Notatnik polityczny. Dokąd zmierza Braun i jego fani. Kluczowe pytania i wnioski po weekendzie
Fundamentalne pytanie o Grzegorza Brauna jest takie: czy temu zawodnikowi uda się nadać kształt polityczny temu, co niewątpliwie w Polsce jest, ale przez długie lata pałętało się szczęśliwie na marginesie życia publicznego?
Czy tych wszystkich głosicieli teorii spiskowych, antysemitów, cichych wielbicieli Rosji, przeciwników Unii Europejskiej i Ukrainy, patoinfluencerów, frustratów i dziwaków da się zjednoczyć i zorganizować w formie partii oraz dojechać z nią do wyborów parlamentarnych?
Jeszcze niedawno wielu w taki scenariusz powątpiewało. Pamiętam rozmowy z politykami PiS i Konfederacji sprzed kilku miesięcy; przekonywali mnie wówczas, że Braun to produkt jednorazowego użytku, że po kampanii prezydenckiej wszystko wróci do normy.
Czytaj także: Grzegorz Braun i wirus Korony. Karmi się strachem, znalazł niszę, w której się urządził
Korona Brauna: co nam pokazała impreza w Łochowie
Sobotni spęd Korony w Łochowie na Kongresie Inicjatyw Narodowych Gospodarczych i Samorządowych (KINGS) był jednak mocną wskazówką, że skrajna prawica osiągnęła sprawność organizacyjną, jakiej w III RP nie miała chyba nigdy. Owszem, to był – poza wszystkim innym – festiwal kiczu. Wszystko było przerysowane i steatralizowane; ci bojówkarze w paramundurach pilnujący porządku, odziani na czarno Bracia Kamraci, początek imprezy z tercetem hymn – modlitwa – kolęda, rytualne już słowa hasła typu eurokołchoz, żydokomuna, judenratyzacja Polski, symbole gaśnicy, patetyczne przemówienia.