Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Wybory w Rudzie Śląskiej: Pierończyk wygrał bratobójczą rundę. To sensacja

Michał Pierończyk, zwycięzca wyborów w Rudzie Śląskiej Michał Pierończyk, zwycięzca wyborów w Rudzie Śląskiej Michał Pierończyk / Facebook
W Rudzie Śląskiej, uznawanej za Polskę w pigułce, w walce opozycji z opozycją wygrał Michał Pierończyk. Jak to zwycięstwo przełoży się na polityczne układy i stosunki w skali kraju?

Wszystko dzieje się blisko mnie, niemal za rogiem, w Rudzie Śląskiej, 140-tysięcznej Polsce w pigułce i dotychczasowej twierdzy PiS na Śląsku. Po pierwszej turze przedterminowych wyborów prezydenckich, w której odpadł poseł PiS Marek Wesoły popierany przez Jarosława Kaczyńskiego, w walce o fotel szefa miasta zmierzyli się opozycyjni kandydaci.

To była runda bratobójcza: Michał Pierończyk kontra Krzysztof Mejer. Dwaj byli wiceprezydenci zespołu zmarłej w czerwcu pani prezydent Grażyny Dziedzic, wyrazistej ikony śląskiej samorządności. Pierończyk dostał 18 446 głosów, więcej o prawie 7 tys. w porównaniu ze zwycięską pierwszą turą. Mejer zdobył 6 805 głosów poparcia – wcześniej 8,5 tys. Pierończyk wygrał więc prawie trzy do zera, co można uznać za polityczną i samorządową sensację.

W pierwszej turze głosowało 32 tys. mieszkańców, w drugiej już tylko 25 tys. Jeszcze nie wiadomo, jak rozłożyły się głosy faworyta PiS, który poprzednio dostał 8,4 tys. Może to właśnie jego fani w większości nie poszli głosować, a Pierończyk zgarnął poparcie pięciu innych kandydatów reprezentujących lokalne układy. Zobaczymy.

Czytaj też: Wrzątek pod pokrywką. Czy PiS właśnie zaczyna tracić poparcie?

Ruda Śląska. Opozycja bada teren

Przypomnijmy, że Pierończyka od początku wspierały rudzkie struktury Nowoczesnej i PO wraz z jej kilkoma śląskimi posłami. Za Mejerem stanął Ruch Samorządowy „Tak! Dla Polski”, Polska 2050 Szymona Hołowni i część śląskiej PO. Stąd można mówić o walce bratobójczej. Krzysztofowi Mejerowi nie udało się zostać jedynym kandydatem opozycji, choć o to zabiegał, dlatego wybory w Rudzie Śląskiej nie uzyskały rangi krajowej, jak te w Rzeszowie. Tam Dawid musiał pokonać Goliata – tu już nie było takiej potrzeby.

Przed drugą turą nikt z ważnych person wymienionych formacji nie pofatygował się do Rudy Śląskiej, ale w zaciszach warszawskich i katowickich partyjnych gabinetów emocji na pewno nie brakowało. Wiadomo bowiem, że wynik będzie miał wpływ na układ sił po opozycyjnej stronie w nadchodzących wyborach parlamentarnych i samorządowych. Będzie miał wpływ na listy wyborcze. Stawka była więc duża. Przyjmijmy zatem, że ta nieobecność była częścią partyjnych planów. Wiadomo też, że Donaldowi Tuskowi nie spodobało się, że to Ruch Samorządowy pierwszy wyznaczył kandydata na prezydenta Rudy Śląskiej i wyszedł przed opozycyjny szereg.

Poparcie PiS jak pocałunek śmierci

Przed drugą turą zastanawiano się, kogo poprą wyborcy związani z PiS – jeśli w ogóle ruszą się z domów. W ostatniej fazie kampanii Krzysztofa Mejera poparł Rafał Kandziora, radny PiS do sejmiku śląskiego i ważna postać na lokalnej scenie. Mejer tłumaczył się z tej decyzji argumentem, że sprawy polityczne zostawia na boku, a wspólnym mianownikiem dla niego i działacza partii Kaczyńskiego jest dobro Rudy Śląskiej. Argument wyświechtany i dzisiaj można powiedzieć, że dla Mejera okazał się „pocałunkiem śmierci”, podobnie jak beznamiętne poparcie Jarosława Kaczyńskiego dla posła Wesołego przed pierwszą turą.

Za to Pierończyka, jakby w odpowiedzi, dodatkowo poparły miejskie organizacje Mniejszości Niemieckiej, Związku Górnośląskiego, Ślązaków Razem, a do tego Lewicy i Zielonych. Tym samym można więc przyznać słuszność słynnej myśli prezesa Kaczyńskiego, rzuconej swego czasu wszem wobec, że Ślązacy (przynajmniej w Rudzie Śląskiej) to zakamuflowana opcja niemiecka...

Czytaj też: Baronkowie Kaczyńskiego. Prezes PiS uwielbia mieszać w swojej partii

Rudzianie tego nie kupili

Kto więc zwyciężył w Rudzie Śląskiej w walce opozycji z opozycją? I jak to zwycięstwo przełoży się na opozycyjne układy i stosunki w skali kraju? Na gorąco można powiedzieć, że prztyczka w nos dostał Ruch Samorządowy „Tak! Dla Polski”. Do Rudy Śląskiej osobiście fatygowali się m.in. prezydenci Konrad Fijołek z Rzeszowa, zwycięzca formuły zgody na opozycji, Arkadiusz Chęciński z Sosnowca i Jacek Karnowski z Sopotu, szef całego samorządowego ruchu miejskich włodarzy. Namaszczając Mejera jako swego faworyta na dokończenie kadencji po Grażynie Dziedzic, zachowali się jak liderzy klasycznej partii politycznej. Przybywają z daleka, nawiedzają miejsce ringu i mówią, na kogo lokalna widownia spektaklu ma głosować. Rudzianie nie kupili tego przekazu. Ingerencja z zewnątrz nie przeszła. Poległ faworyt Kaczyńskiego wespół z kandydatem wspieranym przez obcych przybyszy.

Czytaj też: Premier pilnie poszukiwany

Wybory wygrał samorząd

Tym samym zwyciężyła idea samorządności. I lokalności. Michał Pierończyk, nowy prezydent Rudy Śląskiej, powszechnie uznanej w tej potyczce za Polskę w pigułce, prochu nie wymyśli. Musi dokończyć wszystkie sprawy i rzeczy, które razem z Grażyną Dziedzic rozpoczęli. Aż tyle i tylko tyle, nic więcej. Mnie za to bardzo cieszy, a wiem, że nie tylko mnie, takie właśnie rozdanie kart samorządowych – a w tle politycznych – w dotychczasowym bastionie PiS na Śląsku.

Wiem, wiem, komentarz powinien być wyprany z politycznych emocji, jednak niech tam! Rzucam w kraj bojowe zawołanie: tak trzymać, rodacy! Tak trzymać!

Czytaj też: Alians z PiS w wersji light? Opozycja kopie sobie polityczny grób

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną