Kraj

Spór o debatę. Duda zyska, jeśli wcale do niej nie dojdzie

Debata prezydencka w TVP przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, 17 czerwca 2020 r. Debata prezydencka w TVP przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, 17 czerwca 2020 r. Mateusz Włodarczyk / Forum
Wszyscy chyba zdają sobie sprawę z tego, jak fatalne wrażenie wywołałoby odstąpienie od debaty prezydenckiej w ogóle. Społeczeństwo czeka na to widowisko.

Jak było do przewidzenia, dzisiejsza debata kandydatów na urząd prezydenta zaproponowana przez TVN, Onet i Wp.pl została odwołana. Nie ma sensu urządzać programu dla samego Trzaskowskiego, pod nieobecność Dudy. Byłaby to farsa i z pewnością publiczność źle by to odebrała. Niestety rośnie ryzyko, że nie odbędzie się żadna debata. Na udział w programie organizowanym przez TVP w Końskich coraz mniejszą ochotę ma bowiem Rafał Trzaskowski. Z początku zgodził się wziąć w nim udział, lecz stopniowo wycofuje się z tej decyzji w obawie, że debata przeistoczy się w wiec wyborczy Dudy.

Czy Polsat będzie mediował?

O atmosferze, jaka zapanowała wokół debaty, dobrze świadczy charakterystyczny incydent. Zaproszenie na debatę organizowaną przez TVP skierowano nie do Trzaskowskiego, lecz do Grzegorza Wójtowicza, pełnomocnika jego komitetu wyborczego. Pismo sformułowano w języku prawniczym, z powołaniem się na rozporządzenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z 2011 r. Taki sposób komunikowania się z kandydatem na prezydenta i prezydentem miasta, w którym ma swoją siedzibę TVP, jest nie tylko niegrzeczny i niestosowny, lecz niemalże otwarcie wrogi. Źle to wróży powodzeniu gorączkowych rozmów, jakie prowadzą dzisiaj telewizje i sztaby wyborcze.

Aktualna jest propozycja, aby odbyła się debata wspólnie zorganizowana przez TVP i dwie stacje komercyjne: TVN i Polsat. Zaproponował to Andrzej Duda, lecz TVP bardzo niechętnie zgodzi się na warunki niedające mu przewagi. Na razie na stole jest propozycja Polsatu skierowana do TVN i TVP oraz koncepcja TVP, aby spotkanie kandydatów odbyło się w jakimś miejscu symbolicznym i neutralnym, jak Stocznia Gdańska albo Muzeum Powstania Warszawskiego. Mówi się też o powierzeniu prowadzenia debaty mniej politycznym redakcjom zainteresowanych stacji.

Jako że na razie Andrzej Duda pojawia się w stacjach komercyjnych, nie można całkiem wykluczyć, że w ostatniej chwili zostanie zawarte porozumienie. Nie wszystkie mosty zostały spalone, choć zaangażowanie TVP w promowanie Dudy przybiera z dnia na dzień rozmiary coraz bardziej zdumiewające, jeśli nie wręcz groteskowe. Z pewnością nie sprzyja to zaufaniu między dziennikarzami a sztabowcami. Pewną szansę daje jednakże mediacyjne zaangażowanie Polsatu, który z powodu pozamedialnych interesów Zygmunta Solorza stał się medium bardzo powściągliwym w krytyce PiS, a jednocześnie nadal postrzegany jest jako telewizja niezależna.

Coraz mniej czasu do wyborów

Wszyscy chyba zdają sobie sprawę z tego, jak fatalne wrażenie wywołałoby odstąpienie od debaty w ogóle. Społeczeństwo czeka na to widowisko i miałoby za złe obu kandydatom, że nie potrafili wznieść się ponad wzajemne niechęci i stawić się na tradycyjne przedwyborcze spotkanie rywali. Można przyjąć, że zarówno Rafał Trzaskowski, jak i Andrzej Duda chcą debaty, tym bardziej że obaj nie mogą być pewni, kto w oczach opinii wyjdzie na większego tchórza i kunktatora, gdy jednak do debaty nie dojdzie.

Ale jest bardziej prawdopodobne, że w razie niepowodzenia w zorganizowaniu debaty mniej straci na tym Andrzej Duda. Ma on bowiem do dyspozycji nieznający skrupułów i nieliczący się z prawdą aparat propagandy, który skutecznie obarczy winą za tę porażkę Rafała Trzaskowskiego. Elektorat Dudy w to uwierzy, a elektorat Trzaskowskiego po kilku dniach zapomni szczegółów i przyjmie, że „prawda leży pośrodku”. Niestety, gdy ma się przeciwnika znającego tylko jedną regułę gry, mówiącą, że w tej grze żadne reguły nie obowiązują, prawie nie da się wygrać. Chyba że wywraca się stolik, do czego bardzo bym Rafała Trzaskowskiego – nazbyt miłego i koncyliacyjnego – serdecznie namawiał.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Dlaczego Donald Trump nie zatańczy na TikToku?

Gdy jedni prezydenci pokazują się na TikToku, inni próbują go zbanować. Popularna wśród młodzieży – i nie tylko – aplikacja już została usunięta z Indii. Następne będą USA?

Michał R. Wiśniewski
12.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną