Nie odwracajmy oczu
Nie odwracajmy oczu. Chocholi taniec prawicy, gdy obok toczy się bardzo nasza wojna
To już czwarta rocznica wybuchu tej wojny. Warto sobie przypomnieć tamten dzień, 22 lutego 2022. I tamten szok: pierwsze zdjęcia rosyjskich czołgów prących na Kijów. I następne dni, przygotowania do obrony miasta, zatrzymanie rosyjskiej kolumny, deklarację prezydenta Zełenskiego, że nie zamierza się poddać ani opuścić kraju. I to, co nam powinno się wryć w pamięć: najpierw tysiące, później milion, dwa, trzy miliony uchodźców, głównie kobiet i dzieci na granicy z Polską, na dworcach, w prowizorycznych miejscach zakwaterowania i zaraz potem – w polskich domach. Zdarzyła się rzecz bez precedensu, niemożliwa: Polacy przyjęli w swoich mieszkaniach, wzięli na swoje utrzymanie, często na wiele tygodni i miesięcy, największą w powojennej historii Europy falę uciekinierów.
Nigdy dość przypominania tamtych chwalebnych dni, emocji, wzruszających gestów ofiarności, solidarności. Także polskie państwo, wtedy rządzone przez PiS, po pierwszym szoku zaczęło coraz sprawniej organizować pomoc dla Ukrainy i Ukraińców – prawną, finansową, wojskową, dyplomatyczną.
To nie nas bombardują
W ciągu tych czterech lat – chyba nikt nie przypuszczał, że to będzie tak długo trwało – niemal nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o naturę i stawkę tej wojny. Mamy do czynienia z brutalną agresją nie tylko przeciwko państwu ukraińskiemu, ale przeciw Ukraińcom jako narodowi, jako ludziom, co drastycznie widzimy tej zimy. I heroiczną, wytrwałą samoobronę Ukraińców. Mamy rosyjskie groźby, prowokacje, ataki hybrydowe wymierzone w Europę i ryzyko – gdyby Ukraina upadła – przesunięcia rozpędzonej rosyjskiej machiny wojennej na zachód, do naszych granic. Jak w pierwszych dniach wojny, Ukraina, powstrzymując i wyniszczając putinowską armię, broni i siebie, i nas.