Kraj

Co mówili biskupi w najważniejszych świątecznych homiliach?

Biskup polowy Józef Guzdek Biskup polowy Józef Guzdek Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
W porównaniu z homilią bp. Guzdka w Katowicach wystąpienie abp. Pawłowskiego na Jasnej Górze rozczarowało: wyszło mało Franciszkowo, a bardziej radiomaryjnie.

15 sierpnia mamy w Polsce podwójne święto. Świeckie i państwowe to Dzień Wojska Polskiego, a uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – kościelne i katolickie. To drugie nawiązuje do dogmatu ogłoszonego przez papieża Piusa XII w 1950 r. Inne Kościoły chrześcijańskie tego dogmatu nie uznają, a więc święta nie obchodzą na modłę Kościoła rzymskiego.

Czytaj też: Oskarżam biskupów, księży i świeckich mojego Kościoła

Zrost święta wojskowego z religijnym

Oczywiście, polskie święto wojskowe podlega polityce historycznej. W II RP związano je ze zwycięską Bitwą Warszawską toczoną w ramach wojny polsko-bolszewickiej. Potoczne określenie „cud nad Wisłą” lansowała endecka prawica, by wyrobić w społeczeństwie przekonanie, że zwycięstwo Polska zawdzięczała opiece Matki Boskiej, a nie talentowi wojskowemu znienawidzonego przez endecję marszałka Piłsudskiego. Nawiasem mówiąc, do tej „narracji” odwołał się teraz biskup prasko-warszawski Romuald Kamiński, mówiąc, że w Bitwie Warszawskiej „decydujące słowo należało do Boga”.

W Polsce Ludowej wojsko świętowało w rocznicę bitwy pod Lenino, a Bitwa Warszawska trafiła do magazynu historii narodowej. Datę 15 sierpnia jako Święta Wojska Polskiego przywrócono w ustawą w 1992 r., za premierostwa Hanny Suchockiej z Unii Demokratycznej. Święto wydobyto z magazynu, aby podkreślić, że w pełni niepodległe państwo polskie respektuje tradycję historyczną. I tak zostało do dziś.

Zrost święta wojskowego z religijnym jest zarazem przykładem kulturowej dominacji katolicyzmu w naszym kraju. Można to zrozumieć, byle nie dochodziło z tej okazji do politycznych nadużyć, np. na użytek wyborczy.

Czytaj też: Kościół w czasach zarazy

Dwie homilie, jedna rozczarowująca

Tym razem władze państwowe nie uległy tej pokusie w sposób drastyczny. Dwa najważniejsze wystąpienia przedstawicieli Kościoła również, choć drugie, na Jasnej Górze, było blisko.

Rzymskokatolicki biskup polowy Wojska Polskiego bp Józef Guzdek wygłosił w Katowicach, podczas przeniesionych z Warszawy centralnych obchodów święta wojskowego, kazanie patriotyczno-historyczne, unikające akcentów konfrontacyjnych. Powiązał je z rocznicami wybuchu pierwszego powstania śląskiego i stulecia nawiązania stosunków dyplomatycznych między Rzeczpospolitą a Stolicą Apostolską.

Na Jasnej Górze przemawiał gość z watykańskiej „kancelarii premiera” abp Jan Pawłowski. Kazanie także powiązał ze stuleciem nawiązania stosunków dyplomatycznych między RP a Stolicą Apostolską. Zaznaczył, że Kościół życzy dobrze wszystkim ludziom, także tym, „którzy go obrażają”. Nie użył modnej dziś w kościelnym przekazie mantry o „ideologii LGBT i gender”, choć wspomniał o „różnych ideologiach” i nie omieszkał wezwać „pseudoartystów” i „pseudopolityków”, żeby się nawrócili, nim staną przed Bogiem. W porównaniu z homilią bp. Guzdka wystąpienie abp. Pawłowskiego rozczarowało: wyszło mało Franciszkowo, a bardziej radiomaryjnie.

Czytaj też: „Religia staje się uzasadnieniem aktów agresji”. Nauczyciele piszą do prymasa

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Historia słynnego agenta 007

23 filmy, sześciu aktorów użyczających twarzy głównemu bohaterowi, mnóstwo wypitych Martini, rozbitych aut i uwiedzionych kobiet. Filmowy James Bond, od pięciu dekad obecny na ekranach, pobił rekord, do którego nie zbliżyła się żadna inna filmowa seria.

Katarzyna Czajka
02.10.2012
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną