Opozycja próbuje wygrać wybory, ratując lasy, i składa obietnice dotyczące ich ochrony. Ruszyła nawet licytacja na leśne obietnice. Platforma Obywatelska na niedawnym kongresie programowym ogłosiła, że za jej rządów 20 proc. najcenniejszych przyrodniczo lasów zostanie uratowanych przed wycinką. Taką samą powierzchnią chce się zaopiekować Polska 2050 i dodaje podwojenie obszaru parków narodowych.
Oba ugrupowania najwyraźniej się połapały, że ludzi obchodzi, co się z lasami dzieje. A społeczny nastrój jest gniewno-smutny i na dodatek powszechny. Stan lasów interesuje już nie tylko garstkę działaczy organizacji pozarządowych i przedstawicieli środowiska naukowego. Teraz to poszczególni obywatele mają osobiste porachunki z tymi, którzy wycięli ich ulubiony las. Mamy takich miejsc coraz więcej, bo m.in. za sprawą pandemii ruszyliśmy się z domów. A jak się wejdzie do lasu, to niekoniecznie przybywa w nim drzew. Wraz z kolejnymi pokonywanymi kilometrami napotyka się ślady po wycinkach i koleiny po wywozie drewna.
Wywożą drewno, stawiają krzyże
Nie bez znaczenia jest kontekst kryzysu klimatycznego, wielkiej fali wymierania gatunków, poziomu smogu. Wpływ na zmianę podejścia ma praca wykonywana przez stronę społeczną. 13 grudnia protestowano pod resortem środowiska, sprzeciwiając się masowemu spalaniu drewna przez wielkie elektrownie i traktowaniu lasów jako rezerwuaru paliwa. Skalę presji wywieranej przez piły spalinowe i kombajny do ścinania drzew pokazała mapa planowanych wycinek, łatwo dostępna w internecie, która alarmującą czerwienią zwiastującą wejście drwali pokrywa lasy w całym kraju.