Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Zarzuty dla Wituckiego. Władza wysyła groźny sygnał dla biznesu

Maciej Witucki Maciej Witucki Jan Rusek / Agencja Wyborcza.pl
Służby znów urządziły pokazowe aresztowanie, obliczone na zastraszenie środowisk nieprzychylnych władzy i odciągnięcie uwagi od ostentacyjnej bezczynności organów ścigania w niezliczonych aferach z ludźmi PiS w rolach głównych.

W środę 12 października na polecenie szczecińskiej prokuratury Centralne Biuro Antykorupcyjne oraz Centralne Biuro Śledcze Policji zatrzymały cztery osoby w związku z toczącym się co najmniej od dwóch lat śledztwem w sprawie wielomilionowych wyłudzeń na szkodę PFRON (Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych) oraz ZUS, których miała się dopuścić firma Work Service, zajmująca się dostarczaniem firmom pracowników w ramach tzw. outsourcingu.

Wśród zatrzymanych znalazł się były senator PO Tomasz Misiak oraz Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan, największego polskiego związku przedsiębiorców. Obaj czują się niewinni. Śledztwo obejmuje lata 2010–19, a straty państwa (m.in. z powodu wyłudzonych dotacji oraz niezapłaconych składek ZUS za pracowników) szacuje się na 32 mln zł. Zarzuty obejmują też tzw. pranie brudnych pieniędzy i działanie na szkodę pracowników obsługiwanych przez Work Service. Osób tych może być nawet 22 tys. Zatrzymani usłyszeli już zarzuty.

Kolejne pokazowe aresztowanie

Sprawa nie jest nowa i zapewne nic szczególnego nie zdarzyło się w niej w ostatnich dniach, aby zachodziła operacyjna czy procesowa konieczność natychmiastowego zatrzymania. Dotyczy to w szczególności Macieja Wituckiego, którego w środę 12 października o poranku wyciągnięto z hotelu w Gdańsku i przewieziono do aresztu we Wrocławiu. Po raz kolejny służby urządziły pokazowe aresztowanie, obliczone na zastraszenie środowisk nieprzychylnych władzy i odciągnięcie uwagi od ostentacyjnej bezczynności organów ścigania w niezliczonych aferach z ludźmi PiS w rolach głównych.

Być może sprawa Work Service nie jest dęta, lecz akurat wiarygodność upolitycznionej i ściśle kontrolowanej przez Zbigniewa Ziobrę prokuratury jest na tyle niska, że trudno jej wierzyć na słowo. Zobaczymy. Jednak zatrzymywanie osób publicznych, niestwarzających żadnego ryzyka, iż nie stawią się na wezwanie prokuratury bądź uciekną za granicę, jest niczym innym jak złośliwą szykaną i demonstracją siły.

Oburzające są zwłaszcza okoliczności zatrzymania Macieja Wituckiego, który tego dnia miał otworzyć w Sopocie coroczną, organizowaną przez Lewiatan konferencję polityczno-biznesową Europejskie Forum Nowych Idei. Można wręcz powiedzieć, że został aresztowany na oczach elity polskich i nie tylko polskich przedsiębiorców, nie mówiąc już o dziennikarzach i profesorach. Z pewnością dobrze odczytali przekaz, który brzmi: jeśli nie jesteś z nami, nie znasz dnia ani godziny aresztowania. Bo że przestępcy związani z władzą mogą spać spokojnie, wiemy nie od dziś.

Andrzej Duda wiedział o szykowanej akcji?

Nie bez znaczenia dla społecznej wymowy drastycznego i brutalnego potraktowania Wituckiego jest również fakt pełnienia przez niego funkcji wiceprzewodniczącego działającej przy urzędzie prezydenta RP Rady Dialogu Społecznego. Nasuwa się pytanie, czy Andrzej Duda wiedział o szykowanej akcji. W swoim oświadczeniu wyrażającym oburzenie sposobem zatrzymania Macieja Wituckiego Konfederacja Lewiatan zauważa, że odbyło się ono w czasie posiedzenia Prezydium Rady. Rzeczywiście, wygląda to wręcz na gest lekceważenia pod adresem Pałacu Prezydenckiego. Trudno sobie wyobrazić, jak nagły musiał nastąpić zwrot w śledztwie i jak strasznych rzeczy musiałby prokurator dowiedzieć się o Wituckim, aby w takich okolicznościach nakazać tak spektakularne zatrzymanie. Zapewne mało kto wierzy w jakieś wstrząsające nowe dowody.

Zrzeszająca organizacje pracodawców Rada Przedsiębiorczości w swoim oświadczeniu nazwała zatrzymanie Wituckiego skandalem, przypominając jednocześnie, że był on krytycznym recenzentem poczynań rządu. Nie on jeden. Można chyba powiedzieć bez większego ryzyka, że nie licząc przedsiębiorców zblatowanych z władzą i przekazujących środki na rzecz instytucji oraz inicjatyw związanych z PiS, cały polski biznes jest w opozycji do rządu. Jest jednak rzeczą nader wątpliwą, że da się zastraszyć. Za to pewne jest, że zagraniczni koledzy polskich przedsiębiorców nie nabiorą ochoty do inwestowania w Polsce, widząc, co się tu wyrabia.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną