Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Spotkanie w mroku. Czy polski patrol natknął się na specnaz?

Patrol Straży Granicznej w Usnarzu Górnym na początku obowiązywania stanu wyjątkowego Patrol Straży Granicznej w Usnarzu Górnym na początku obowiązywania stanu wyjątkowego Michał Kość / Forum
Jeśli przyjąć najgorszą z możliwych interpretacji, Polska mogła zostać poddana „testowi zielonych ludzików”. Zanim nastąpią kolejne, trzeba każdego metra wschodniej granicy pilnować w dzień i w nocy.

„Kolejna prowokacja! We wtorek w nocy (2 listopada o godz. 1:45) polscy żołnierze zauważyli na terytorium RP trzy umundurowane osoby, z bronią długą. Po próbie nawiązania kontaktu przez polski patrol nieznane osoby przeładowały broń, a potem oddaliły się w kierunku Białorusi” – lakoniczny komunikat rzecznika koordynatora specsłużb Stanisława Żaryna, przejmującego czasem rządową komunikację w sprawie kryzysu granicznego, może otwierać kolejny rozdział tej konfrontacji. Przeciwnikami nie są już używani jako broń migranci czy bezbronni, zmaltretowani uchodźcy, a formalnie niezidentyfikowani, ale intuicyjnie świetnie rozpoznani dywersanci.

Czytaj też: Jak Putin przejął Białoruś

„Zielone ludziki” teraz w Polsce?

Czy wobec Polski właśnie zastosowano taktykę „zielonych ludzików”? Czy zza białoruskiej granicy weszli do nas komandosi specnazu, jak w 2014 r. na ukraiński Krym i do Donbasu?

Reklama