Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Wybory: wieści krzepiące i złe. Przed Tuskiem pilne zadanie, PiS płaci za arogancję

Wieczór wyborczy PiS, 9 czerwca 2024 r. Wieczór wyborczy PiS, 9 czerwca 2024 r. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Tusk może odetchnąć z ulgą, natomiast jego koalicjanci raczej nie. Kandydaci PiS zapłacili za błędy agresywnej i aroganckiej kampanii Kaczyńskiego. Tym razem nie sprawdziła się jego mantra, że wybory wygrywa się na negatywnych emocjach.

Zakończone właśnie wybory do Parlamentu Europejskiego pokazały, że walka demokracji ze skrajną prawicą i populistami w Unii Europejskiej toczy się w najlepsze. W Polsce siły demokratyczne i prounijne zyskały poparcie ponad połowy głosujących. To krzepiąca wiadomość. Ale we Francji prezydent Macron, którego partia zdobyła dwa razy mniej głosów niż prorosyjska partia Le Pen, podjął dramatyczną i ryzykowną decyzję o rozpisaniu przedterminowych wyborów parlamentarnych. To wiadomość niepokojąca.

Obóz Kaczyńskiego szali nie przechylił

Wstępne wyniki w całej Unii zapowiadają, że układ sił w nowym Parlamencie Europejskim nie zostanie wzruszony. Trzy największe prounijne partie zajęły całe podium. To wiadomość pozytywna: twardej prawicy z frakcji EKR (do niej należy PiS) nie udało się wypchnąć z podium liberalno-centrowej frakcji Renew Europe, Odnówmy Europę (należy do niej ugrupowanie Hołowni).

Wygrana Platformy to pierwsze od 2015 r. jej zwycięstwo wyborcze. PiS przegrał, choć sprawa granicy polsko-białoruskiej, która wybuchła w ostatnich dniach kampanii wyborczej, zdawała się przechylać szalę na stronę obozu Kaczyńskiego. Mimo bezpardonowych ataków na Tuska, jego rząd i koalicję demokratyczną szala się nie przechyliła. Pomogła w tym mobilizacja elektoratu demokratycznego. Frekwencja sięgnęła ok. 40 proc., co jest wynikiem dużo lepszym, niż można się było spodziewać, słuchając narzekań o „zmęczeniu” wyborców. Prawdopodobnie to miasta zdecydowały o wygranej partii Tuska, a absencja elektoratu wiejskiego o przegranej Kaczyńskiego.

Czytaj też: UE była kiedyś nawet OK. A teraz? Kilka wniosków z kampanii wyborczej

Konsolidacja koalicji

W ostatnim przed wyborami sondażu CBOS Platforma wygrywała z PiS (33,4 proc. do 28,9 proc. poparcia). Różnica w granicach błędu pomiaru. Różnice między TD/PSL, Konfederacją i Lewicą były jeszcze mniejsze. Choć wybory do Parlamentu Europejskiego zwykle nie cieszą się większym zainteresowaniem w polskim elektoracie, to partie polityczne potraktowały je jako test układu sił po pół roku od odsunięcia PiS od władzy. Wstępne wyniki dały ugrupowaniu Tuska 38,2 proc. poparcia i 21 mandatów w Parlamencie Europejskim, a partii Kaczyńskiego 33,9 proc. i 19 mandatów. Late poll nieco partie zbliżył: KO zdobyła 37,4 proc. (20 mandatów), PiS 35,7 proc. (też 20 mandatów).

Czy takie będą oficjalne wyniki wyborów, dowiemy się prawdopodobnie w poniedziałek, ale jakaś radykalna zmiana nie wydaje się prawdopodobna. Tusk może odetchnąć z ulgą, natomiast jego koalicjanci raczej nie. Skrajna prawica spod znaku „piątki Mentzena” wypchnęła z podium Trzecią Drogę. To zła wiadomość, wpisująca się w ogólnounijny trend rosnących wpływów skrajnej prawicy.

Konfederacja za drugim podejściem zdobyła o dwa mandaty więcej niż Trzecia Droga. Słabe wyniki TD i Lewicy (trzy mandaty) oznaczają, że Tuska i innych liderów koalicji rządzącej czeka pilne zadanie jej konsolidacji. Lewica będzie musiała na nowo przemyśleć swoje priorytety. Spora część jej wyborców w tych wyborach wolała głosować na partię Tuska. Być może odebrali oni platformę Lewicy jako zbyt radykalną.

Czytaj też: Pięć gorących sporów na wybory – to dziś dzieli Europejczyków. I w sumie dobrze

Sprawdziła się zasada Tuska

Największą ciekawość w każdych demokratycznych wyborach budzą personalia. Pod tym względem wstępne wyniki są mieszane. Wprawdzie przepadli - według wstępnych wyników - Jacek Kurski, Ryszard Czarnecki, Michał Wójcik, Anna Fotyga, Małgorzata Gosiewska, Krzysztof Szczucki, Radosław Fogiel, Jacek Saryusz-Wolski, Witold Waszczykowski, Marek Kuchciński czy prezydencki minister Wojciech Kolarski, ale mandatu zapewne nie zdobyli także – taka jest logika wyborów wynikająca z wysokości poparcia dla poszczególnych stronnictw politycznych – weteranka Róża Thun, Paweł Zalewski, Marcin Bosacki, Anna Maria Żukowska, Włodzimierz Cimoszewicz, Andrzej Szejna i Ryszard Petru.

Zdobyli zaś, o wstydzie, prawomocnie skazani Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik, a także wirtualny Daniel Obajtek. Beata Szydło zebrała 250 tys. głosów (dużo mniej niż poprzednio, ale bardzo dużo). Najlepszy wynik zrobił Borys Budka (ponad 300 tys.). Mandat weźmie poseł Dariusz Joński, szef sejmowej komisji śledczej, ale kiedy piszę te słowa, nie jest jasne, czy również poseł Michał Szczerba.

Za to przeszli posłowie Bartłomiej Sienkiewicz, Marcin Kierwiński i Krzysztof Brejza. Robert Biedroń też przeszedł, mandat byłego premiera Marka Belki wisi na włosku. Największe wrażenie robi sukces Ślązaka Łukasza Kohuta, którego nie chciała Lewica, za to bez wahania wybrali Ślązacy. Weto Dudy blokujące uznanie ślonskiej godki za język regionalny miało tu coś do czynienia. Przykre niespodzianki odnotowały więc wszystkie partie.

Dotkliwiej odczuł je PiS. Przepadło sporo jego rozpoznawalnych kandydatów. Zapłacili cenę za błędy agresywnej i aroganckiej kampanii Kaczyńskiego. Tym razem nie sprawdziła się jego mantra, że wybory wygrywa się na negatywnych emocjach. Sprawdziła się za to zasada Tuska, że ludzie nie chcą kompromisu ze złem.

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną