odesłać nauki mistrza Kongfuzi na śmietnik historii, ale sam schodzi ze sceny. Za to autorzy azjatyckiego cudu gospodarczego chętnie kłaniają się duchowi Konfucjusza.

Adam Szostkiewicz
05.11.2019
Reklama