Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Z kim i po co

Tusk nagle złożył parasol. Przed porzuconą Lewicą bardzo trudny test

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wicemarszałek Senatu Magdalena Biejat wystartowała w starciu o Warszawę, wewnętrzne badania już na starcie dają jej ponad 10 proc. poparcia. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wicemarszałek Senatu Magdalena Biejat wystartowała w starciu o Warszawę, wewnętrzne badania już na starcie dają jej ponad 10 proc. poparcia. Adam Chełstowski / Forum
Lewica chce pozostać samodzielna, chociaż akurat w najbliższej kampanii wolała się taktycznie schować pod parasolem Donalda Tuska. W poczuciu odrzucenia zapowiada teraz wzmożoną asertywność, ostrożnie jednak mierząc siły na zamiary.
Robert Biedroń i Włodzimierz CzarzastyDamian Burzykowski/Newspix.pl Robert Biedroń i Włodzimierz Czarzasty

Koncepcja wspólnego startu KO i Lewicy w wyborach samorządowych przemknęła jak meteor: ledwie się pojawiła, a już jej nie ma. Pozostawiła jednak po sobie osad, który może teraz niekorzystnie wpływać na stosunki w rządzącej koalicji, szczególnie jeśli chodzi o podejście najsłabszego z koalicjantów. I to nawet nie dlatego, że Lewica odeszła od stołu negocjacyjnego z niczym. Z tym należało się akurat liczyć, wszak partyjne interesy mają to do siebie, że nie zawsze dają się harmonijnie poukładać. Poważniejszym źródłem napięcia okazała się niedopowiedziana otoczka całej sprawy, jej emocjonalne tło. Bo kiedy już było po wszystkim, w szeregach Lewicy nagle powróciło dawne zwątpienie w dobre intencje Donalda Tuska, osłabła nić zaufania.

Siadając do rozmów, jej liderzy szczerze wierzyli w dobrą wolę silniejszego partnera. Zostali uśpieni zapewnieniami, że kierunkowa decyzja o wspólnym starcie w zasadzie zapadła i trzeba tylko dograć szczegóły, powygładzać lokalne kanty. Kiedy więc premier znienacka ogłosił publicznie, że z sojuszu nici, lewicowi negocjatorzy poczuli się wystrychnięci na dudka. I nie zdążyli nawet ochłonąć, kiedy rozdzwoniły się telefony od dziennikarzy. Spontanicznie dawali więc wyraz zdziwieniu, zakłopotaniu, mniej lub bardziej skrywanemu żalowi. Raczej nieświadomi, jaki się z tego wyłania publiczny obraz. A wyglądało to trochę tak, jakby to Lewica smaliła cholewki do Tuska, aż ten – najwyraźniej zniecierpliwiony namolnością jej starań – musiał dać jej wyraźnego kosza. Tymczasem sekwencja była dokładnie odwrotna, bo oferta rozmów o wspólnym starcie wyszła z otoczenia Tuska. Stąd późniejsze podejrzenie, że premier zastawił na koalicjanta pułapkę.

Gra Tuska?

Tylko po co cały ten teatr? Część liderów Lewicy uważa, że to jedna z osławionych gier dominacyjnych Tuska.

Polityka 8.2024 (3452) z dnia 13.02.2024; Polityka; s. 16
Oryginalny tytuł tekstu: "Z kim i po co"
Reklama