Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Podwodne fiasko Błaszczaka. Dno wydaje się blisko

Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak Minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak Ministerstwo Obrony Narodowej
Minister obrony ogłosił, że na razie nie sfinalizuje zakupu używanych szwedzkich okrętów podwodnych. Oznacza to porażkę jednego ze sztandarowych projektów MON i faktyczną likwidację walki podwodnej w marynarce wojennej RP.

A miało być tak pięknie. Dwie jednostki typu A17 z niezależnym od dopływu powietrza napędem (pierwsze takie w polskiej służbie) podtrzymałyby i znacznie polepszyły zdolności podwodniaków do czasu zakupu okrętów podwodnych nowej generacji (w czwartej dekadzie XXI w.). Plany już i tak ograniczono w porównaniu z początkowym zamiarem zakupu trzech nowych okrętów, zapisanym w programie modernizacji wojska z 2012 r. Było to aktualne przez pięć lat, a potem nastał czas redefinicji i koncepcji promujących głównie walkę w bliskim kontakcie, na lądzie i w powietrzu, przy użyciu systemów broni produkcji krajowej, a jeśli zagranicznej, to z USA. Błaszczak w ciągu dwóch lat kupił w amerykańskiej procedurze FMS trzy duże systemy uzbrojenia: Patriot z IBCS, HIMARS i F-35, poprzez fabrykę Lockheed Martina w Mielcu zamówił też kilka śmigłowców Black Hawk, dorzucił pociski przeciwpancerne Javelin. Lotnictwo i wojska lądowe zdominowały portfel zakupów MON.

Czytaj też: Stare okręty i morze. Polska pod wodą staje się bezbronna

Pomost Błaszczaka

Głównym argumentem wobec zarzutów o pomijanie marynarki wojennej był pomysł, aby program Orka, czyli kupno nowych okrętów podwodnych, zastąpić „rozwiązaniem pomostowym”: znalezieniem gdzieś na świecie przydatnych w Polsce, nie całkiem zużytych okrętów podwodnych gotowych do używania przez kolejną dekadę. Koncepcja znana, taki sam był zamysł przy pozyskaniu niemal darmowych Kobbenów od Norwegii, starych fregat z USA, czołgów od Niemiec.

Używki świetnie sprawdzają się w Polsce. Miało to jakiś sens: nowoczesny okręt podwodny to kupa pieniędzy, a potrzeby armii są olbrzymie i trzeba szukać kompromisów.

Reklama