Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Wuj to wuj, a demokracja to demokracja

Posiedzenie Rady Ministrów, 4 października 2022 r. Posiedzenie Rady Ministrów, 4 października 2022 r. Kancelaria Prezesa RM
Uprawianie polityki jest niezłym interesem dla tych, którzy się nią zawodowo zajmują. A skoro tak, to politycy nie przebierają w środkach, aby władzę uzyskać i jej nie stracić. PiS trzeba pogonić, żeby uchronić Polskę przed autorytaryzmem.

Pan Onufry Zagłoba, herbu Wczele, był człowiekiem krotochwilnym. Spotkawszy Imć Rocha Kowalskiego, przedstawił mu się jako jego krewniak i zapytał: „A czy ty wiesz, Rochu, co to jest wuj?”, i uzyskał wielce informacyjną odpowiedź: „Wuj – to wuj”, a potem pochwalił nowo zyskanego członka rodziny: „Bardzoś to roztropnie wykalkulował”. Nieco bardziej rozbudowane określenie: „Wuj – to mąż wujenki”, jest równie roztropne.

W logice takowe rewelacje definicyjne są kwalifikowane jako jako idem per idem (to samo przez to samo, potocznie masło maślane), tj. tautologiczne. Pan Kaczyński też miał niejakie kłopoty z tautologiami, gdy oznajmiał, że nikt go (w oryginale: nas) nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, i trzeba było chwili, aby uzgodnił stan epistemiczny (przekonanie negatywne) ze stanem logicznym (A nie jest A). Ostatnio się poprawił i bez zająknienia twierdzi, że białe jest białe, a czarne czarne.

Podkast: Co się dzieje w PiS? Kiedy odejdzie Morawiecki i kto go zastąpi?

„Demokracja to demokracja”

Rozważmy teraz taką oto enuncjację: „W naszym wykonaniu demokracja jest demokracją, bo spełniliśmy podstawową w demokracji zasadę – zasadę wiarygodności własnych obietnic i dotrzymywania słowa”, autorstwa p. Jego Ekscelencji (z nadania p. Orbána, jak wiadomo, wybitnego teoretyka i praktyka demokracji), upublicznioną w Oleśnicy 24 września 2022 r. I mamy problem, ponieważ zdanie „demokracja to demokracja” jest tautologią, wiarygodność nic nie dodaje do jego treści. Załóżmy, że Roch (Kowalski) powiedziałby: „W moim wykonaniu wuj to wuj, bo pije ze mną gorzałkę”. A gdyby mąż wujenki był abstynentem? Przestałby być wujem? Może być przecież tak, że dana władza nie czyni żadnych obietnic, a zatem nie pojawia się okazja sprawdzenia, czy ich dotrzymuje. Czy z tego powodu można ją brać za demokratyczną lub nie? Niewykluczone, że p. Kaczyński i jego otoczenie mają z tym kłopoty, że demokracja to demokracja niezależnie od tego, czy dana władza jest wiarygodna i dotrzymuje obietnic, czy też jest inaczej. Natomiast gdyby ktoś powiedział, że demokracja jest wiarygodnością, bo wiarygodność jest podstawą demokracji, to oznajmiłby coś podobnego do stwierdzenia, że wuj to mąż wujenki.

Zdefiniujmy wiarygodność danej władzy jako składanie i dotrzymywanie obietnic. Tedy p. Kaczyński sugeruje, że wiarygodność jest koniecznym i wystarczającym warunkiem demokracji. W czasach PRL krążył taki kawał: „Kiedy partia mówi, że nie da, to nie da, a kiedy mówi, że da, to mówi”. Niewątpliwie władza ludowa (w sensie lat 1945–89) była wiarygodna, bo mówiła, co mówiła, a nie dawała tego, co obiecywała. Trudno jednak uznać, że była demokratyczna z tego właśnie powodu, chyba że ktoś ma na myśli tzw. demokrację socjalistyczną.

A oto dwa poważniejsze przykłady. Gdy premier Chamberlain wrócił do Londynu z konferencji w Monachium w 1938 r., obiecywał Anglikom pokój (wysiadł z pociągu z egzemplarzem traktatu monachijskiego i powiedział: „Przywiozłem wam pokój”). Obietnicy nie dotrzymał, ale to nie znaczy, że Wielka Brytania przestała być krajem demokratycznym. Kanclerz Hitler obiecywał Niemcom konsolidację narodową, m.in. dzięki ustawom norymberskim, i słowa dotrzymał, ale nie sprawił, że III Rzesza stała się demokracją.

Czytaj też: Jacek Sasin, premier równoległy. Co dla niego szykuje Kaczyński?

PiS kasuje zimę

Wracając na rodzime podwórko. Chociaż nie jestem fanem p. Morawieckiego (w samej rzeczy jest wręcz przeciwnie, uważam go za nieporozumienie polityczne), nie twierdzę, że fakt odwołania (bez wcześniejszej obietnicy, że tak uczyni) przez niego pandemii w 2020 r. automatycznie skutkował tym, że Polska straciła przymiot demokratyczności (to, czy go miała w całej pełni, to inna sprawa). Tymczasem p. Sawka, „zdradziecka morda” często występująca we „wrażym” TVN, prognozuje: „W związku z brakiem węgla rząd znosi zimę”.

Brak węgla w Polsce jest dość prawdopodobny, ale obietnica zniesienia zimy raczej mało realna, nawet zważywszy na przeogromne talenty i możliwości tercetu (kolejność alfabetyczna) Duda–Kaczyński–Morawiecki, ale nadal twierdzę, że niewykonanie tej obietnicy nie jest wystarczającym powodem dla uznania obecnej fazy III RP za niedemokratyczną, nawet biorąc pod uwagę, że znaków tego jest więcej niż dwa lata temu. Przy okazji warto zauważyć (czynię to nie po raz pierwszy w moich felietonach w „Polityce” i gdzie indziej), że przymiotnik może być determinatorem lub modyfikatorem. W pierwszym wypadku przymiotnik wydziela podzbiór z pewnego zbioru, np. w wyrażeniu „wysoki człowiek” przymiotnik determinuje podzbiór ludzi wysokich ze zbioru wszystkich ludzi. Natomiast przymiotnik „fałszywy” występujący w zwrocie „fałszywy pieniądz” modyfikuje znaczenie rzeczownika „pieniądz”, bo fałszywy pieniądz nie jest pieniądzem.

Kiedy mówimy o demokracji pośredniej, bezpośredniej, parlamentarnej czy szlacheckiej, wyróżniamy rodzaj ustroju demokratycznego z klasy wszystkich systemów demokratycznych, natomiast, jak się okazało w praktyce, demokracja socjalistyczna nie jest demokracją w normalnym sensie. Tedy warto zbadać, czy demokracja „wiarygodnościowa” jest demokracją w pełnym tego słowa znaczeniu.

Czytaj też: Farmazony Kaczyńskiego. Bawią, straszą, a na pewno upokarzają

Wiarygodność według Kaczyńskiego

Oto charakterystyka demokracji wedle Wikipedii: „Nie ma ogólnie przyjętych kryteriów uznawania danego państwa za demokrację. Istnieją też duże różnice pomiędzy poszczególnymi formami demokracji. Np. kluczowym warunkiem dla idealnej formy demokracji przedstawicielskiej (pośredniej) są wolne i uczciwe wybory, to znaczy dostępne w równym stopniu dla każdego obywatela i przeprowadzane według zrozumiałych reguł. Co więcej, wolność poglądów, wolność słowa i wolność prasy są postrzegane jako podstawowe prawa umożliwiające obywatelom głosowanie zgodnie z własnymi przekonaniami. Demokracja może być stopniowana – tzn. w danym ustroju politycznym faktyczny udział we władzy ogółu obywateli może być większy albo mniejszy. Według współczesnych kryteriów demokracja opiera się na: dostępności sfery polityki dla wszystkich bez ograniczeń ze względów klasowych, rasowych, majątkowych, religijnych; możności wybierania kandydatów na stanowiska publiczne i swobodzie dostępu do tych stanowisk czy jakichkolwiek innych (poza wyrokiem sądowym pozbawiającym praw publicznych); suwerenności narodu (ludu) oznaczającej, że władza zwierzchnia, niezbywalna i niepodzielna należy do zbiorowości społecznej żyjącej w granicach państwa; zasadzie reprezentacji – utożsamiona z delegowaniem uprawnień władczych na przedstawicieli obieralnych przez naród w wyborach powszechnych i działających pod jego kontrolą; uznaniu wyborów za główne źródło prawomocności władzy i konieczności cyklicznego potwierdzania legitymacji władzy w wyborach powszechnych; możności zrzeszania się w partie polityczne i wyboru między alternatywnymi ofertami piastunów władzy państwowej; odpowiedzialności rządzących przed rządzonymi – tworzeniu wyspecjalizowanych instytucji kontroli władzy mających w założeniu zapobiegać jej nadużyciom; podziale władz – wyrażającym ideę ograniczania rządu poprzez wzajemne kontrolowanie się ośrodków władzy oraz przez działalność zorganizowanej opozycji politycznej; wolności przekonań i wypowiedzi; instytucjonalnej ochronie praw obywatelskich – wyrażającej się w stwarzaniu formalnych zabezpieczeń obywateli przed nadmierną i nieuzasadnioną ingerencją władzy w ich sprawy”.

Jak łatwo zauważyć, wśród powyższych kryteriów nie ma wiarygodności władzy w podanym wyżej znaczeniu. Można ewentualnie powiedzieć, że władza jest oceniana przez wyborców wedle tego, czy realizuje swoją ofertę wyborczą, tj. spełnia złożone obietnice, ale w wykonaniu p. Kaczyńskiego to on i jego partia mają uprawnienie do orzekania o swej wiarygodności.

Czytaj też: Tak nerwowo w PiS dawno nie było

Atrofia państwa postępuje

Zobaczmy, jak wyglądają kryteria demokracji w przypadku ustroju proponowanego przez tzw. dobrą zmianę. Trzeba przy tym odróżniać ich postać formalną, tj. wedle prawa, zwłaszcza konstytucji, i materialną, tj. jak są realizowane w praktyce. Pierwsze dwa kryteria wykluczają dyskryminację. Formalnie jest w Polsce wszystko w porządku, bo prawo nie dyskryminuje nikogo w dostępności do polityki, w szczególności do rozmaitych stanowisk, ale w praktyce wygląda to mniej różowo, ponieważ np. praktyka nominacyjna p. Dudy coraz wyraźniej uwzględnia dobrozmienne opcje religijne i partyjne (przykładem ostatnie nominacje do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji). Jeśli natomiast rozszerzymy rozważane kryteria o równość w dostępie do rozmaitych dóbr społecznych, to preferencje dla katolików i osób seksualnie normatywnych są wyraźne i ich rola wzrasta.

Pomijam problem suwerenności narodu oraz odpowiedzialność rządzących przed rządzonymi, bo to kwestie zbyt abstrakcyjne, aby je tutaj omawiać. Może tylko zauważę, po pierwsze, że kombinacje z zasadami wyborów są jaskrawo sprzeczne z ideą demokracji, a po drugie, że w ładzie demokratycznym rządzący odpowiadają na normalnych zasadach za to, co czynią, ale jak jest w Polsce, każdy widzi, co można zilustrować przypadkami p. Cieszyńskiego i p. Sasina, którzy zajęli, mimo afer, może nie tyle z góry upatrzone stanowiska, ale wskazane im przez partię. Jest to o tyle łatwiejsze, że kompetencje instytucji kontroli społecznej są stopniowo ograniczane, a ich decyzje nie są realizowane. Skrajnym ewenementem jest niezgodne z prawem ułaskawienie p. Kamińskiego i p. Wąsika przez p. Dudę oraz opóźnianie postanowienia TK w tej sprawie, bo, jak wyjaśniła mgr Przyłębska, narady trwają (od pięciu lat, czyli „krótko”). Podział władz ulega stopniowej atrofii, a rząd jest praktycznie bezkarny (dobrozmieńcy gardłują, że krytyka p. Morawieckiego jest wyżywaniem się na nim) – vide katastrofa odrzańska i dystrybucja węgla. Do tego można dodać problemy, z którymi borykają się samorządy, coraz częściej zagrożone odwołaniem w postaci wprowadzenia zarządu komisarycznego.

O wymiarze sprawiedliwości wspomnę krótko, podając jako przykład partyjne wybory do KRS, aferę hejterską czy represjonowanie sędziów i prokuratorów niedziałających po myśli tzw. dobrej zmiany. Opozycja działa, ale próby jej ograniczania, np. przez mnożenie spraw sądowych za krytykę władz, są coraz częstsze i brutalniejsze. Prawa obywatelskie, w tym wolność przekonań, są chronione w coraz mniejszym stopniu, o czym świadczy coraz częstsza walka w wykonaniu Rzecznika Praw Obywatelskich. Nowe ustawy, np. o ruchu drogowym czy projektowana o stanach nadzwyczajnych, są coraz bardziej represyjne – dobrozmieńcy, w szczególności p. Zbyszek (pardon za poufałość), sądzą, niezgodnie z tendencjami demokratycznymi, że przestrzeganie prawa można wymusić zwiększającą się surowością kar i ograniczeniami w projektowanej ustawie (referentem jest p. Wąsik, rutynowany „ochroniarz” praw obywatelskich) o ochronie ludności i stanie klęski żywiołowej, znacznie zwiększającej uprawnienia organów administracyjnych w arbitralnym wprowadzaniu restrykcji.

Czytaj też: Czy PiS może wreszcie normalnie przegrać?

Objazd bez dyskusji

Powyższy, w samej rzeczy niepełny, przegląd wskazuje, że antydemokracja ustroju Polski postępuje i jest świadomie procedowana przez ten obóz polityczny. Można zatem powiedzieć, że przymiotnik „wiarygodnościowa” w zwrocie „demokracja wiarygodnościowa” ma charakter modyfikujący, a nie determinujący. Nie twierdzę, że już mamy system totalitarny, ale ruch w kierunku autorytaryzmu jest wyraźny. Zewnętrznym tego wskaźnikiem są okoliczności, w jakich spotykają się czołowi dobrozmieńcy, zwłaszcza Jego Ekscelencja, ze swoim „ludem”. Pan Kaczyński realizuje przedwyborczy objazd kraju, a scenariusze tych mitingów są bardzo charakterystyczne, ale nie dla demokracji. Publika jest starannie wyselekcjonowana wedle kryterium lojalności wobec lidera z Nowogrodzkiej. Rolę wodzireja na spotkaniu odgrywa sprawdzony funkcjonariusz (sprawdzona funkcjonariuszka) tzw. dobrej zmiany. W tle widać ziomali, na ogół przystrojonych w ludowe kostiumy. Inauguracja takiego wydarzenia często polega na podaniu do publicznej wiadomości jakiegoś sukcesu, np. przekopu Mierzei Wiślanej lub wszczęcia starań o reparacje od Niemiec.

Pytania do Dostojnego Gościa są z góry przygotowane i odczytywane przez wodzireja (w tej roli znakomicie wypadł p. Karczewski) lub zadane z sali, wprawdzie spontanicznie, ale przez z góry przygotowaną osobę. Specjalna straż partyjna baczy, aby na spotkaniu nie pojawiły się osoby niepożądane, tj. zdradzieckie mordy opozycyjne. Z partyjną służbą bezpieczeństwa aktywnie współpracuje policja, np. w Poznaniu we wrześniu było prawie 200 funkcjonariuszy i 60 pojazdów, a wcześniej pojawiła się nawet policyjna konnica, co spotkało się z dezaprobatą samego p. Kaczyńskiego. „Dyskusje” dobrozmiennych notabli z „narodem” bardzo przypominają podobne imprezy z udziałem peerelowskich przywódców z „pracującym ludem miast i wsi”, a podobieństwo gadek jest uderzające – wtedy od czasu do czasu zdarzały się autentyczne dyskusje, teraz ich już nie ma.

Czytaj też: PiS jest bardzo osłabiony, jesień będzie nerwowa

Pogonić PiS dla własnego dobra

Churchill powiadał, że demokracja to najgorszy system, ale nie wymyślono nic lepszego. Renoma demokracji bierze się stąd, że ten system, przy swoich wszystkich wadach, umożliwia podejmowanie racjonalnych decyzji, np. w czasach takiego kryzysu, jaki jest obecnie. Cały czas trzeba jednak mieć na względzie ostrzeżenie de Tocqueville’a (często przeze mnie przywoływane), że „demokracja kończy się, gdy rząd zauważy, że może kupić obywateli za ich własne pieniądze”, przy czym ma to związek z obserwacją (także Churchilla), że uprawianie polityki jest niezłym interesem dla tych, którzy się nią zawodowo zajmują. A skoro tak, to politycy nie przebierają w środkach, aby władzę uzyskać i jej nie stracić.

Przekupstwo wyborców w Polsce w 2015 r. było skuteczne i w zasadzie racjonalne, może poza wprowadzeniem świadczenia 500 plus dla wszystkich niezależnie od kryterium dochodowego. Dzisiaj sytuacja jest diametralnie odmienna. Wszystko wskazuje na to, że polityka pieniężna p. Glapińskiego i cenowa p. Morawieckiego (w energetyce marże stanowią 70 proc. ceny, a cena wyjściowa wzrosła o kilka tysięcy procent) nakręcają inflację dla zwiększenia zasobów budżetu w celu sfinansowania socjalnych obietnic. Kontekst ustrojowy tej operacji dokładnie ilustruje zacytowaną maksymę francuskiego myśliciela, gdyż polityka tzw. dobrej zmiany polega na przekupstwie wyborców za ich własne pieniądze. Propagranda mająca usprawiedliwić ten niemoralny proceder jest ozdabiana diatrybami o demokracji wiarygodnościowej, z której nic nie pozostaje poza uporczywie powtarzanym sloganem, że demokracja to demokracja.

Pogonienie Zjednoczonej Prawicy w nadchodzących wyborach jest konieczne dla uchronienia Polski nie tylko przed autorytaryzmem, ale i pozbycia się rządzących obecnie nieudaczników.

Czytaj też: Opozycja na wybory. Lepiej razem czy osobno? Policzmy

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną