Kraj

Kidawa-Błońska ma przeprosić. Za całokształt

Małgorzata Kidawa-Błońska prowadzi zbiórkę na WOŚP w Gdańsku, 2020 r. Małgorzata Kidawa-Błońska prowadzi zbiórkę na WOŚP w Gdańsku, 2020 r. Mateusz Słodkowski / Forum
Propaganda na rzecz Andrzeja Dudy zmierza do uczynienia z Małgorzaty Kidawy-Błońskiej przywódczyni zadymiarzy i osoby zobowiązanej do przepraszania za wszystko i jeszcze trochę.

Małgorzata Kidawa-Błońska ma przeprosić. Ale nie tylko za to, o czym prawią szef kampanii pisantyjskiej (akuratne słowo wymyślone przez jednego z internautów) p. Sobolewski, wicerzecznik partii p. Fogiel i inni, czyli za bratanie się z osobami zakłócającymi występ p. Dudy w Pucku. Otóż p. Kidawa-Błońska powinna przeprosić za to, że dała zły przykład, bratając się ze zwykłymi obywatelami bez asystencji policji i ochroniarzy. Jakże tak można? Przecież gdy tylko Zwykły Poseł lub Handlarz Pokościelnym Mieniem Bezspadkowym raczą wkroczyć w przestrzeń publiczną, od razu pojawiają się punkty w postaci ochroniarzy, którzy ustalają współrzędne swobodnego dostępu do asów tzw. dobrej zmiany.

Kidawa-Błońska ściska obywateli

Innym przykładem był p. Kuchciński, który chyżo zbiegał po sejmowych schodach z czwórką strażników. A tu takie fopas, kandydatka na urząd prezydenta ściska się z jakimiś ludźmi. Daje okrutnie zły przykład i absolutnie powinna przeprosić za nieodpowiedzialne i antypolskie zachowanie. Wina p. Kidawy-Błońskiej jest tym większa, że – jak zauważył p. Sobolewski i co potwierdził p. Fogiel – weszła w bezpośrednią bliskość fizyczną z osobami (nawet tej samej płci, co jest podejrzane samo w sobie), które rzucały nieprzyjazne, wręcz nieprzyzwoite okrzyki pod adresem p. Dudy.

W jaki sposób zidentyfikowano, że p. Kidawa obściskiwała się z wydającymi owe wrzaski? To bardzo proste, wystarczy spojrzeć na zdjęcie, jakie pokazał p. Fogiel, wybitny fachowiec od lipreadingu (czytania z warg; nawet nieruchomych). Spojrzał na fotkę, zobaczył uściski i usłyszał, co było mówione. Mało tego. Jak ustaliła znana z obiektywizmu stacja TVP Info (=DezInfo), a potwierdził sam p. Mucha z kancelarii prezydenta, wśród osób wykrzykujących to i owo pod adresem p. Dudy byli przyjezdni z Warszawy, ba, nawet z KOD, co można było poznać po przyczepie ze stołecznymi numerami rejestracyjnymi, także widzianej w Al. Ujazdowskich.

A skoro byli z Warszawy, to p. Kidawa-Błońska niechybnie ich znała. Nie zdziwiłbym się, gdyby np. p. Rachoń (też z TVP DezInfo) powziął wiedzę, że to właśnie opozycyjna kandydatka na urząd prezydenta namówiła stołecznych wichrzycieli, a może nawet warchołów à la ci z 1976 r. w Radomiu (to żadna aluzja do wiceministra sprawiedliwości) na przyjazd do Pucka i okazywanie niechęci p. Dudzie. Lokalni dobrozmieńcy byli na tyle czujni, że dostrzegli wśród demonstrujących ludzi z Gdańska. Jeszcze nie wiadomo, czy to znajomi p. Kidawy-Błońskiej, ale pewnie tak. Identyfikacja trwa, ba, pewnie zakończyła się sukcesem, zanim ją podjęto.

Daniel Passent: Gwizdać na prezydenta? Tak, ale

Zorganizowana grupa atakuje Dudę

W ogólności to przecież niezwyczajnie dziwaczne i naganne, że ktoś jedzie z Warszawy lub nawet Gdańska do Pucka, aby uskuteczniać polityczną manifestację dla kombinowania ulicy i zagranicy w antyrządową (a więc antypolską) demonstrację. Zupełnie inaczej jest, gdy wynajęte autobusy (a nie prywatne przyczepy) przywożą grupy pod szyldem „Kluby Gazety Polskiej”, aby przedstawiciele suwerena mogli popierać nowelizację ustawy o sądach.

Jak intencja jest dobra, to i jej realizację należy uznać za całkowicie zasadną. Podobnie było w 1968 r., gdy dowożono klasę robotniczą do Warszawy, by wzywała studentów do nauki i literatów do pióra. Teraz bojówki (pardon, kluby) pod wodzą p. Sakiewicza apelują do sędziów, aby przestali politykować i zabrali się do orzekania. Akcja odbiła się szerokim echem w świecie dzięki p. Wiśniewskiej (europosłance z PiS), która zapytała w Parlamencie Europejskim, czy wie, że 20 tys. Polaków poparło reformy sądowe podpisane przez p. Dudę. Niestety, miny zagranicznych koleżanek i kolegów świadczyły o niewiedzy w sprawie, o której prawiła. Z drugiej strony twarze p. Jakiego, p. Szydło, p. Zalewskiej, p. Tarczyńskiego, p. Kuźmiuka i p. Rafalskiej wyrażały głęboki sukces z powodu tak wydatnej więzi ludu z rządem.

Całą sprawę zgrabnie podsumował wspomniany p. Kuźmiuk, człek stały w politycznych uczuciach, bo wędrował od PSL przez PSL „Piast” do PiS (on był stały, tylko partie się zmieniały – by zaadaptować fraszkę Sztaudyngera): „Doszło do sytuacji skandalicznej, do jakiej nigdy dojść nie powinno. Podczas uroczystości państwowej zaatakowano brutalnie urzędującego prezydenta RP. Nie był to jednak tylko atak na głowę państwa. Odbywał się on w setną rocznicę zaślubin Polski z morzem”.

Pan Kuźmiuk ma tzw. słuszną rację. Przecież prawdziwa (czyli występująca wówczas, gdy nie ma zwykłej, by przypomnieć Mrożka) demokracja nie na tym polega, że urzędujący prezydent jest krytykowany, ba, nawet brutalnie atakowany, i to w czasie państwowej uroczystości. Pan Kuźmiuk wyjaśnił, że co innego, gdy ktoś był atakowany, jak p. Komorowski, na wiecach wyborczych: „Na wiecu też są to działania nieładne, miejsca mieć nie powinny, ale są jeszcze jakoś wytłumaczalne. Tu mamy atak na uroczystościach państwowych, patriotycznych”.

Zapytano go o niegdysiejsze gwizdy na Powązkach wobec p. Gronkiewicz-Waltz i p. Bartoszewskiego. Pan Kuźmiuk zaripostował: „W żaden sposób nie można tych spraw – tego, co działo się w Warszawie, i tego, co działo się w Pucku – porównywać. Dlatego, że tam były to pojedyncze gwizdy prywatnych osób. Tu mamy do czynienia z objazdową grupą, która regularnie pojawia się na różnych spotkaniach, uroczystościach, wiecach. Pojawia tylko po to, by je zakłócać, by obrażać. Przynajmniej kilka z tych osób, które pokazały media, kojarzę doskonale – byli obecni podczas moich spotkań z mieszkańcami Mazowsza. Atakowali spotkania w Warszawie. A teraz byli w Pucku. Więc jest to zorganizowana grupa. W dodatku te spotkania polityków PO, członków sztabu wyborczego Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z tymi ludźmi, jednego senatora, fraternizowanie się z nimi – świadczy o przyzwoleniu ze strony PO na takie zachowania. A przyzwolenia być nie powinno”. Musowo, nie powinno.

Adam Szostkiewicz: Gwizdy za gwizdy. Czysty „kalizm”

W Lubartowie krótko o ekologii

To wielkie szczęście, że skojarzeniowe sposobności p. Kuźmiuka są tak doskonałe, co umożliwia rozeznanie się w tym, jak ma być i na co powinno być przyzwolenie. Wzorem jest spotkanie p. Dudy w Lubartowie, na którym ogłosił radosną i nieoczekiwaną nowinę, że jednak zamierza powtórnie kandydować na urząd prezydenta RP. W zgromadzeniu pojawił się chłopiec domagający się wzięcia klimatu pod prezydencką ochronę. Miał ze sobą stosowny transparent, który mu rzeczywista ochrona p. Dudy, zarówno ta oficjalna, jak i ta samozwańcza, chciała odebrać, oczywiście z ujmującą łagodnością.

Nic z tych rzeczy, bo p. Duda ujął się za chłopcem i zaczął z nim rozmawiać jak Polak z Polakiem. Wyjaśnił mu, że rząd (ten, bo inne nie) dbał, dba i będzie dbał o ekologię, czego prezydent pilnował, pilnuje i będzie pilnował, aczkolwiek w ramach praktyki mającej na uwadze zrównoważony rozwój. Zachęcił też młodzieńca do aktywnego sadzenia drzew w ramach akcji rozpoczętej przez prezydencką parę. Łaskawość p. Dudy była oczywista, ale zepsuło ją gapiostwo kamerzystów. Otóż uchwycili oni moment wyprowadzania, dość obcesowego, młodego człowieka, już przez powołane do tego właściwe organy. Dały mu do zrozumienia, że jego rola jest zakończona. I teraz nie wiadomo, czy chłopakowi udało się przez przypadek dotrzeć w pobliże pisantyjskiego oblicza p. Dudy, czy też zainscenizowano ustawkę.

Czytaj też: Zaskakują tak niezdarne początki kampanii Dudy

Beata Kempa nie przeprosi za Biedronia

Tak czy inaczej – niech smarkacz energicznie weźmie się do sadzenia drzew, bo jest to problem palący. Oto dowiadujemy się, że ma powstać nowa odkrywkowa kopalnia węgla w Złoczewie mająca fedrować dla Bełchatowa. Małe piwo, zburzy się 33 wsi, przesiedli 3 tys. ludzi, wytnie parę lasów i będzie git. Tedy młodzi ekolodzy mają co robić i należy ich do tego zachęcać, a nie przeszkadzać. Wina p. Kidawy-Błońskiej jest oczywista w tym wypadku. Miast współdziałać z p. Dudą i budować porozumienie ponad podziałami i popierać ekologiczne działania obecnej głowy (?) państwa, fraternizuje się z zadymiarzami. Powinna uderzyć się w piersi i wołać: „Mea culpa, mea maxima culpa”.

Czytaj też: Koniec kopalni odkrywkowych?

Z drugiej strony nie ma za co przepraszać. Na przykład p. Kempa nie musi, a nawet nie powinna przepraszać za prognozę, kto zostanie pierwszą damą, gdyby p. Biedroń wygrał wybory. Pani Kempa straszliwie się nacierpiała, gdy w Warszawie pojawiły się transparenty: „Saska przeprasza za Kępę”. Zacna p. Becia (pardon za poufałość) nie kryła oburzenia z powodu takiego potraktowania jej nazwiska. „Mój mąż nazywa się Kempa”, informowała w telewizorze i zapewne poza nim. Ma więc słuszną rację, aby tak reagować w sprawie p. Biedronia, jak to uczyniła, w przeciwieństwie do tych, którzy bezrozumnie protestowali przeciw używaniu nazwy Komoruski wobec poprzednika p. Dudy. Co prawda, to prawda, żadne wykręty totalsów i ich zwolenników nie pomogą.

Pan Małkowski, ksiądz i ostatecznie kapelan tzw. dobrej zmiany, miał przecież powody, aby odprawiać publiczne egzorcyzmy w celu wypędzenia szatana z Pałacu Prezydenckiego, a nie czynił tego, co znaczące, po 2015 r., o którym chciałoby się powiedzieć za wieszczem: „O roku ów! kto ciebie widział w naszym kraju! (...) O tobie bajać, dotąd pieśń o tobie marzy. Z dawna byłeś niebieskim oznajmiony cudem i poprzedzony głuchą wieścią między ludem”.

Panowie Wójcik i Warchoł (żadna aluzja do tych z Radomia), cwałując tym tropem, ujawnili w swoim komentarzu do niedawnego raportu NIK, że: „To nie jest raport pana prezesa Banasia, tylko to jest raport jego poprzednika, prezesa Kwiatkowskiego, (...) poprzez który wprowadzono państwa w błąd. To nie jest raport nowy, tylko stary, który nie uderza w resort sprawiedliwości (...), ale w ministrów Platformy Obywatelskiej”. I wszystko jasne – raport dotyczy lat 2014–18, został podpisany 12 lutego 2020 r., a więc nie ma najmniejszych wątpliwości, że uderza w tych, których wskazali p. Wójcik i p. Warchoł. Kto powinien przeprosić za to, co nabroili ministrowie Platformy? Oczywiście, powinna to uczynić p. Kidawa-Błońska.

Czytaj też: Tak PiS ukrywa niewygodne dla siebie kontrole NIK

Pisowska odpowiedź na Nancy Pelosi

Wracając do rozmaitych zdarzeń nie zawsze eleganckich. Pan Gądek, dziennikarz, zagadnął p. Horałę, wiceministra od infrastruktury i pełnomocnika do spraw Centralnego Portu Komunikacyjnego, w sprawie sławnej wypowiedzi Zwykłego Posła o zdradzieckich mordach. Pan Horała wyjaśnił: „Czasem najświętszy człowiek nie wytrzyma, wiele razy prowokowany, da się sprowokować”, a dalej indagowany, czy p. Kaczyński jest najświętszym człowiekiem, obruszył się i poprosił, aby nie łapać go za słówka.

Sposób wyjaśniania zastosowany przez p. Horałę był i jest często stosowany przez przedstawicieli tzw. dobrej zmiany. Dodając dalsze przykłady do już wspomnianych przy okazji wzmianki o p. Kuźmiuku, gdy wygwizdywano ministrów z rządu PO-PSL, przyszli dobrozmieńcy prawili: „Ludzie mają prawo do wyrażenia swojego zdania”. Gdy buczano na p. Komorowskiego, p. Tuska i p. Bartoszewskiego w trakcie obchodów 69. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego w 2013 r., p. Sasin tłumaczył: „Taka jest filozofia zgromadzeń publicznych. Jeżeli ktoś przychodzi i rozsadzają go emocje, nie powinniśmy osądzać go bardzo negatywnie. (...) Tam, gdzie jest dużo ludzi i są obecne emocje, zawsze takie sytuacje będą i należy się z tym pogodzić” – teraz się okazuje, że czasem nie.

Dość popularne jest tłumaczenie takich lub innych zachowań żartami lub stresem. Pan Mitera tak skwitował zachowanie p. Nawackiego: „W mojej ocenie to nie było zachowanie polityczne. A czy eleganckie? Proszę mnie zwolnić z odpowiedzi. Sędzia Nawacki jest moim kolegą z KRS. Pozwoliłem sobie na porównanie, może takie żartobliwe, że to taka polska odpowiedź na Nancy Pelosi”.

To, co zniewala w tym bezcennym porównaniu, to zastosowanie zasady, że wedle stawu grobla. Pelosi – Nawacki, przemówienie Trumpa – uchwała sędziów, podarcie tekstu Trumpa przez Pelosi – podarcie uchwały przez Nawackiego, a nad tym wszystkich unosi się p. Mitera ustalający tę niezwykłą analogię proporcjonalności.

Pani mgr Przyłębska nie przybyła na posiedzenie stosownej komisji senackiej ani sejmowej, chociaż miała obowiązek stawienia się na jednej i drugiej. Wytłumaczono to przewidywanym stresem przed spodziewanymi atakami ze strony totalnych. Przypuszczam, że mgr Przyłębska obawiała się, że p. Kidawa nie przeprosi jej za ewentualne przykrości. Pan Ast, prawdziwy głowacz regulaminowy, zamknął dyskusję, która nawet się nie zaczęła z powodu braku mgr Przyłębskiej. W ten sposób zamknął to, co nie zostało jeszcze otwarte.

Sondaż „Polityki”: Co tym razem zadziała na wyborcę?

Kto sprowokował Joannę Lichocką

Sejm uchwalił, mimo negatywnej opinii Senatu i sejmowej komisji kultury, ustawę przekazującą mediom publicznym 2 mln zł. Opozycja proponowała, aby te pieniądze przeznaczyć na onkologię w Polsce. Otóż rząd ma rację, bo skoro nasza służba zdrowia została oddana pod opiekę sił nadprzyrodzonych, to one powinny się zatroszczyć o krajową onkologię, natomiast niekoniecznie muszą być zainteresowane wspieraniem TVP.

Pani Lichocka z PiS, główna eksponenta tej linii rozumowania, pokazała opozycji środkowy palec. Tłumaczyła, że przecierała oczy, potem, że odgarniała włosy, bo była znużona i zdenerwowana. Zwykły Poseł chyba nie uwierzył w wyjaśnienia swojej partyjnej koleżanki na temat jej jednopalcówki. Sama bohaterka najpierw wyjaśniła, że cała sprawa to manipulacja POstkomuny, ale potem, zapewne pod naciskiem szefostwa, napisała: „Mimowolnie popełniłam błąd. Jeśli ktoś poczuł się urażony tym gestem, który nie miał złych intencji, to chciałabym wyrazić ubolewanie i przeprosić”. Przeprosiny są zupełnie niepotrzebne, bo powinna je złożyć p. Kidawa, gdyż pośrednio lub bezpośrednio sprowokowała p. Lichocką przez inspirowanie ekscesów w Pucku – możliwe, że to one tak bardzo zmęczyły i zdenerwowały p. Joasię (pardon za poufałość).

Tak czy inaczej – nakłady na TVP (TVP DezInfo od razu rozpoczęła intensywną kampanię w obronie swojej dobrodziejki) zamiast na zdrowie oraz środkowy palec posłanki PiS są adekwatnymi symbolami tzw. dobrej zmiany. Gra idzie o dużą stawkę, bo propaganda na rzecz p. Dudy zmierza do uczynienia z p. Kidawy-Błońskiej przywódczyni zadymiarzy i osoby zobowiązanej do przepraszania za wszystko i jeszcze trochę. Zdarzył się wprawdzie zgrzyt w postaci jednego palca za daleko, ale p. Lichocka solennie przeprosiła w przeciwieństwie do p. Kidawy. Nie dajmy się nabrać, że chodzi tylko o palec, chociaż to symbol bardzo charakterystyczny dla Pisancjum, systemu oby w ostatnim stadium jego trwania. Maj jest dobrą okazją, aby pokazać figę, nawet bez maku, tzw. dobrej zmianie.

Adam Szostkiewicz: PiSoPolo. A jak ci się nie podoba, to fak z tobą

PS Fragment przemówienia p. Dudy w trakcie inauguracji jego kampanii prezydenckiej: „Zainaugurowaliśmy wielką strategię onkologiczną zgodnie z ustawą, którą ja przygotowałem w kancelarii prezydenta. To program na lata, który będzie wymagał miliardów złotych i dziękuję, że te miliardy się znajdują”. Jasna i oryginalna strategia: dwa realne miliardy dla mediów publicznych zamiast na rozwój onkologii i wiele miliardów na walkę z nowotworami w nadziei, że spadną z nieba.

Czytaj też: Andrzej Duda, prezydent naszych marzeń

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Kraśnik i inne strefy wolne of LGBT

Rok temu ostentacyjnie wprowadzali „strefy wolne od ideologii LGBT”. Teraz Europa sprawdza, czy polskie samorządy głosujące za strefami łamały prawa człowieka. Tymczasem straszenie gejami trwa w najlepsze. Andrzej Duda kusi wyborców obietnicą obrony dzieci przed LGBT. Zrobi to w ramach zobowiązania, które nazwał Kartą Rodziny.

Marcin Kołodziejczyk
18.06.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną