Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

A może tak zaminować wschodnią granicę Polski? To nie takie łatwe. Są cztery duże problemy

Granica państwa Granica państwa Leszek Zych / Polityka
Zanim powstaną wizje pól minowych po horyzont, trzeba przygotować ich prawne podłoże i określić granice, by być w gotowości do ich aktywowania w chwili nieodwracalnego zagrożenia.

Skuteczność pól minowych w powstrzymywaniu natarcia oddziałów lądowych, wykazana szczególnie w czasie ubiegłorocznej ofensywy wojsk ukraińskich, rodzi też w Polsce pomysły, by ochronę wschodniej i północnej granicy – z Białorusią i Rosją – uzupełnić o potencjalnie najgroźniejszy element: miny. Kilka tygodni temu emocje nakręciły nie całkiem prawdziwe, ale popularne w sieci doniesienia, jakoby do minowania pasa przygranicznego przymierzała się Estonia i pozostałe kraje bałtyckie. W Estonii żadne takie decyzje nie zapadły, w debacie parlamentarnej padła jedynie sugestia, odrzucona przez rząd. W Polsce dyskusja wyszła tymczasem poza sferę swobodnych wywodów w internecie czy tajnych narad sztabowych i zawitała do Sejmu. A to znaczy, że może zajść dalej.

W poprzedni wtorek pod patronatem parlamentarnego zespołu ds. wzmacniania odporności RP (na którego czele stoi były szef KPRM, poseł PiS Michał Dworczyk) i znanego branżowego portalu Defence24.pl odbyło się kilkugodzinne seminarium, którego uczestnicy pod różnym kątem omawiali i analizowali problematykę minowania jako sposobu odstraszania i obrony. Formuła spotkania, określana jako „Chatham house”, nie pozwala na cytowanie wypowiedzi konkretnych osób, ale umożliwia przedstawienie tonu dyskusji, poruszanych problemów i wniosków. Sprowadzają się do tego, że pozornie łatwy i tani sposób powstrzymania ewentualnej agresji okazuje się wcale niełatwy do wdrożenia.

Reklama