Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Kraj

Konferencja Kaczyńskiego. Co to było?

Jarosław Kaczyński Jarosław Kaczyński Prawo i Sprawiedliwość / Facebook
Jarosław Kaczyński nie chce przyjąć odpowiedzialności za stan Polski A.D. 2022. Przestał być wicepremierem, żeby formalnie za nic nie odpowiadać, a teraz jeszcze poglądowo zademonstrował, że ma siłę zdolną zgromadzić wszystkie media, by wydać kuriozalne oświadczenie.

W Sejmie trwa dyskusja o klęsce ekologicznej w Odrze. W mediach informacje o spadku PKB. Wirtualna Polska publikuje dane o tym, ile zarobili znajomi premiera Morawieckiego, premier Szydło i prezydenta Dudy i działacze PiS – 122 osoby – w giełdowych spółkach z udziałem skarbu państwa. W tych okolicznościach prezes PiS zwołuje konferencję.

Mariusz Janicki: Premier pilnie poszukiwany

Konferencja Kaczyńskiego. Kpina czy unik

Podchodzi do mównicy i na tle biało-czerwonej flagi z całą powagą oświadcza: „Mamy wybory w Rudzie Śląskiej i tam zgłosił się, jako kandydat na prezydenta, poseł Marek Wesoły. Chciałem mu udzielić poparcia w imieniu Prawa i Sprawiedliwości”. Obraca się na pięcie i niespiesznie, dostojnym krokiem opuszcza salę, stoicko ignorując pytania wykrzykiwane przez dziennikarzy.

Co to było? Pierwsze, co się nasuwa, że po prostu kpina. Jarosław Kaczyński, nazywany „prezesem Polski”, postanowił zakpić sobie z dziennikarzy i wyborców. Po co? Żeby pokazać, że może? Możliwe też oczywiście, że konferencja miała być o czym innym, ale z jakichś przyczyn prezes zmienił plany. Po co jednak w takim razie konferencję odbył, zamiast ją odwołać? A może jako „prezes Polski” nie chce być kojarzony z kryzysem gospodarczym czy katastrofą ekologiczną, więc przypomina publiczności, że to nie on rządzi i nie on odpowiada za inflację, skażenie Odry i nepotyzm.

On jest tylko szefem rządzącej partii. Co złego, to Morawiecki, Ziobro, Tusk i w ogóle źli ludzie.

Czytaj też: PiS już wie, że zmarnował czas

Kaczyński wychodzi, Polska słucha

Jarosław Kaczyński nie chce przyjąć odpowiedzialności za stan Polski A.D. 2022. Przestał być wicepremierem, żeby formalnie za nic nie odpowiadać, a teraz jeszcze poglądowo zademonstrował, że ma siłę zdolną zgromadzić wszystkie media, by wydać kuriozalne oświadczenie, które powinien był wygłosić na spotkaniu wyborczym. Kiedy przyjdzie do rozliczania ośmiu lat rządów, powie: to nie ja. Proponowana przez niektórych komentatorów konstrukcja, że można go oskarżyć o podżeganie np. do łamania konstytucji, jest nieużyteczna, bo nie jest przecież zwierzchnikiem premiera czy spółek skarbu państwa i nie może nikomu w rządzie niczego nakazać. A jeśli nakazuje, to premier czy ministrowie nie muszą go słuchać.

Ale słucha go z zapartym tchem cała Polska, a dziennikarze tłumnie przybywają na zwołaną przez niego konferencję, na której oświadcza, że popiera pana Wesołego na burmistrza Rudy Śląskiej. Czujemy się tą wiedzą ubogaceni.

Czytaj też: Kaczyński odchodzi. Ziobro triumfuje, Morawiecki osłabiony

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną