Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Kraj

Polityczny grzech zaniechania

Niemrawość w realizacji programu wyborczego okazała się łatwiejsza do przełknięcia przez wyborców koalicji 15 października niż zaniechania w czyszczeniu stajni Augiasza, którą stała się Polska na skutek rządów Zjednoczonej Prawicy.

Ostatnie tygodnie to dowód na prawdziwość biblijnej frazy: „Kto więc umie dobrze czynić, a nie czyni, dopuszcza się grzechu”. Niemrawość w realizacji programu wyborczego okazała się łatwiejsza do przełknięcia przez wyborców koalicji 15 października niż zaniechania w czyszczeniu stajni Augiasza, którą stała się Polska na skutek rządów Zjednoczonej Prawicy. Z wszystkich niemal stron płyną sygnały o nominatach poprzedniej władzy bez kwalifikacji i zasad etycznych, którzy nie tylko zachowali swoje stanowiska, ale czasem także awansowali.

Głośno swoje rozżalenie wyrażają pracownicy wymiaru sprawiedliwości, którzy nie dość, że nie doczekali się rozwiązania kwestii neosędziów, to dostali policzek od Senatu w postaci poprawki do nowelizacji ustawy o KRS, dającej także neosędziom bierne prawo wyborcze do Rady. Rośnie również frustracja w wojsku, wydaje się bowiem, że minister Władysław Kosiniak-Kamysz ma niewielką determinację do wyczyszczenia MON z partyjnych nominatów poprzedniej władzy, którzy generalskie gwiazdki dostawali nie tyle za służbę ojczyźnie, ile raczej za służbę partii. Rzecz jest o tyle bulwersująca i niezrozumiała, że jesteśmy w stanie podwyższonego zagrożenia wojną, nie chodzi zatem jedynie o przywrócenie wśród mundurowych elementarnego poczucia sprawiedliwości, lecz przede wszystkim o bezpieczeństwo kraju.

Obrazu nieudolności w naprawianiu instytucji państwa dopełniają służby, które przez kilka tygodni nie potrafiły namierzyć Daniela Obajtka, pojawiającego się sporadycznie na Podkarpaciu w ramach swojej kampanii do europarlamentu. Zwieńczeniem tej kompromitacji było odnalezienie byłego prezesa Orlenu w luksusowym apartamencie w Budapeszcie przez dziennikarzy Radia Zet i frontstory.pl. Powiadomione przez media polskie służby mogły jedynie wysłać pod wskazany adres konsula Polski na Węgrzech, któremu jednak nikt drzwi nie otworzył, więc jak niepyszny wrócił z niczym do ambasady.

Polityka 25.2024 (3468) z dnia 11.06.2024; Komentarze; s. 9
Reklama