Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Ich trzynaścioro

Co my właściwie robimy, wybierając prezydenta? No bo przecież nie dajemy mu władzy robienia rzeczy, które zapowiadają kandydaci w kampanii, urągając przytomności naszego umysłu.

Minęło zaledwie pół roku, a my znowu przed płotem – dołączyłem do sąsiadki wpatrującej się w twarze na trzech plakatach. – Co pani w nich widzi?

– Kiedy były wybory w Ameryce, nie mogłam pojąć, jak w kraju, gdzie mają najlepszych profesorów, lekarzy, biznesmenów, prawników, aktorów, sportowców, żołnierzy, piosenkarzy, kosmonautów…, kandyduje tylko tych dwóch starszych gości, w tym jeden z opiekunką. My nie mamy takiego wyboru, a mimo to jest ich trzynaścioro. W dodatku większość tak młoda, że jeszcze nie wiadomo, czy potrafili rządzić dobrze swoim życiem, a chcą całym krajem. Pan to rozumie? – zapytała, raczej nie oczekując odpowiedzi.

– Nie rozumiem – przyznałem. – Ale my też mamy paru mądrych ludzi – dodałem nieco urażony.

– To dlaczego nie ma ich na tym płocie? – odparła pytająco, zamykając dyskusję.

Co my właściwie robimy, wybierając prezydenta? No bo przecież nie dajemy mu władzy robienia rzeczy, które zapowiadają kandydaci w kampanii, urągając przytomności naszego umysłu. Wystarczy przecież sprawdzić, co może prezydent w Polsce. Nawet osławione prawo weta stało się własnością partyjnego zaplecza prezydenta.

Ale nawet jeśli nowo wybrany naprawdę przedłoży nas nad partię i będzie próbował być prezydentem wszystkich, to nie po to, aby wykłócał się z ministrem spraw zagranicznych, obrony czy sprawiedliwości, czyj podpis na nominacji ma być pierwszy. Czyha więc na każdego kolejnego prezydenta Polski frustracja i kompensacyjne fantazje, czegóż to mógłby dokonać w takiej Francji lub Ameryce.

A jednak mądrze postąpili ojcowie i matki naszej konstytucji, ograniczając sprawczą moc tego urzędu. Odsunięcie prezydenta od rządzenia daje mu szansę bycia jedynym politykiem, który przypomina i realizuje najważniejszą wartość polityki demokratycznej.

Polityka 20.2025 (3514) z dnia 13.05.2025; Felietony; s. 98
Reklama