Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Bitwa o wkładkę

Bitwa o wkładkę. Ginekolodzy powołują się na klauzulę sumienia

Wkładki, poza działaniem antykoncepcyjnym, zapobiegają także np. odtwarzającym się polipom w macicy, mają więc także leczniczy charakter. Wkładki, poza działaniem antykoncepcyjnym, zapobiegają także np. odtwarzającym się polipom w macicy, mają więc także leczniczy charakter. JPC-PROD / Shutterstock
Polki są coraz częściej zainteresowane wkładkami wewnątrzmacicznymi, pytają o nie swoich ginekologów. Ale NFZ po cichu utrudnia im dostęp do nich.

Po cichu, ale konsekwentnie NFZ utrudnia Polkom dostęp do wkładek (spirali) wewnątrzmacicznych – jednej z najskuteczniejszych i najzdrowszych metod antykoncepcyjnych. Mimo że założenie i usunięcie spirali należy do świadczeń gwarantowanych i powinno być darmowe w szpitalach, które mają kontrakt z Funduszem, z roku na rok maleje liczba tych procedur. Jeszcze w 2015 r. z takiej antykoncepcji skorzystało 9,5 tys. kobiet, w 2021 r. już tylko 7 tys., a przez pierwsze trzy kwartały 2022 r. – tylko 5 tys. – to informacje, które przekazał POLITYCE NFZ. To oczywiście kropla w morzu potrzeb – w Polsce żyje ok. 9 mln kobiet w wieku reprodukcyjnym.

Jednocześnie w styczniu 2023 r. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny opublikowała wyniki monitoringu z gabinetów ginekologicznych na Mazowszu, które mają podpisany kontrakt z NFZ. Tylko w co drugim kobiety mogą liczyć na założenie wkładki bez opłat. W kilkudziesięciu placówkach lekarze oprócz zakupienia samej wkładki (co jest akurat uzasadnione), upominali się o dodatkowe kwoty za jej założenie lub usunięcie; oscylowały one pomiędzy 400 a 1,8 tys. zł. Upominali się, powtórzmy, w gabinetach, którym NFZ płaci za wykonywanie tego świadczenia.

Lekarze odmawiają założenia wkładki wewnątrzmacicznej, powołując się na klauzulę sumienia, odsyłają pacjentki z publicznych szpitali do prywatnych gabinetów albo twierdzą, że spirala nie jest przeznaczona dla kobiet, które jeszcze nie urodziły dziecka, choć nawet Polskie Towarzystwo Ginekologiczne nie widzi przeciwwskazań, by wkładki, szczególnie te o mniejszych wymiarach, zakładać u „nieródek”. W takich sytuacjach, jak radzą wolontariuszki Federy, należy zażądać odmowy na piśmie, która może być podstawą złożenia oficjalnej skargi.

Za samą wkładkę, niezależnie od tego, czy zakłada się ją prywatnie czy w szpitalu, trzeba zapłacić od 100 do 900 zł w zależności od rodzaju i jej producenta.

Polityka 4.2023 (3398) z dnia 17.01.2023; Ludzie i wydarzenia. Kraj; s. 7
Oryginalny tytuł tekstu: "Bitwa o wkładkę"
Reklama