Bój o Starlink i pomoc dla Ukrainy. Nawrocki zaraz włączy zegar. Skutki dla Polski będą groźne
Do tej sytuacji można spokojnie przyłożyć słynne porzekadło, że „niby człowiek wiedział, a jednak się łudził”. Poglądy Karola Nawrockiego na relacje polsko-ukraińskie są przecież znane, nie ma tu wielu punktów wspólnych nawet z jego poprzednikiem. O Andrzeju Dudzie można napisać wiele złego, był prezydentem marionetkowym, bez inicjatywy, ze słabym rozeznaniem dyplomatycznym czy gospodarczym, ale po wybuchu pełnoskalowej wojny był mocnym, choć nie zawsze publicznie docenianym, orędownikiem Kijowa na arenie międzynarodowej.
Na to są akurat dowody, i to z dość nieoczywistych źródeł – o tym, że to Duda przekonał Donalda Trumpa do wstrzymania ataków na Wołodymyra Zełenskiego w social mediach, pisał m.in. w książce „War” słynny reporter Bob Woodward.
Opowieści o tym, że Nawrocki, kandydat wybrany przecież głosami Konfederacji, a więc elektoratu momentami bardziej antyukraińskiego niż antyrosyjskiego, będzie utrzymywał kurs Dudy, można było włożyć między bajki.
Nawrocki wetuje pomoc dla Ukraińców
Na nic zdały się zaklęcia komentatorów polskiej polityki i publicystów, którzy jeszcze w lipcu wieszczyli, że pojawienie się w Kancelarii Prezydenta Marcina Przydacza, byłego wiceministra spraw zagranicznych, dziś kierownika Biura Polityki Międzynarodowej w dużym Pałacu, oznacza korektę kursu w kwestii ukraińskiej. Mnożyły się zapewnienia, że Przydacz będzie łagodził antyukraińską twarz prezydenta, bo nawet skrajnie prawicowe środowiska zdają sobie sprawę, że Polska Ukrainę musi wspierać.