Kraj

Niepokojące związki rządowego tłumacza

Odprawa przed ćwiczeniami Defender Europe 20. 30 stycznia 2020 r. Odprawa przed ćwiczeniami Defender Europe 20. 30 stycznia 2020 r. Wojciech Kozioł / Forum
Polskie ministerstwa i wojsko podczas oficjalnych spotkań i wydarzeń korzystają z usług współpracownika firmy rosyjskiego oligarchy.

Nazwa East West Consulting nikomu za wiele nie mówi. To firma założona w 2016 r., jej siedzibą jest zlokalizowany w jednej z podsochaczewskich wsi dom Michała Gołkowskiego, pisarza science fiction, wziętego tłumacza języka angielskiego i rosyjskiego, mającego intrygujące kontakty.

Współwłaścicielem firmy jest Stanisław Żurawski, prawnik pracujący dla opisywanej przez „Politykę” rosyjskiej kompanii węglowej KTK z syberyjskiego Kemerowa. Dlaczego o tym wspominam? To jedyny namacalny przykład relacji, które łączą Gołkowskiego z polskim oddziałem KTK – firmą należącą do jednego z najbogatszych oligarchów Michaiła Gutsieriewa, działającą nad Wisłą od ośmiu lat.

East West Consulting nie ma strony w internecie, do końca nie wiadomo, czym się zajmuje, ale radzi sobie całkiem dobrze. Przez dwa lata (2017–18) notowała zysk przekraczający 200 tys. zł.

Tłumacz na ważnych eventach

W tym czasie KTK działała na rynku handlu węglem. Utrzymywała biznesowe relacje z Markiem Falentą, zatrudniła brata polityka Kukiz ′15 z Siedlec Jarosława Rzepki, który w 2018 r. związał się z PiS. Jako kandydat na wiceprezydenta miasta startował u boku Karola Tchórzewskiego, syna ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, który chciał zostać prezydentem Siedlec. Tę historię niedawno opisaliśmy.

A Michał Gołkowski? – Pozostawał w zażyłych stosunkach z ludźmi KTK, szczególnie z byłym współwłaścicielem firmy Wadimem Daniłowem. Nie tylko był tłumaczem, ale kimś w rodzaju zaufanego pełnomocnika, który załatwiał różne kontakty, polecał różnych ważnych ludzi – mówi osoba, która go poznała.

Najwyraźniej takie znajomości nikomu w Polsce nie przeszkadzają. Włączając w to obecne władze i cywilny oraz wojskowy kontrwywiad. Gołkowski przynajmniej do niedawna miał wydany przez służby certyfikat dopuszczający go do informacji poufnych, tzw. poświadczenie bezpieczeństwa. Jako tłumacz brał udział w spotkaniach organizowanych w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych, w Sejmie, a nawet w MSWiA kierowanym przez wiceprezesa PiS i szefa służb Mariusza Kamińskiego. Co więcej, tłumaczył na ważnych wydarzeniach przygotowywanych pod egidą MON i strategicznych jednostek wojskowych. Służbowo był m.in. w bazie lotnictwa taktycznego w Krzesinach (tam stacjonują polskie F-16) oraz w dywizjonie zabezpieczenia obrony powietrznej w Sochaczewie, który odpowiada za obronę Warszawy. Dwa lata temu zorganizowano mu tam nawet spotkanie autorskie.

Przede wszystkim jednak obsługiwał uroczystą odprawę przed największymi ćwiczeniami NATO w ostatnich latach, czyli Defender Europe 20, która odbyła się 30 stycznia tego roku na Okęciu. Wzięli w niej udział m.in. szef polskiego MON, ambasador USA oraz ważni generałowie z Polski i USA.

Wcześniej tłumaczył dla resortu gospodarki

Swoimi relacjami tłumacz oficjalnie się nie chwali. W jego bogatym dossier w mediach społecznościowych próżno szukać o tym wzmianki. Jest tylko ciekawa poszlaka, czyli facebookowa znajomość żony Gołkowskiego z Janą A., szefową finansów KTK Polska i jedną z bohaterek naszego tekstu o związkach Tchórzewskich z tą firmą.

Gołkowski to syn wieloletniego dyplomaty Marka Gołkowskiego, który pracował na placówkach w Mińsku, Moskwie i Kaliningradzie, gdzie był konsulem generalnym. Za rządów PO-PSL Gołkowski junior towarzyszył wicepremierowi i ministrowi gospodarki Waldemarowi Pawlakowi. Gdy pod koniec 2012 r. zastąpił go Janusz Piechociński, dołączył do jego ekipy. Nie był etatowym pracownikiem resortu, ale tłumaczem pracującym na zlecenie, wysłanym przez agencję współpracującą z rządem.

Jak można usłyszeć wśród polityków ówczesnej koalicji, z Piechocińskim przypadli sobie do gustu. Na tyle mocno, że Gołkowski zaczął uchodzić za ulubionego tłumacza wicepremiera. Towarzyszył mu podczas dalekich podróży zagranicznych (np. w 2011 r., gdy Piechociński poleciał razem z prezydentem Komorowskim do Azji). Korzystał ze wsparcia Piechocińskiego, promując swoje książki: jesienią 2013 r. umieścił na Facebooku zdjęcie uśmiechniętego wicepremiera trzymającego dwie z nich. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Piechociński odpowiadał za górnictwo.

Czytaj też: Marek Falenta pozostanie w więzieniu

Rosyjskie wojaże tłumacza

W KTK Gołkowski pojawił się w połowie 2014 r. ze wspomnianym współwłaścicielem rosyjskiej spółki Wadimem Daniłowem, który przyjechał do Polski, by rozwiązać problemy wynikłe ze współpracy KTK z Falentą. Jak poznał „węglowych baronów” z Syberii – nie wiadomo.

Wiadomo, że zbliżył się do nich na tyle, że jesienią 2014 r. – kilka miesięcy po aneksji Krymu i wybuchu wojny na Ukrainie – wraz z żoną pojechali do Moskwy na ślub i wesele Daniłowa. Spędzili tam kilka dni, zatrzymując się w położonym kilkaset metrów od pl. Czerwonego pięciogwiazdkowym hotelu Metropol. Polscy pracownicy KTK nie dostali zaproszenia do Moskwy ani nie zostali oficjalnie poinformowani o uroczystości. Od tamtej pory Gołkowscy odwiedzili Rosję kilkakrotnie. W tym czasie w kraju anglojęzycznym byli tylko raz – w Wielkiej Brytanii. Wspominam o tym, bo oboje Gołkowscy mają na co dzień do czynienia z angielskim – żona jest nauczycielką tego języka.

On sam nie kryje swej fascynacji Rosją i rosyjską armią, chętnie zakłada mundur do złudzenia podobny do tego, które noszą tamtejsze wojska powietrznodesantowe. Bogato też udokumentowali swoją rosyjską wizytę. Odwiedzali m.in. Kaliningrad czy odległy o ponad 4 tys. km od Warszawy Nowosybirsk, skąd pochodzi Daniłow. Wśród pracowników i kooperantów KTK miał on opinię człowieka wywodzącego się ze służb. Faktem jest, że w jego otoczeniu byli ludzie związani z rosyjskimi siłami specjalnymi. Służył w nich inny mieszkaniec Nowosybirska Dmitrij Larin, wiceprezes KTK Polska w latach 2015–16 (za udział w wojnie w Czeczenii uhonorowany tytułem Bohatera Federacji Rosyjskiej).

Z tego samego miasta wywodzi się przyjaciel Gołkowskiego i znajomy Daniłowa Iwan Koniew, który służył w zwiadzie wojsk powietrzno-desantowych, a dokładnie w dywizji, która uczestniczyła w wojnie czeczeńskiej, ale także w konfliktach w Naddniestrzu, Osetii Północnej i Abchazji. Jedna z jej jednostek zajmowała Krym w 2014 r. Sam Koniew służył również we francuskiej Legii Cudzoziemskiej, czym się chętnie chwali. Dziś żołnierzem tej formacji jest jego syn, który latem 2019 r. gościł u Gołkowskiego w Polsce.

To bardzo zastanawiające, bo służba w obcej armii to nie jest powód do szczególnej dumy dla desantnika. Pomijając fakt, czy jest karalna, jak w Polsce, nikt raczej z tym się publicznie nie obnosi. No chyba, że miałaby ona inny cel, np. wywiadowczy – mówi były ważny oficer polskiego kontrwywiadu.

Czytaj też: Rosja permanentnie wpływa na wybory w Polsce

Polskie służby się nie interesują

Sądząc po wpisach w mediach społecznościowych, Gołkowskiemu taka przeszłość kolegi nie przeszkadza, najwyraźniej może być wręcz źródłem inspiracji i podziwu. Tłumacz jest fanem militariów. Bierze udział w spotkaniach i ćwiczeniach grup paramilitarnych, ale także chętnie fotografuje się z bronią i w strojach podobnych do uniformów rosyjskich desantników, czyli w charakterystycznej koszulce w biało-niebieskie paski i błękitnym berecie. Czasem zakłada też bejsbolówkę z napisem „Russia”.

Koniewa – z którym byli na weselu Daniłowa – nazywa koreszem, co po rosyjsku znaczy tyle co serdeczny przyjaciel. Trudno stwierdzić, czy Koniew ma bezpośredni kontakt z KTK. Latem 2014 r. odwiedził Gdańsk, gdzie mieści się siedziba jej polskiej spółki córki (od niedawna w biurowcu sąsiadującym z Europejskim Centrum Solidarności).

Gdy zadzwoniliśmy do Gołkowskiego, by zapytać o jego pracę dla KTK i rosyjskie znajomości, zapewnił, że z węglową spółką współpracował wyłącznie jako tłumacz w latach 2014–18. Ale kiedy zapytaliśmy, czy informował o tym swoich rządowych pracodawców, nie odpowiedział i rozłączył się. – Bardzo ciekawy przypadek z punktu widzenia kontrwywiadu. Tylko dlaczego nie zajmują się tym nasze służby? – dziwi się były ważny oficer w strukturach polskich służb.

Czytaj też: Dlaczego jesteśmy zakładnikami węgla

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak się leczy na Stadionie? „Wstyd mi, że w tym uczestniczę”

Doktor M. leczy na Narodowym. Zaprosił mnie do Regent Warsaw Hotel, jednego z droższych w stolicy. To tutaj zakwaterowano personel szpitala tymczasowego.

Paweł Reszka
21.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną