Kraj

PiS i Solidarna Polska złoszczą się na TSUE. Teraz poszło o lasy

Politycy PiS i Solidarnej Polski są żywotnie zainteresowani sprawami leśnictwa. Politycy PiS i Solidarnej Polski są żywotnie zainteresowani sprawami leśnictwa. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
Politycy PiS i Solidarnej Polski, której z koalicyjnego rozdzielnika łupów przypadły lasy, są żywotnie zainteresowani sprawami leśnictwa. A na najnowszym wyroku się nie skończy.

Rzeczpospolita przegrała sprawę w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Pozywała Komisja, która podchwyciła skargę trzech organizacji pozarządowych podważających arbitralność tzw. planów urządzania lasu. Chodzi o konstytucje każdego z 429 nadleśnictw, a w konsekwencji kształt gospodarki Lasów Państwowych, odpowiedzialnych za około jedną czwartą terytorium Polski. „Pule” obowiązują przez dziesięciolecie. Wyznaczają limit drewna, który w ciągu owej dekady można z danego nadleśnictwa wywieźć. Określają miejsca i metody wyrębu drzew, sposoby ich odnawiania, obrony przed pożarami, pasożytami czy chorobami, zakres ochrony przyrody i udostępniania terenu odwiedzającym.

Polskie prawo nie przewiduje możliwości zaskarżania puli, traktuje je jako wewnętrzne regulacje Lasów Państwowych, niewymagające udziału strony społecznej. Od dawna budziło to sprzeciw osób i instytucji krytycznie odnoszących się do dokonań polskiego leśnictwa. Z niepokojem obserwowano podejście do ochrony siedlisk i gatunków, przegrywające ze staraniami o jak najlepszy wynik finansowy poszczególnych nadleśnictw. Coraz głośniejszy jest także głos obywateli, dostrzegających skalę wycinek. Stąd inicjatywa trzech organizacji – Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, WWF i prawniczej fundacji Frank Bold – by walczyć o rozstrzygnięcie w Trybunale Sprawiedliwości UE. Aktywiści mają nadzieję, że po realizacji wyroku i zmianie prawa polscy obywatele zyskają za pośrednictwem sądów kontrolę nad działalnością Lasów Państwowych. Jak to jest istotne, widać było kilka lat temu w haratanej piłami Puszczy Białowieskiej.

„Tu nie chodzi o obronę przyrody!”

Dobrego nastroju nie podzielają przedstawiciele obozu Zjednoczonej Prawicy. „To już jest nie do zniesienia”, tak na wyrok w swoim mikroblogu w jednym z serwisów społecznościowych zareagowała prof. Krystyna Pawłowicz, sędzia Trybunału Konstytucyjnego, do niedawna posłanka PiS. Była premierka, dziś europosłanka Beata Szydło zwraca uwagę, że zagraniczne organizacje – chodzi o WWF i Frank Bold – domagały się wpływu na polskie lasy, a TSUE właśnie im takie prawo przyznał. Szydło podkreśla, że nie idzie o „obronę przyrody”, a nadanie zagranicznym organizacjom prawa do blokowania polskich decyzji.

Z kolei wiceminister Edward Siarka, nadzorujący w resorcie środowiska kwestie leśne, zareagował dobitnym stwierdzeniem: organizacje pozarządowe kłamią. Wiceminister opisuje ich skargę jako doniesienie. Jak twierdzi, nie jest prawdą, że pule nie są zaskarżane. Toczą się przecież postępowania przed sądami cywilnymi: skarżący muszą starannie uzasadnić wniosek i wskazać realne niebezpieczeństwo realizacji pulu. Wymontowanie takiego bezpiecznika, jak chce TSUE, wywoła paraliż gospodarki leśnej. Co więcej, jest próbą zablokowania bardzo konkurencyjnego polskiego przemysłu drzewnego, obie te gałęzie to 3 proc. PKB.

Zdaniem Siarki Lasy Państwowe godzą konieczność dostarczania surowca, dają gwarancję ochrony środowiska naturalnego, a dodatkowo notujemy przyrost terenów leśnych. Na dodatek plany są szeroko konsultowane. Przeciętnie w procesie konsultacji uwzględnianych jest 90 proc. uwag zgłaszanych przez organizacje, samorządy i społeczności lokalne. Wreszcie – szach-mat – Niemcy i Austriacy w ogóle nie mogą puli skarżyć.

Czytaj też: Walka o Puszczę Karpacką. Aktywiści żądają zaprzestania wycinek

PiS i Solidarna Polska wchodzą do lasu

O nich akurat TSUE w wyroku milczy. Ale przywołuje replikę Komisji na argumentację rządu o pulach w sądach cywilnych. O tym, że powództwa cywilne nie umożliwiają organizacjom ochrony środowiska bezpośredniego zaskarżenia planu urządzenia lasu przed sądem. Tego rodzaju powództwo reguluje odpowiedzialność cywilną za pogorszenie stanu środowiska, ponieważ sąd powszechny rozpatrujący powództwo nie może usunąć z polskiego obrotu prawnego planu urządzenia lasu, który jest obarczony wadami. Natomiast praktyka konsultacji też nie odpowiada deklaracjom wiceministra Siarki. Można się do nich włączyć na etapie przygotowania planu, trzeba mieć niezłe rozeznanie w mechanizmach funkcjonowania lasów. I nawet najbardziej światłe i zasadne uwagi mogą zostać odrzucone bez żadnych konsekwencji dla odrzucających.

Politycy PiS oraz Solidarnej Polski – to jej z koalicyjnego rozdzielnika łupów przypadły lasy – są żywotnie zainteresowani sprawami leśnictwa. Zasoby Lasów Państwowych, finansowe i organizacyjne, udało im się wprząc w swoje projekty. Ale las co jakiś czas staje się redutą boju o suwerenność. Jego obrona przed obcym zamachem – pamiętamy wersję o prywatyzacji sprzed lat – rezonuje w społeczeństwie, osobliwie wśród wyborców partii większości sejmowej. A na najnowszym wyroku się nie skończy, będzie jeszcze czego przed obcymi zakusami bronić. W obliczu szóstego wielkiego wymierania gatunków i katastrofy klimatycznej Unia Europejska coraz bardziej interesuje się lasami i przygotowuje dla nich swoje strategie, przekładające się na wyższe poziomy ochrony i zmniejszoną eksploatację.

Czytaj też: Wycinka do potęgi. Kto zarabia na handlu polskim drewnem?

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną