Kraj

Laptop, telefon, mróz. Polacy w kolejce na szczepienia

W rejestracji na szczepienia przez internet wielu seniorom pomagały dzieci czy wnuki. W rejestracji na szczepienia przez internet wielu seniorom pomagały dzieci czy wnuki. Krzysztof Zatycki / Forum
Pierwsza tura: seniorzy 80 plus. Ci, którzy nie mogli liczyć na wsparcie wnuków czy dzieci w „rozbrojeniu” elektronicznego systemu, wyruszyli do przychodni osobiście.

Już to widzę, jak osoba w podeszłym wieku na wsi podkładała do pieca kaflowego, a potem wyjęła laptop. Loguje się za pomocą tokena profilem zaufanym do IKP i drukuje e-skierowanie, a potem pędzi samochodem albo hulajnogą elektryczną do przychodni... – ten wpis na Twitterze był odpowiedzią na jedną z wielu konferencji prasowych przedstawiających zasady rejestracji na szczepienia przeciwko covid-19. Reakcją – na konferencję, nie na złośliwy wpis – było pospolite ruszenie wnuków, synów, córek, krewnych, którzy dzielili się refleksjami, jak wygląda zakładanie e-konta pacjenta, wymagające profilu zaufanego, e-tożsamości w banku, SMS-ów autoryzacyjnych itd. Dla mamy, taty, wujka, cioci, babci, dziadka.

Czytaj też: Narodowe wyszczepianie. Kto, gdzie, kiedy?

Kolejki na mrozie

Całodobową infolinię Narodowego Funduszu Zdrowia (nr 989) Polacy zaczęli bombardować tuż po północy z 14 na 15 stycznia, alarmując w mediach społecznościowych, że nawet jeśli udało im się wypełnić formularz, to nie dostali potwierdzenia z aktywacją zgłoszenia. Na Facebooku jak grzyby po deszczu zaczęły rosnąć dyskusje, co trzeba zrobić, jeśli ktoś nie ma profilu zaufanego czy konta w jednym z banków, przez który można go założyć. Okazało się też, że są konta pocztowe, na które aktywacja przychodzi od razu, i takie, na które dojść nie może. Rano Polacy zaatakowali przychodnie – wielu z nich odchodziło z kwitkiem. I z płaczem. A lokalne media na bieżąco relacjonowały tempo przyrostu chętnych do szczepień na covid.

W Dolmedzie, jednej z największych wrocławskich przychodni, do której zapisanych jest ponad 30 tys. pacjentów, ci najstarsi ustawili się w kolejce już po 7 rano. Kilkadziesiąt osób czekało na możliwość rejestracji osobiście, bo nie mogło się dodzwonić ani do przychodni, ani na infolinię. O godz. 9 na drzwiach wejściowych umieszczono informację, że do końca marca nie ma już miejsc – przychodnia, tak jak wszystkie placówki, gdzie prowadzone są szczepienia poza szpitalami węzłowymi, dostaje 30 dawek tygodniowo.

Czytaj też: Jak powinna działać sprawiedliwa kolejka

Co mają zrobić samotni seniorzy?

Kolejki były w Poznaniu, w Kielcach zaczęto tworzyć listy rezerwowe, podobnie w Zielonej Górze czy na Śląsku. Do godz. 10 w piątek do programu szczepień zgłosiło się 474 tys. dorosłych Polaków, z czego 128 tys. to seniorzy 80 plus. – Zarejestrowałam tatę. Wisiałam na infolinii chyba 20 min, ale udało się, a pan, który odebrał zgłoszenie, był miły i uczynny – mówi Anna, która nie zamierza narzekać na termin, jaki wyznaczono jej tacie. Będzie szczepiony 11 lutego we Wrocławiu.

Moja mama próbowała rano zapisać tatę w przychodni. „Proszę dzwonić w poniedziałek, bo na razie wyczerpaliśmy tygodniowy limit 30 szczepionek”. Tato ma 85 lat. Wychodzi na to, że muszę sam uruchomić im konto, zrobić wszystko zdalnie, ale co mają zrobić ci seniorzy, którzy są samotni, nie mają dzieci czy wnuków sprawnych w posługiwaniu się internetem? – zastanawia się Andrzej, którego rodzice mieszkają w niewielkiej miejscowości na Podlasiu (on od ponad 20 lat mieszka w Warszawie).

Ja od razu wzięłam sprawy w swoje ręce. Rodzice mają 76 i 77 lat, więc na tę pierwszą turę się nie kwalifikują. Mama dostała z przychodni wykaz punktów, gdzie mogą się zaszczepić, ale nie ma pojęcia, jak się zarejestrować, bo nie korzysta z internetu, nie ma elektronicznego konta w banku, nawet karty płatniczej nie używa, bo się boi, że jej ukradną – przyznaje Katarzyna Medwid z Poznania.

Czytaj też: Ślimacze tempo szczepień. Co poszło nie tak?

Szturm na przychodnie i rozczarowanie

Regionalne media cały piątek na bieżąco relacjonowały szturm Polaków na przychodnie i ich rozczarowanie. Kieleckie „Echo Dnia” cytowało rozgoryczoną czytelniczkę: „Podany na drzwiach jednej z kieleckich przychodni telefon, na który należy dzwonić w sprawie szczepienia, generuje informację, że skrzynka zapchana. W przychodni rejestratorka twierdzi, że nic nie wie, i odsyła do tego nieaktywnego numeru telefonu. Pod przychodnią stoi tłum zdesperowanych starszych ludzi, a na próbę wejścia do przychodni starszemu panu na moich oczach pracownica zatrzasnęła drzwi przed nosem. Zadzwoniłam na interwencje do NFZ, ale pan, który odebrał, nie widział w tym nic złego i kazał napisać pismo, bo inaczej nie podejmie interwencji. Po moich namowach obiecał tam zadzwonić, ale nie wiem, czy to zrobi, czy tylko chciał się mnie pozbyć. Moja mama ma 93 lata i chcę tak jak ona, żeby ją szybko zaszczepić, ze względów oczywistych. W tej smutnej rzeczywistości nie wiem, jak to zrobić. Nie muszę dodawać, że na infolinię też nie można się dodzwonić”.

„Dziennik Łódzki” donosił, że przed miejskimi centrami zdrowia kolejki ustawiały się już o godz. 5 rano, a część placówek zapisy na szczepienia przyjmowała do południa – większość pierwszą turę zamknęła o 9, tak jak w wielu przychodniach w kraju. W jednej z łódzkich poradni seniorzy czekali na rejestrację ponad dwie godziny, a kiedy o 9 dowiedzieli się, że nie ma już dla nich numerków, postanowili zostać na miejscu aż do skutku. Bunt zadziałał, zapisano ich na szczepienia, ale terminy sięgały nawet końcówki lutego.

Urzędnicy NFZ podkreślali dwie rzeczy. Po pierwsze, jest duże zainteresowanie szczepieniami (co wszyscy uznawali za sukces, np. Magdalena Góralczyk z łódzkiego oddziału NFZ). Po drugie, wszyscy chętni muszą mieć świadomość, że nie każdy zaszczepi się w punkcie najbliższym miejsca zamieszkania. W przypadku starszych osób niewychodzących z domów czy przewlekle chorych jest możliwość ustalenia terminu szczepienia w domu.

Czytaj też: Szczepionka na koronawirusa nie dla dzieci. Dlaczego?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Patrząc na Chiny

Im bliżej końca XX w., tym Chiny częściej przypominały się Zachodowi, Zachód ma jednak nieodmiennie kłopoty ze zrozumieniem Chińczyków. Jakie są te Chiny w oczach Zachodu?

Krzysztof Kardaszewicz
13.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną