Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Andrzej Duda nawet dziś nie wspomniał o konstytucji

Andrzej Duda wygłasza orędzie w Sejmie. Inauguracja drugiej kadencji prezydenckiej, 6 sierpnia 2020 r. Andrzej Duda wygłasza orędzie w Sejmie. Inauguracja drugiej kadencji prezydenckiej, 6 sierpnia 2020 r. Grzegorz Jakubowski / Kancelaria Prezydenta RP
Prezydent za to powtórzył, że jest za siłą prawa, a nie prawem siły, co w świetle minionego pięciolecia rządów „zjednoczonej prawicy” zabrzmiało po orwellowsku.

No i z głowy. Niecałe 40 minut trwała ceremonia zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na drugą kadencję prezydencką. Obyło się bez incydentów i protokolarnych wpadek. Gdyby nie znany nam wszystkim kontekst polityczny, można by nawet stwierdzić, że demokratycznej tradycji stało się zadość: naród wybrał prezydenta, prezydent podziękował, złożył ślubowanie i wygłosił do narodu krzepiącą mowę, że już jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Szczególnie w kluczowych dziedzinach dobrostanu rodziny, bezpieczeństwa, pracy, inwestycji, godności. Tym sprawom Duda poświęcił w orędziu najwięcej uwagi z determinacją szefa rządu, choć jest głową państwa, a nie premierem. Ale przemilczał obecne palące kontrowersje dotyczące spraw równie ważnych dla dobrostanu Polski – praw człowieka i obywatela, w tym praw kobiet i mniejszości, oraz statusu samorządów.

Czytaj też: Samorządowe konfrontacje z rządem

Duda uderza w pojednawcze tony

Niestety, kontekst skrzeczy. Nie zmienią tego słuszne skądinąd pojednawcze tony pod adresem politycznych oponentów prezydentury Dudy. Zresztą prezydent nie uniknął na tym polu pewnych niespójności. Z jednej strony deklamował, że chce być prezydentem polskich spraw, gotowym do współpracy ponad wszelkimi podziałami i interesami partyjnymi, że wyciąga do każdego rękę, a drzwi jego pałacu zawsze są otwarte.

Z drugiej nie odniósł się do krytyki ze strony opozycji demokratycznej i instytucji międzynarodowych dotyczących brutalizacji i nierówności podczas kampanii wyborczej. Przeciwnie, uznał wybory za wzorowe i zgodne ze standardami demokratycznymi. Owszem, generalna wymowa orędzia nie była konfrontacyjna, lecz czy nie tak samo było z orędziem Dudy pięć lat temu?

Zaprzysiężenie było, podziały zostały

Dlatego nie dziwi, że część zaproszonych na zaprzysiężenie parlamentarzystów i osobistości, w tym byli prezydenci Lech Wałęsa i Bronisław Komorowski, nie skorzystało z zaproszenia na ceremonię. Mieli do tego prawo takie samo jak Jarosław Kaczyński, który nie przyszedł na uroczystość zaprzysiężenia Komorowskiego w 2010 r. Obecni na czwartkowej inauguracji przedstawiciele sił demokratycznych włożyli tęczowe maseczki i poprzestali na uniesieniu egzemplarzy konstytucji w pewnych momentach uroczystości.

Przypomnieli w ten sposób, że spora część wyborców, którą reprezentują, nie chciała oglądać, jak Andrzej Duda znów przysięga na konstytucję, której podczas swej pierwszej kadencji nie chronił, a nawet współdziałał w jej obchodzeniu i łamaniu. Istnieje obszerna dokumentacja na ten temat. W czwartek Duda nie odniósł się do niej ani słowem, za to powtórzył, że jest za siłą prawa, a nie prawem siły, co w świetle faktów minionego pięciolecia rządów „zjednoczonej prawicy” zabrzmiało po orwellowsku.

Podział, jaki mamy wskutek tych rządów, po ceremonii z pewnością nie zniknie. Prezydent zapewnił, że wierzy w Polskę i w Boga. Ma pięć lat, by dać tym deklaracjom świadectwo.

Czytaj też: Panie Andrzeju, to się już nie sklei

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną