Kraj

Klauzula sumienia w usługach, czyli PiS walczy o prawo do wykluczania

Marsz Równości w Krakowie, 2019 r. Marsz Równości w Krakowie, 2019 r. Adrianna Bochenek / Agencja Gazeta
Sąd Apelacyjny w Łodzi uchylił wyrok uznający drukarza winnym wykroczenia odmowy wykonania usługi z przyczyn homofobicznych. I umorzył sprawę. Kampania Przeciw Homofobii chce iść ze sprawą do Sądu Najwyższego.

Jeśli Kampania Przeciw Homofobii zdecyduje się na ten ruch, Sądowi Najwyższemu przyjdzie oceniać, czy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, na podstawie którego sąd w Łodzi umorzył sprawę, jest ważny. Do takiej sytuacji doprowadziło dążenie PiS do przejęcia władzy sądowniczej w Polsce.

Drugi znak czasu: w sprawie, wniesionej na wniosek prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, orzekł dziś sędzia, który jest delegowany do Sądu Apelacyjnego przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i w każdej chwili może być odwołany. Mało tego, ubiega się o awans do Sądu Apelacyjnego i jest już pozytywnie zaopiniowany przez neo-KRS. Czeka na powołanie przez prezydenta. A Andrzej Duda potrafi nie powołać sędziego, którego orzecznictwo mu się nie podoba.

Czytaj także: Wyrok, który pokazuje chaos, jaki wywołał PiS

Sprawa drukarza a praworządność

KPH chciała, aby Sąd Apelacyjny zadał w tej sprawie pytanie prejudycjalne Trybunałowi Sprawiedliwości UE, ponieważ dotyczy ona kwestii równości dostępu do usług i równego traktowania. Wnioskowała też o wyłączenie sędziego, którego dalszy los jest uzależniony od władzy wykonawczej, ze względu na możliwy brak bezstronności. Sąd nie zgodził się na to, bo – jak nam wyjaśniła pełnomocniczka KPH w tej sprawie adw. Karolina Gierdal – nie ma takiej podstawy wyłączenia jak czekający awans czy orzekanie na delegacji.

Rzeczywiście nie ma, ale art. 49 Kodeksu postępowania cywilnego mówi, że „sąd wyłącza sędziego na jego żądanie lub na wniosek strony, jeżeli istnieje okoliczność tego rodzaju, że mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności sędziego w danej sprawie”. W normalnym, praworządnym państwie awans sędziego nie zależy od tego, jak władza polityczna ocenia jego orzecznictwo. I przez lata tak było w Polsce: fakt delegowania do sądu wyższej instancji czy oczekiwanie na awans nie miało wpływu na kierunek orzecznictwa. Sędziowie nie zastanawiali się, czy władzy politycznej spodoba się ten czy inny wyrok. Już tak nie jest. I to kolejny znak czasu – czy raczej piętno partii rządzącej odciśnięte na wymiarze sprawiedliwości.

„W Polsce trwa kryzys praworządności, a sprawa drukarza z Łodzi tylko to potwierdza. Na skutek decyzji podejmowanych przez przedstawicieli partii rządzącej status i autorytet Trybunału Konstytucyjnego został podważony. A to poddaje w wątpliwość moc prawną wyroków wydawanych w oparciu o jego orzeczenia przy udziale sędziów dublerów. Nie ma naszej zgody na poświęcanie praw i wolności człowieka w celu osiągnięcia bieżących interesów władzy. Dlatego będziemy walczyć dalej i składamy apelację do Sądu Najwyższego” – napisała w komunikacie po dzisiejszym wyroku Kampania Przeciw Homofobii.

Czytaj także: Sumienie drukarza

Kolejna odsłona ideologicznej walki PiS

Sprawa drukarza to pole walki ideologicznej PiS, do której używa sądów i przejętego Trybunału Konstytucyjnego. Drukarz przyjął zlecenie druku plakatu z logo organizacji, a kiedy okazało się, że to logo „LGBT Biznes Forum”, odmówił, twierdząc, że firma, w której pracuje, nie popiera działań organizacji LGBT. Kiedy sprawa trafiła do sądu – zarzut 138 Kodeksu wykroczeń (usługodawca, który odmówi usługi „bez uzasadnionej przyczyny”, może dostać grzywnę) – tłumaczył się przekonaniami religijnymi.

PiS potraktował tę sprawę jako atak wrogiej ideologii. Odżyły argumenty, że każdy ma prawo do sprzeciwu sumienia w każdej dziedzinie, także w usługach. Przywoływano przykłady wyroków w USA, gdzie sądy orzekały wielusettysięczne odszkodowania od cukiernika, który odmówił wykonania tortu na wesele pary gejów, czy kwiaciarki, która takiego wesela nie chciała umaić kwiatami. W polskich warunkach te wyroki rzeczywiście mogły wyglądać na prześladowania za przekonania, ale w USA horrendalne odszkodowania są normą.

Drukarz nie dostał nawet grzywny – sądy odstąpiły od wymierzenia kary. Mimo to jego skazanie stało się symbolem prześladowania za wierność religii. Podniosły się głosy, że prawo odmowy goszczenia pary gejów powinien mieć też np. hotelarz. A już kilka lat wcześniej urzędnicy stanu cywilnego określający się jako katolicy zapowiadali, że będą odmawiać wydania dokumentów zaświadczających o stanie cywilnym, jeśli mogłyby być użyte do zawarcia jednopłciowego związku za granicą.

Czytaj także: W Polsce rządzi sumienie władzy

Zbigniew Ziobro dostał, czego chciał

W tej atmosferze latem 2018 r. w sprawie drukarza, na wniosek prokuratora generalnego, orzekł Sąd Najwyższy. Wyrok uzasadnił naprawdę umiarkowanie: nie wykluczył, że gdyby w sprawie chodziło o przekonania religijne, mógłby rozstrzygnąć inaczej, ale drukarz motywował odmowę niechęcią do postulatów osób LGBT, a nie swoją wiarą. Zaś na plakacie, który miał wydrukować, nie było żadnych treści dotyczących tych postulatów, a więc jego praca nie przyczyniłaby się do ich propagowania.

Na to PiS użył Trybunału Konstytucyjnego, który – w składzie z dublerem – w czerwcu mijającego roku po prostu wyrzucił z Kodeksu wykroczeń art. 138, pozbawiając w ten sposób ochrony przed dyskryminacją w usługach nie tylko ze względu na orientację seksualną, ale też np. niepełnosprawność, wiek, przekonania czy stan rodzinny (por. sprawa karmiącej matki wyproszonej z restauracji). TK uznał, że art. 138 kodeksu jest sprzeczny z zasadą proporcjonalności wynikającą z zasady demokratycznego państwa prawa. Dubler Mariusz Muszyński uzasadniał wyrok, dowodząc, że ten przepis w zamiarze ustawodawcy nie miał chronić przed dyskryminacją. I że nie chroni, bo ukaranie kogoś za nieświadczenie usługi nie spowoduje, że klient tę usługę dostanie. A sankcja (grzywna) jest za mała, żeby przepis pełnił funkcję wychowawczą. Zatem „ukaranie usługodawcy nie realizuje celu antydyskryminacyjnego” (którego ponoć nie ma...).

Dalsze uzasadnienie wyroku było równie pokrętne. Ale nie o uzasadnienie chodziło, tylko o usunięcie przepisu – i to zadanie Trybunał Julii Przyłębskiej wykonał. W takiej sytuacji skazany może wnieść o wznowienie sprawy i uniewinnienie. Zrobił to prokurator Zbigniew Ziobro. I dziś dostał, czego chciał.

Czytaj także: Jak PiS igra ze środowiskiem LGBT

PiS znów dzieli Polaków na sorty

W tej sprawie opinię przyjaciela sądu złożyła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Dowodzi w niej m.in., że wyrok Trybunału Konstytucyjnego powinien być zbadany pod kątem ważności, skoro w orzekaniu brał udział dubler, a wyrok poprzedziły manipulacje składem sądzącym przez Julię Przyłębską, co do której też jest wątpliwość, czy została prawomocnie wybrana prezesem TK. Teraz dochodzi kolejny zarzut: bezstronności sądu apelacyjnego.

I taki pasztet dostanie do osądzenia Sąd Najwyższy.

Wojna PiS z sądami i z własnymi obywatelami „gorszego sortu” mnoży patologie i dezorganizuje państwo. W przypadku usług utrzymanie tej swoistej klauzuli sumienia może mieć olbrzymie znaczenie, zważywszy że coraz więcej funkcji usługowych państwa się prywatyzuje – włączając ochronę zdrowia, edukację, usługi socjalne, nie mówiąc o kulturze czy sporcie. Skutkiem urzeczywistniania klauzuli sumienia w usługach może być segregacja obywateli, powstawanie odrębnych sieci usług dla grup wykluczanych. Społecznych gett.

Jan Hartman: Żydów nie obsługujemy

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną