Antybohater Szymon Hołownia. Pogubił się w rolach. Przyjął taktykę obrony, która może się zemścić
Szymon Hołownia nie zrobił nic nowego. Spotkał się z Jarosławem Kaczyńskim, co prezes w weekend potwierdził, tak jak spotykał się z przedstawicielami innych ugrupowań. To spójne z filozofią Polski 2050, która chce dialogować do bólu i z każdym. Rozmowa ma naprawić kraj, pogodzić zwaśnione rodziny, a przynajmniej uchronić nas przed paraliżującym klinczem między PO i PiS. Ta historia mogłaby mieć taki wydźwięk, gdyby marszałek nie popełnił niemądrych błędów. Chciał zdradzić czy nie, konsekwencje będą dalekosiężne.
Dwa bieguny Hołowni
W myśl zasady, że kryzysami należy zajmować się pojedynczo, najpierw Szymon Hołownia musi zatamować krwawienie. Rana jątrzy od miesięcy, ale to wybory prezydenckie wywołały paroksyzm. Słaby wynik (ok. 5 proc.) zmusza do refleksji i zdecydowanych działań. W tym przypadku mogły się one okazać tyleż zdecydowane, co pochopne.
To pierwsze i najprostsze wyjaśnienie – Hołownia dał się wmanewrować. Pozornie niewinne, rutynowe spotkanie zostało zaplanowane w sposób wielorako skandaliczny. Pułapką okazał się konspiracyjny charakter rozmowy dwóch liderów politycznych, pora, a nawet lokalizacja. Marszałek Sejmu – Hołownia tłumaczy, że w takiej roli występował – nie powinien jeździć do prywatnych mieszkań polityków, nawet jeśli szuka miejsca kameralnego daleko od wścibskich oczu.
Sekrety mają to do siebie, że dalece bardziej gorszy fakt ich posiadania niż ich treść. Na tej skórce Hołownia poślizgnął się po raz pierwszy. Na konferencji prasowej podtrzymał wolę spotkań i rozmowy ze wszystkimi ugrupowaniami i półgębkiem przyznał się do błędu, choć bez żalu.
To drugie wyjaśnienie – marszałek Hołownia przecenił swoje możliwości i skuteczność bipolarnej roli, którą chciałby odgrywać.