Chrapka na przystawkę
To koniec Suwerennej Polski? Kaczyński ma chrapkę na przystawkę, sytuacja ziobrystów jest marna
Na wieczorze wyborczym PiS 9 czerwca Jarosław Kaczyński mówił o potrzebie jednoczenia prawicy i choć nie sprecyzował, kto ma się z kim jednoczyć, to jasne było, że prezesowi chodzi o Suwerenną Polskę. I że grzecznie nazwał „zjednoczeniem” coś, co będzie znacznie bliższe zjedzeniu małej partii przez dużą.
Nie wszyscy politycy Suwerennej Polski wydają się zachwyceni tą perspektywą, ale sami przyznają, że w negocjacjach z PiS stoją na przegranej pozycji. Ziobro jest ciężko chory i nie wiadomo, czy i kiedy wróci do polityki, a żaden z jego ludzi nie ma takiej pozycji ani takiego doświadczenia w rozmowach z Kaczyńskim jak były minister sprawiedliwości.
Sytuacja ziobrystów jest marna. Prokuratura chce postawić zarzuty dwóm posłom Suwerennej Polski – Marcinowi Romanowskiemu i Michałowi Wosiowi (właśnie odebrano mu immunitet) – w związku z aferą Funduszu Sprawiedliwości. Niektórzy politycy Suwerennej Polski sami chcą dołączyć do PiS; Janusz Kowalski już odszedł z partii Ziobry i pewnie wkrótce wstąpi do większego ugrupowania. Nasi rozmówcy twierdzą też, że nie wszyscy w Suwerennej Polsce akceptują przywództwo europosła Patryka Jakiego i że o ile mogli być ziobrystami, o tyle nie bardzo mają ochoty zostać jakistami.
Partia Ziobry stała się w jakiejś mierze masą upadłościową. Jej odrębność, choćby tylko formalna, przestaje przynosić jakiekolwiek korzyści Kaczyńskiemu, który porzucił szyld Zjednoczonej Prawicy (pod koniec zeszłego roku PiS wchłonął Partię Republikańską Adama Bielana). Zarazem ziobryści jako prawie osobne ugrupowanie – zawsze jedną nogą w przedpokoju, zawsze trochę wierzgający – mogli na dłuższą metę stać się kłopotem, mogli chcieć pokazać odrębność, a nawet poczuć pokusę wystawienia kandydata w wyborach prezydenckich.