Kraj

Wymazać ze szlachetnej pamięci

Nie chcemy pamiętać o zbrodniach popełnionych przez Polaków na Żydach

Ks. Wojciech Lemański podczas obchodów rocznicy mordu w Jedwabnem, 10 lipca 2019 r. Ks. Wojciech Lemański podczas obchodów rocznicy mordu w Jedwabnem, 10 lipca 2019 r. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Żydowska droga krzyżowa: Jedwabne, Radziłów, Wąsosz, Szczuczyn, Goniądz, Bzury, Rajgród. Potem Kielce. I dziesiątki innych miejsc. Zatłuczeni pałkami, spaleni w stodołach, zastrzeleni. I nie pozostał nawet wstyd.

Coroczny marsz szlakiem śmierci zwyczajowo zaczyna się w rocznicę spalenia żydowskich mieszkańców przez polskich sąsiadów w Jedwabnem 10 lipca, ale chronologicznie pierwszy był pobliski Wąsosz – tam zabijano od końca czerwca 1941 r. do przynajmniej 5 lipca. Potem oddalony o kilkanaście kilometrów Radziłów, gdzie do spalenia ok. 500 obywateli polskich narodowości żydowskiej doszło 7 lipca 1941 r. Fala mordów rozlewała się szeroko: Goniądz, Rajgród, Szczuczyn. Jasionówka i Brańsk.

W Bzurach pod Szczucinem prawdopodobnie w sierpniu 1941 r. zatłuczono na śmierć ok. 20 żydowskich dziewcząt. Niektóre zgwałcono. Zrobili to Polacy ze Szczucina, Bzur i okolic. Z czystego okrucieństwa, bo rabować nie było czego. Do zbrodni przygotowali się zawczasu, okuli pałki metalem i znaleźli w środku lasu odpowiednie miejsce. Zmasakrowane ciała ukryli w dwóch dołach i zasypali je. Nikt nie miał się dowiedzieć, ale po wojnie ktoś złożył zeznania. Skazano jednego sprawcę. Dostał karę śmierci zamienioną później na więzienie.

To, co stało się po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 r. na wschodzie dzisiejszej Polski, nie zostało i nigdy nie zostanie wytłumaczone. Podobnie jak pogrom w Kielcach 4 lipca 1946 r. Na pewno nie jest usprawiedliwieniem rzekoma lub rzeczywista inspiracja najpierw niemiecka, a w Kielcach ubecka. Polskich sąsiadów miano umiejętnie sprowokować do morderczego szaleństwa, ale żadnej prowokacji nie uda się przeprowadzić, jeżeli nie pada na odpowiedni grunt. Trzeba dyszeć nienawiścią, trzeba mieć rabunek we krwi, aby dać się komukolwiek poprowadzić za rękę do zbrodni.

Dzisiaj powraca jak mantra opowieść, że była to słuszna zemsta za kolaborację żydowskiej ludności tych ziem z władzą przyniesioną na radzieckich bagnetach po 17 stycznia 1939 r. Zemsta na kim? Na dzieciach, kobietach i starcach? Zabijano przecież jak leci, do stodół w Jedwabnem i Radziłowie spędzono wszystkich i bez sądu wykonano wyrok najstraszliwszy ze straszliwych, bo jak inaczej nazwać spalenie ludzi żywcem?

Jedwabne nie tęskni za Żydami

Przy drodze na obrzeżu Jedwabnego, tam, gdzie spalono stodołę z ludźmi, ustawiają się osobówki. Rejestracje z całej Polski. Ok. 200 osób gromadzi się przed obeliskiem. – Miejsce takie jak to – mówi ks. Wojciech Lemańskiwymaga, aby się zatrzymać.

Anna Azari, ambasador Izraela: – Tu mieszkańcy Jedwabnego wymordowali mieszkańców Jedwabnego. Jeżeli zapomnimy o przeszłości, nigdy nie zbudujemy przyszłości.

Rabin Michael Schudrich zauważa: – Przyjeżdżaliśmy w kilkanaście osób, to cieszy, że jest was coraz więcej.

