Kraj

Mała rekonstrukcyjna burza w Zjednoczonej Prawicy

Premier Mateusz Morawiecki i ministrowie Premier Mateusz Morawiecki i ministrowie Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Po dziewięciu miesiącach rozrośniętego rządu Morawiecki wkrótce ogłosi jego radykalne odchudzenie. Zniknie część resortów obsadzonych zarówno przez koalicjantów, jak i przez PiS.

Po wyborach prezydenckich Jarosław Kaczyński zajął się własnym obejściem – PiS szykuje się właśnie do rekonstrukcji rządu, gruntownej, acz bez zmiany w fotelu premiera. Z 20 ministerstw kilka ma we wrześniu zniknąć, w tym dwa obsadzone przez koalicjantów PiS z Porozumienia Jarosława Gowina i Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Chodzi o resorty nauki (ma być przyłączony do resortu edukacji) i środowiska (czeka go zapewne fuzja z ministerstwem klimatu).

Gowin i Ziobro nie będą zadowoleni

To, co mówili w kuluarach politycy PiS, pierwszy powiedział publicznie Ryszard Terlecki, który z niejaką satysfakcją (szef klubu PiS nie przepada za sojusznikami, zwłaszcza za Gowinem) oznajmił, że Porozumienie i Solidarna Polska wkrótce będą miały już tylko po jednym ministerstwie. Plany te, co zrozumiałe, nie podobają się ani Gowinowi, ani Ziobrze. „Oczywiście wszyscy widzieliśmy, że PiS, z którym realizujemy dobrą zmianę, wpadł na pomysł pewnej rekonstrukcji, natomiast ten pomysł nie spotkał się z uznaniem Solidarnej Polski i Porozumienia. Spotkało się prezydium Porozumienia, spotkał się w tym samym czasie zarząd Solidarnej Polski w pełnym składzie. Instrukcje zostały udzielone naszym prezesom takie, żeby w pierwszej kolejności dochować umowy koalicyjnej, którą mamy” – mówił w TVN24 minister środowiska Michał Woś.

A umowa przewiduje po dwa ministerstwa dla mniejszych partii. Tożsame stanowisko zajęło Porozumienie. „Na tym etapie rozmów nie zgadzamy się na ograniczenie liczby resortów przypadających koalicjantom” – ogłosił wicerzecznik partii Gowina Jan Strzeżek.

Nikt nie chce zrywać koalicji

Z nieoficjalnych rozmów z gowinowcami i ziobrystami wynika, że nie są przesadnie do tych swoich deklaracji przywiązani. Traktują je raczej jako wstęp do negocjacji z większym bratem. I tak zapewne się stanie – partyjni liderzy zamkną się w gabinetach i Kaczyński zapłaci Gowinowi i Ziobrze jakąś cenę za zgodę na likwidację ich ministerstw. Może będzie to parę stanowisk wiceministrów, może obietnica powrotu do pomysłu z wydzieleniem części subwencji dla mniejszych partii, może wpuszczenie ich kandydatów do spółek, a może jakieś koncesje programowe. Wachlarz zasobów negocjacyjnych PiS jest szeroki, a zerwaniem koalicji nikt nie jest zainteresowany. Burza rekonstrukcyjna może być widowiskowa, ale większych strat Kaczyńskiemu raczej nie przyniesie.

Dwie rzeczy wydają się wszak godne odnotowania. Pierwsza to powrót taktycznego sojuszu Ziobry z Gowinem, którzy różnią się w wielu sprawach, ale podzielają pogląd, że do stołu z Kaczyńskim mądrzej jest zasiadać w dwójkę niż pojedynczo. Porozumienie i Solidarna Polska mają razem niemal 40 posłów, a to już jest siła, z którą prezes PiS musi się liczyć. Zwłaszcza po doświadczeniach z wiosny, gdy nie udało mu się odebrać Gowinowi kontroli nad Porozumieniem; a można przypuszczać, że Ziobro jest od byłego wicepremiera w swoim ugrupowaniu jeszcze silniejszy.

Kaczyński przycina krzak

Druga sprawa to już naiwne pytanie o to, jak to się stało, że po czterech latach z rozrośniętymi rządami Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego PiS powołał w 2019 r. rząd jeszcze bardziej okazały, by po raptem dziewięciu miesiącach z dumą ogłaszać jego radykalne odchudzenie (bo zniknąć ma też część resortów obsadzonych przez PiS).

Najbardziej oczywista odpowiedź brzmi tak, że Kaczyński w 2019 r. chciał sobie zapewnić spokój we własnych szeregach przed wyborami prezydenckimi, więc sztucznie rozdął rząd do monstrualnych rozmiarów, tworząc mikroministerstwa i zaspokajając w ten sposób ambicje różnych polityków. A teraz ten wielki krzak chce przyciąć. Ot, takie bawienie się instytucjami przez ekipę tytułującą się czasem mianem „państwowców”, co po pięciu latach brzmi już wyłącznie ironicznie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Homofobusy jeżdżą po polskich miastach. Szokują i wykluczają

Homofobusy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje na temat osób LGBT. To akcja Fundacji Pro-Prawo do Życia, która wbrew nazwie odmawia osobom nieheteroseksualnym prawa do wolnego od dyskryminacji życia w Polsce.

Agata Szczerbiak
17.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną