Cieszę się, że Prawo i Sprawiedliwość odchodzi od niektórych radykalnych postulatów i staje się rzecznikiem rozwiązań bardziej racjonalnych. Weźmy popieraną za rządów tej partii kolej dużych prędkości, przed którą dzisiaj, gdy rząd Tuska zamierza ją budować, były wicepremier Gliński przestrzega, gdyż uważa, że będzie zbyt prędka. „Po co nam pociągi jadące 350 km/h? Kto będzie tym jeździł?”, pyta i zapewnia, że gdy za naszą granicą trwa wojna, Polacy do takich pociągów nie wsiądą, zwłaszcza że – jak wynika z informacji Glińskiego – będą one produkcji niemieckiej.
Postulat, żeby szybka kolej jeździła wolno, uważam za rozsądny w sytuacji, gdy codziennie widzimy, jakie szkody wyrządzają szybko jeżdżące samochody i hulajnogi. Nie jestem fizykiem ani kolejarzem, ale podobnie jak Gliński sądzę, że skoro duża prędkość kolei dużych prędkości odstraszałaby Polaków z powodu tego, że jest za duża, należy dołożyć starań, żeby była mała, dzięki czemu pasażerowie przestaną się bać, że dojadą do celu za wcześnie.
PiS jest nie tylko przeciwko szaleństwu rozwijania dużej prędkości przez kolej, ale także przeciwko niezrozumiałym wysiłkom rządu Tuska w zapewnianiu Polsce bezpieczeństwa. Politycy tej partii uważają, że gdy rządzili, zapewnili Polsce wystarczająco dużo bezpieczeństwa, dlatego ostro sprzeciwiają się dalszemu zapewnianiu poprzez branie pożyczek z unijnego programu SAFE na rozwój polskiej armii.
Jarosław Kaczyński ostrzega, że Polsce grozi wzięcie na korzystnych zasadach aż 180 mld zł, w wyniku czego polska armia może się niebezpiecznie rozwinąć w kierunku służącym interesom Niemiec i rządu Tuska. Poseł Błaszczak nie ma wątpliwości, że z pomocą SAFE „Niemcy odbudują swój przemysł zbrojeniowy”; zgadzam się z nim, że w tej sytuacji modernizacja polskiej armii to zdrada ojczyzny i że jedyną szansą dla tej armii jest długofalowy rozwój oparty na osłabianiu Niemiec poprzez niemodernizowanie jej i niekupowanie w Unii żadnego uzbrojenia za pożyczone od niej pieniądze.