Ks. Lemański i ks. Andrzej Luter przyjechali nie jako wysłannicy Kościoła katolickiego, ale z własnej potrzeby. Są jeszcze dwaj duchowni protestanccy i wspomniany rabin. W imieniu prezydenta RP wieniec składa minister z jego kancelarii Wojciech Kolarski, a w imieniu premiera – jeden z urzędników niższego szczebla. Brakuje tego, który ma najbliżej, burmistrza Jedwabnego. Podobnie jak jego poprzednik (obaj z PiS) ostentacyjnie co roku 10 lipca jest bardzo zajęty swoimi sprawami. W wywiadach mówi o infrastrukturze, budowaniu dróg. Ale potrzeby remontu dwustumetrowego pełnego dziur i wybojów klepiska wiodącego do obelisku nie dostrzega. „Nie mamy tego w planach” – mówi lokalnej prasie bez zażenowania.

Na jednym z wieńców napis: „Od ludzi dobrej woli – mieszkańcy Jedwabnego i okolic”. Wieniec złożył 33-letni Kamil, socjolog mieszkający w Białymstoku. Pełni dzisiaj funkcję dyżurnego przedstawiciela miejscowych, bo urodził się kilka kilometrów od Jedwabnego, a nikt inny z tutejszych uroczystości przy pomniku nie zaszczycił. No, może poza starszą mieszkanką, która po ponad 30 latach pobytu w USA wróciła i stanęła przed pomnikiem, aby dać świadectwo prawdzie. Kiedy ks. Lemański zapytał ją, jaka to prawda, odpowiedziała, patrząc mu w oczy: „To zrobili Niemcy, nikt inny”.

Socjolog Kamil pamięta moment, kiedy Jedwabne dowiedziało się, że świat już wie, co się tu zdarzyło. – Ludzie zrozumieli, że trzeba z tym się zmierzyć, ale nie mieli pojęcia, jak to uczynić – mówi. – Łatwo poszli za tymi, którzy podpowiadali im, że to jest wyłącznie wina Niemców.

Burmistrza Krzysztofa Godlewskiego, za którego kadencji postawiono w 2001 r. pomnik ku czci pomordowanych, zaszczuto. Wyjechał na stałe do USA. Na pomniku ktoś wyrysował swastyki. Miejscowi okopali się na pozycjach. I wciąż jak echo rozbrzmiewa: to nie nasi zrobili, to Niemcy!

Kamil ma nadzieję, że jedwabieńskie młode pokolenie poczuje potrzebę prawdy. Nie chodzi o ekspiację i bicie się w piersi, ale zwykłe wykazanie empatii dla ofiar. Wie, że to grozi w najlepszym przypadku ostracyzmem, ale wierzy, że odważni się znajdą.

Już się chyba znaleźli, bo w nocy po uroczystości ktoś namalował na parkanie w Jedwabnem wielki napis: „Tęsknię za Tobą, Żydzie”. To nawiązanie do akcji performera Rafała Betlejewskiego, który kilkanaście lat temu przekonywał, że słowa umieszczane w różnych miejscach służą odzyskiwaniu prawdziwego znaczenia słowa „Żyd”, wyrwaniu go antysemitom. Miejscowi nie zgodzili się chyba z tym przesłaniem – ktoś doniósł na policję, że miasto zbezczeszczono, a parkan skalano. Przecież Jedwabne nie tęskni za swoimi Żydami.

Obojętność większości wobec Żydów i prawdy

Z prawdą trudno się mierzyć. Chociaż publicyści i historycy Jan Tomasz Gross, Barbara Engelking, Krzysztof Persak, Paweł Machcewicz czy Mirosław Tryczyk już w miarę dokładnie opisali w licznych pracach, co naprawdę zdarzyło się w Jedwabnem i wielu miejscowościach tego regionu, to trwają próby zdeprecjonowania ich ustaleń. Sam prezes IPN Jarosław Szarek twierdził, że „wykonawcami tej zbrodni byli Niemcy, którzy wykorzystali w tej machinie własnego terroru – pod przymusem – grupkę Polaków”.

Dokładnie taka narracja obowiązywała w PRL. Na pomniku w Radziłowie tkwi tablica ze starym napisem: „W sierpniu 1941 r. faszyści zamordowali 800 osób narodowości żydowskiej, z tych 500 spalili żywcem w stodole. Cześć ich pamięci”. Pomylono nie tylko datę, ale wskazano nie tych winnych. Podobnie w Szczuczynie, gdzie, jak wynika z tablicy, „faszyści bestialsko zamordowali 600 osób narodowości żydowskiej”. Na innych pomnikach, tablicach i obeliskach nie wskazywano już co prawda faszystów, ale sprawców przemilczano.

O pogromie w Kielcach w 1946 r. i mniejszych pogromach w okolicznych miejscowościach prasa z tamtego czasu skromnie poinformowała, ale potem przez lata panowała cisza, jakby nigdy nic. Jeden z polskich oficerów armii na Zachodzie, zdemobilizowany po wojnie, znalazł się na terenie dzisiejszego Izraela i został obity kijami przez chasydów. Krzyczeli: „Za Kielce, za Kielce!”. Dopiero po 40 latach dowiedział się z reportażu „Mroczne Stany” Jerzego Morawskiego i niżej podpisanego („Przegląd Tygodniowy”), co wydarzyło się w Kielcach i za co go pobito.

Co roku 4 lipca przez Kielce idzie Marsz Pamięci i Modlitwy dla uczczenia ofiar pogromu. Bogdan Białek, szef stowarzyszenia im. Jana Karskiego, które organizuje te uroczystości, przypomniał w tym roku, że w pierwszym marszu 19 lat wcześniej wzięły udział trzy osoby, a w mieście wyczuwało się wrogość. Kielce nie chciały pamiętać. W tym roku przeszło przez miasto już kilkaset osób, ale większość pozostaje obojętna.

To normalne, że chcemy zachować wyłącznie szlachetne czyny naszych przodków, a wyprzeć ich bestialstwo, bo wierzymy, że Polacy są przecież narodem ofiar, a nie sprawców. Jeżeli już okrutnie zabijano żydowskich sąsiadów, to odpowiedzialnością chętnie obarczamy motłoch, który łatwo sprowokować. Ale to już nie motłoch przyglądał się zbrodni w milczeniu, przyzwalał na nią, a potem przez lata trwał w swoistej omercie. I trwa do dzisiaj.

Prawda wyrasta spod ziemi

Przy pomniku ofiar w Szczuczynie rabin Schudrich wyciąga telefon i łączy się z matką. Transmituje jej na żywo modlitwy przy symbolicznym grobie. Mówi do zgromadzonych, że wśród zabitych był jej stryjek. Wymienia jego nazwisko i nagle ofiara straszliwego pogromu przestaje być anonimowym cieniem z przeszłości.

W pobliskich Bzurach, w środku lasu, rabin, katoliccy i protestanccy księża wspólnie modlą się nad symbolicznym grobem żydowskich dziewcząt. Wśród kamieni umieszczono cytat jednego z psalmów: „Prawda spod ziemi wyrasta, a sprawiedliwość z nieba spoziera”. Ale za tę zbrodnię ludzka sprawiedliwość sprawców nie dosięgła.

Mirosław Tryczyk opisuje w „Miastach Śmierci” scenę, kiedy tuż po wkroczeniu Niemców do Radziłowa pod koniec czerwca 1941 r. przyszła do nowych okupantów delegacja polskich mieszkańców z pytaniem, jaka grozi kara za zabicie Żyda. „Niemcy odpowiedzieli, że Żydów nie chroni żadne prawo i można z nimi czynić, co się podoba” – Tryczyk przytacza jedną z relacji. I natychmiast rusza fala rabunków, gwałtów i pojedynczych zabójstw.

Podobnie jak w Jedwabnem i innych miejscowościach. Wszystko pod okiem Niemców i za ich przyzwoleniem, ale przeprowadzane przez prawdziwych Polaków. W tym rejonie w okresie międzywojennym silne były wpływy endeckie i bardziej radykalnych polskich faszystów spod znaku ONR. Część z nich zasiliła zaraz po wojnie szeregi tzw. żołnierzy niezłomnych. Walczyli z władzą ludową, ale przy okazji mordowali cywilów: Żydów, Ukraińców, Białorusinów i Polaków – swoich sąsiadów. Dzisiaj IPN pod rządami nominata PiS Jarosława Szarka uczestniczy w apologizowaniu żołnierzy wyklętych, których na sztandarach umieszczają nacjonaliści ze współczesnego ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. Historia zatacza koło.

Prawda o zbrodniach popełnionych na społeczności żydowskiej latem 1941 r. wyrasta spod ziemi, gdzie ukryto ofiary. I z tą prawdą trzeba się zmierzyć, bo tego wymaga sprawiedliwość. Usłyszeć krzyk mordowanych i dostrzec ich oprawców.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną