Bój na konwencje. Prezes PiS: Mamy ustrój manipulacyjny, chcemy opcji trumpowskiej
Lider koalicji rządzącej po dwóch latach od wyborów znajduje się w defensywie: skupia na sobie złość za niezrealizowane obietnice i postawę koalicjantów oraz przegrane wybory prezydenckie. Prezes największej formacji opozycyjnej ma natomiast na głowie poważne wyzwania przed nieuchronnie zbliżającymi się wyborami: Konfederację, Grzegorza Brauna, problemy w klubie i pusty bak w maszynie politycznych emocji i haseł. Zarówno Donald Tusk, jak i Jarosław Kaczyński potrzebują nowego otwarcia.
Kaczyński: Opcja brukselsko-niemiecka albo trumpowska
Prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział, jakie będą najważniejsze filary nowego programu partii: gospodarka, bezpieczeństwo i odpowiedź na kryzysy społeczne. Wreszcie lider opozycji chce odpowiedzieć na wyzwania przyszłości. „To są kryzysy dotyczące przyszłości naszego państwa: jego być albo nie być, istnienia albo nieistnienia. To są te wszystkie plany Unii Europejskiej, plany Brukseli i Berlina, by dokonać takiej zmiany sytuacji w Europie: w wymiarze prawnym i politycznym, by w istocie wszystkie państwa w wysokim stopniu przestały istnieć, przestały być suwerenne” – mówił Kaczyński.
Lider PiS wyznaczył trzy kryteria, wedle których powstanie program. „Pierwsze z nich jest oczywiste: my nie pracujemy nad dokumentem naukowym, tylko nad dokumentem politycznym, który ma być realizowany i oddziaływać na świadomość społeczną. Nie ma w tym nic złego, o ile te zasady i ta praktyka będą rzeczywiście stosowane. Bo jeśli nie, to mamy ustrój jeszcze nienazwany, można go nazwać manipulacyjnym. Tę praktykę znamy z tego, co dzieje się w naszym kraju” – zapowiedział Kaczyński. Dalej mówił o „kryterium prakseologicznym”, czyli przyczynowo-skutkowym. Trzecie kryterium („generalne”) to wybór między opcją „niemiecko-brukselską” a opcją trumpowską. „Niemcy chcą nam zabrać państwo. Francuzi też, nie wiem czemu” – mówił Kaczyński, wskazując, że Niemcy dążą do stworzenia europejskiego superimperium, które uczyni ich zwycięzcami drugiej wojny światowej. Na drugim biegunie znajdują się Stany Zjednoczone Donalda Trumpa. „Ameryka nie chce nam zabrać suwerenności” – zaznaczył.
Nowy image PiS potrzebny od zaraz
Sytuacja PiS jest trudniejsza, niż to na pierwszy rzut oka wygląda. Zanim Jarosław Kaczyński będzie mógł spełnić marzenie o powrocie do władzy w 2027 r., czeka go długa i kręta droga przez układy we własnej partii i czyhającą na potknięcia Konfederację. Prawo i Sprawiedliwość od miesięcy drepcze w miejscu w wewnętrznym klinczu: były premier Mateusz Morawiecki postuluje język asertywności, sceptycyzmu i zysków, a środowiska mu przeciwne, identyfikowane przede wszystkim z ziobrystami i Przemysławem Czarnkiem, pragną krwi, rozliczeń, napalmu i nakopania przeciwnikom, również tym z Unii Europejskiej.
Opowieść o wojnie, konieczności odzyskania „praworządności, sprawiedliwości”, ochrony Polski przed chaosem i bezprawiem zdaje się wyczerpana. Jak zwracają uwagę analitycy Res Futury, alarmistyczne apele i próby skupienia na sobie uwagi prawicowych mas nie przynoszą skutku (w internecie). Zaangażowanie spada, zasięg nie rośnie. Potwierdzają to sondaże, w których Jarosław Kaczyński mierzy się ze stagnacją w okolicy 28–30 proc. i przegrywa z ugrupowaniem Tuska.
Perspektywy pogarsza rosnąca w siłę konkurencja. Jak barwnie i trafnie zauważył Wojciech Szacki w Notatniku politycznym: „Mamy na półmetku kadencji silniejszego wśród słabszych Tuska i słabszego wśród silniejszych Kaczyńskiego”. Potwierdza to analiza Res Futury: Konfederacja zyskuje na powściągliwym ignorowaniu ataków, umacnia się, punktując PiS i wskazując na podobieństwa do KO. Komfortowo i cierpliwie przygląda się PiS zamkniętemu w pułapce Tukidydesa, przeliczając poparcie na poziomie 13–16 proc. Z kolei Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna okazuje się zyskiwać na przytulaniu się PiS do ściany. Dla elektoratu Kaczyńskiego hasła o dekomunizacji, suwerenności, reformach i wolności przestają być autentyczne. W miejsce rozczarowania zstępuje sakralno-liturgiczny przywódca (Braun), który spełnia ideowe wymagania, ergo, rośnie w sondażach i spokojnie odnotowuje 6–7 proc.
Co wynika z myślenia o Polsce?
PiS sięga po konwencję programową nie po raz pierwszy. Mityczne Katowice, które zgodnie z przesądem mają partię zaprowadzić do władzy, ugrupowanie odwiedzało m.in. w 2015, 2019 i 2021 r. Dekadę temu świat ujrzał pierwszą konwencję i program „Myśląc Polska” – nazwa tożsama z obecnym wydarzeniem. Eksperci i politycy zgromadzeni przez Prawo i Sprawiedliwość analizowali wówczas m.in. możliwości wprowadzenia programu 500 plus (obiecanego w kampanii przez Andrzeja Dudę), a kandydatka na premiera Beata Szydło prezentowała drużynę ekspertów (m.in. Stanisław Piotrowicz i Marek Kuchciński).
Cztery lata później, przed kolejną kampanią wyborczą, PiS powróciło do Katowic i zaprezentowało m.in. zerowy PIT do 26. roku życia, 500 plus na pierwsze dziecko, „piątkę Kaczyńskiego”, trzynastą emeryturę czy CPK. Premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że Polska wyszła z fazy ratowania państwa z ruin i przechodzi do fazy rozwoju. Kontynuacją zapowiedzi była konwencja „Polski Ład” w 2021 r., której celem – jak czytamy na wciąż działającej stronie – było „przezwyciężenie skutków pandemii”. Politycy PiS objechali wówczas pół Polski. We wszystkich przypadkach wielkie imprezy służyły przezwyciężaniu kryzysów wewnątrzpartyjnych i budowaniu pozytywnego obrazu partii przed wyborami.
W piątek i sobotę w Katowicach spotyka się bardzo szeroka grupa polityków i środowisk związanych z PiS. Prezes Jarosław Kaczyński zabierze głos dwukrotnie – uroczyście otworzył imprezę w piątek po godz. 10, a następnie zgasi światło w sobotę o 19. Przez całe dwa dni debata goni debatę. O „wyzwaniach europejskich” rozmawiają m.in. Patryk Jaki, Anna Zalewska i Jacek Saryusz-Wolski. Mariusz Błaszczak w międzynarodowym towarzystwie skupi się na wschodniej flance NATO. A nad „konstytucyjnym momentem” zadumają się Przemysław Czarnek, Julia Przyłębska i Jerzy Kwaśniewski (Ordo Iuris).
Nie można PiS odmówić rozmachu i zaangażowania w realizację kongresu, lecz po owocach i hasłach poznamy efektywność dwudniowego spotkania.
Tusk zmienia platformę
„Najsilniejszy wśród słabych” – jak pisał Wojciech Szacki – pozostaje Donald Tusk. Premier w niedawnej rozmowie w podkaście Wojewódzki&Kędzierski przekonywał, że z punktu siedzenia Koalicji Obywatelskiej (już za chwilę w poszerzonym o Nowoczesną oraz Inicjatywę Polską składzie) perspektywa na najbliższe dwa lata nie wygląda źle. Sondaże dają dobre, bo pierwsze miejsce, z wynikiem momentami lepszym, niż w 2023 i 2024 r. Szyki muszą „podciągnąć” jedynie koalicjanci. My z synowcem na czele i jakoś to będzie.
Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Aby uniknąć tego pytania i dać członkom ugrupowania argument do obrony, partia musi pokazać, że działa, idzie do przodu, jest skonsolidowana i wierzy w sukces kolejnego politycznego sezonu. W tym celu najłatwiej zapowiedzieć wielkie zjednoczenie – PiS wykorzystał już tę kartę, wchłaniając Solidarną Polskę – wybór nowych władz, odświeżenie struktur i kierownictwa. Jednocześnie trudno zakładać i odnieść wrażenie, że połączenie jest sygnałem do ataku, mobilizacji i wyrwania z marazmu. Z pewnością jednak rzeczywistość nie stanie Koalicji na przeszkodzie do ogłoszenia nowego otwarcia.
Definicją opisanego rozdźwięku języka partii i języka faktów jest rocznicowy hashtag „Robimy, nie gadamy”. Mariusz Janicki w „Przypisach naczelnego” zwraca uwagę, że polityka polega dziś na robieniu i nieustannie gadaniu o tym. Tymczasem komunikaty KO brzmią, jakby przy okazji dwulecia rządów chciała powiedzieć: uwierzcie, że my w pocie czoła robimy, dlatego nic nie gadaliśmy!
Sobotnia fuzja jest fikcją. Inicjatywa Polska nie istniała jako polityczny byt na dwóch nogach, a Nowoczesna od wyborów samorządowych w 2018 r. stanowi z PO jedność. Krokiem legalizującym fuzję było de facto głosowanie w prezydenckich prawyborach, kiedy wszystkie człony KO głosowały na równych zasadach (z zachowaniem proporcji członków). Połączenie więc nie różni się niczym od sumy z zerami.
Zmiana szyldu ma zwrócić uwagę na coś innego. Koalicja Obywatelska to więcej niż Platforma Obywatelska, bo opiera się na środowiskach postępowych, młodszych i z nową wrażliwością społeczną. Zakopanie szyldu chadeckiego, centroprawicowego ugrupowania ma zmyć niesmak wyborców progresywnych po skręcie w prawo, dokonanym rękami Rafała Trzaskowskiego, Romana Giertycha i Radosława Sikorskiego.
Sobotnie wydarzenie nie przyniesie realnej zmiany – co innego wewnętrzne wybory władz, ale te mogą potrwać do stycznia. To sfinalizowanie odkładanego na później zjednoczenia, które nie może się zmarnować. Na koniec warto odnotować, z kronikarskiego obowiązku, że nadszedł koniec pewnego etapu. Platforma Obywatelska przestanie istnieć po niespełna 25 latach. Jej szeregi zapewniły Polsce prezydenta (Bronisław Komorowski), premierkę (Ewa Kopacz) i trzykrotnego premiera (Donald Tusk). No i bardzo dużo memów.